Wakujący pas koguciej był stawką walki wieczoru gali UFC 238 w Chicago. Dlaczego wakujący? Wszystko przez problemy dopingowe TJ-a Dillashawa. Amerykanin po dwóch efektownych nokautach na Codym Garbrandcie został poinformowany przez USADA (Amerykańska Agencja Antydopingowa) o potencjalnym naruszeniu polityki. Sam zrzekł się tytułu, a kilkanaście dni poźniej otrzymał dwuletnie zawieszenie.

 

Największa organizacja MMA na świecie musiała więc znaleźć dwóch pretendentów do walki o pas. Padło na mistrza kategorii muszej, który nie tak dawno znokautował Dillashawa, Henry'ego Cejudo oraz rozpędzonego serią czterech kolejnych zwycięstw Marlona Moraesa. Emocje były gwarantowane.

 

Emocji nie zabrakło. Już na samym początku Brazylijczyk pokazał, jak będzie chciał rozegrać ten pojedynek. Stosował dużo niskich oraz wysokich kopnięć, a czasami dokładał również ciosy zamachowe. Cejudo był trochę zaskoczony tempem narzuconym przez Moraesa, które jednak po około dwóch minutach zmalało. Wydawało się jednak, że to "Magic" ma wszystko pod kontrolą.

Wszystko zmieniło się pod koniec drugiej rundy, kiedy Cejudo złapał tajski klincz i zasypał rywala kolanami. To był przełomowy moment. Od tej chwili to mistrz wagi muszej rozdawał karty, a w trzecim starciu udało mu się położyć rywala na deskach. Po kilku ciosach sędzia musiał przerwać pojedynek. 

'The Messenger" zaczął wielką radość. To siódmy mistrz, który zdobył pasy dwóch kategorii wagowych. Przed nim osiągnęli to BJ Penn, Randy Couture, Conor McGregor, Georges St-Pierre, Daniel Cormier, Amanda Nunes.

 

- Nie jestem podwójnym mistrzem, tylko... potrójnym. Mam złoty medal olimpijski i dwa pasy mistrzowskie UFC - krzyknął uradowany Cejudo po znokautowaniu Moraesa.

Wynik walki:

Henry Cejudo (15-2, 7 KO) pokonał przez TKO w trzeciej rundzie Marlona Moraesa (22-6-1, 10 KO, 6 SUB)