Dla Anglika będzie to powrót po niesamowitym pojedynku w grudniu zeszłego roku z Deontayem Wilderem. Po dwunastu rundach sędziowie nie potrafili wyłonić zwycięzcy, wobec czego ogłoszono remis. Forma Fury'ego była wtedy zagadką, gdyż do tego czasu bił się raczej z anonimowymi pięściarzami. Zwycięstwo z Władimirem Kliczką miało miejsce trzy lata temu, więc nie był to wystarczający materiał badawczy.

 

Fury pokazał jednak, że potrafi walczyć. Jego forma była świetna, a Wilder momentami nie wiedział, co się dzieje. Amerykanin to jednak taki zawodnik, który w każdym momencie potrafi odpalić. Jego atomowe ciosy wystarczyły do dwóch nokdaunów. Szczególnie ten drugi (w dwunastej rundzie) powodował ciarki na plecach. Chyba do dzisiaj nie wiadomo, jakim cudem Anglik wstał i przetrwał do ostatniego gongu.

 

Na gali w Las Vegas czeka do łatwiejsze zadanie. Po drugiej stronie ringu stanie niepokonany Tom Schwarz. Niemiec większość pojedynków kończył przed czasem, choć oczywiście nie walczył z kimś nawet zbliżonym poziomem do Fury'ego. Na pewno będzie to dla niego życiowa szansa.

 

- Jestem w najlepszej formie w mojej karierze. Jeśli nie pokonam Toma Schwarza, to równie dobrze mógłbym zakończyć karierę. Jaki byłby sens dalszego boksowania? - stwierdził Fury.


Transmisja gali w nocy z soboty na niedzielę od 04.00 w Polsacie Sport