W 18. minucie finału Ligi Mistrzów między Tottenhamem a Liverpoolem na boisku pojawiła się niespodziewana osoba. Kobieta, która wtargnęła na murawę, szybko została złapana przez ochroniarzy. Po meczu okazało się, że jest to Kinsey Wolanski, która znana była wąskiemu gronu odbiorców z Instagrama. Po "odprowadzeniu" Wolanski przez ochroniarzy, sędzia Damir Skomina wznowił mecz.

 

Kobieta wybiegła na murawę w stroju, na którym widoczna była reklama strony internetowej swojego chłopaka. Zanim w sobotni wieczór nastąpiła wyżej wymieniona sytuacja serwis obserwowało prawie 10 mln internautów. Według "Sputnik News" po finale Ligi Mistrzów z udziałem angielskich drużyn, liczba zarejestrowanych użytkowników wzrosła do 32 mln.

 

Wtargnięcie Wolanski na murawę Wanda Metropolitano miało według "Sputnik News" wartość reklamową w wysokości ponad 3 milionów funtów. Dlatego kara nałożona na kobietę w wysokości 13 tysięcy funtów jest mikroskopijna, wręcz śmieszna. Grzywna to składowa kary za wejście na boisko i reklamę bez pozwolenia. Co ciekawe, przed wylotem z Madrytu Amerykanka dostała od jednego z przedstawicieli UEFA pamiątkowy bilet z sobotniego finału.

 

Jedynym "problemem" Wolanski jest w tym momencie zablokowane konto na Instagramie. Zostało ono "zbanowane" niedługo po finale Ligi Mistrzów, ale na niedługi czas instagramerka odzyskała nad nim władze. Zdążyła poinformować, że planuje kolejne akcje, po czym znowu została zablokowana.