Rekordu kontynentu pozbawił Woronina po czterech latach, podczas igrzysk olimpijskich w Seulu, Brytyjczyk Linford Christie (9,97). Natomiast do rekordu kraju nikt się nie zbliżył. Drugi wynik wszech czasów - 10,15 w Polsce uzyskał 2 lipca 1999 roku w Krakowie Piotr Balcerzak (Skra Warszawa).

 

 - 35 lat temu, po Memoriale Janusza Kusocińskiego, poszedł początkowo w świat rezultat 9,99. Mam nawet ze stadionu Skry zdjęcie pod tablicą z takim czasem. Jednak przy procedurze zatwierdzania wyniku liczonego w tysięcznych częściach sekundy zaokrąglono go w górę, czyli do 10,00 - wspomina 62-letni dziś Woronin.

 

Jak przyznał, ten rezultat otworzył mu okno na świat.

 

 - Dostawałem liczne zaproszenia na mityngi, miałem możliwość rywalizacji z czarnoskórymi sprinterami i nadzieję na dobry występ w igrzyskach w Los Angeles, które były dla mnie celem numer jeden. Niestety, ze względów politycznych Polska w nich nie uczestniczyła - powiedział Woronin.

 

Najszybszy w kraju sprinter zakończył zawodniczą karierę w 1989 roku. A rozpoczął ją w piątej klasie szkoły podstawowej w Piastowie dzięki nauczycielowi wychowania fizycznego Andrzejowi Emilianowiczowi, który doprowadził utalentowanego sprintera do wyniku 10,3. Taki czas uzyskał podczas Memoriału Kusocińskiego w 1974 roku, debiutując w reprezentacji Polski. Sześć razy w karierze w latach 1973-88 uzyskał na "setkę" wynik poniżej 10,2.

 

 - Nie wiem dlaczego mój rekord ma już taką "brodę" i nie został dotychczas poprawiony. Przykro, że tak długo to trwa. Zresztą inne, jak Ireny Szewińskiej z 1976 roku na 400 metrów - 49,28 czy też Ludwiki Chewińskiej w pchnięciu kulą - 19,58 z tego samego roku wciąż czekają na pobicie - dodał Woronin.

 

Jego zdaniem w Polsce nie brakuje utalentowanej młodzieży, ale zauważył, że sprinterzy często miewają kłopoty ze zdrowiem.

 

 - Ja miałem wielkie szczęście. W całej karierze raz naderwałem przywodziciela i miałem lekkie naciągnięcie na "dwugłowym" mięśniu sprinterskim - przypomniał.

 

Absolwent warszawskiej AWF i Uniwersytetu Jagiellońskiego często wraca do wspomnień ze stadionu Skry, który był miejscem tętniącym życiem i pełnym potencjału i boleje nad faktem, że obiekt dysponujący powierzchnie ponad 20 hektarów popadł w ruinę.

 

 - Uważam, że właścicielem obiektu powinna być Warszawa. Stworzy to możliwość szerokiego dostępu do uprawiania tam sportu przez mieszkańców stolicy. Moim zdaniem powinien powstać tam campus uniwersytecki dla studentów uczelni warszawskich, wkomponowany w nowoczesną architekturę sportową - powiedział Woronin.

 

Woronin jest wiceprezesem Stowarzyszenia Sport Dzieci i Młodzieży kończącym przygotowania do 25., jubileuszowego ogólnopolskiego finału "Czwartków lekkoatletycznych", który odbędzie się 15 i 16 czerwca na stadionie AZS Łódź przy ul. Lumumby.