Ljung, pomimo upływu lat, nic nie stracił ze sportowej klasy. W 2015 roku udowodnił niedowiarkom, że Trzy Korony nie muszą jeszcze odmładzać reprezentacji. W Vojens pies z kulawą nogą nie postawiłby na triumf Szwedów w Drużynowym Pucharze Świata. Co prawda, w duńskiej świątyni żużla zabrakło Ljunga, ale w eliminacjach DPŚ w Gnieźnie Peter dorzucił do awansu bezcenne 9 punktów.

 

Sundstroem, Jonsson, Lindgren i Lindbaeck powiesieli złote medale na szyjach, ale krążek z najcenniejszego kruszcu powędrował również na popiersie Ljunga. Peter przed rokiem latał w barwach Lokomotiv Daugavpils i był wiodącą postacią w ekipie Łotyszy. W tym sezonie powrócił na stare śmieci, a Tomasz Proszowski po meczu IX kolejki wie, że był to doskonały ruch transferowy.

 

Po czternastu wyścigach tarnowianie przegrywali z gnieźnianami 41-43. Od czego jest jednak niezawodna para: Ljung – Kułakow? Szwed i Rosjanin pokonali podwójnie duet: Fajfer – Gała i zapewnili Jaskółkom bezcenne dwa punkty. Unia Tarnów potrzebowała zwycięstwa jak kania dżdżu. Wygrana nad Car Gwarant Start Gniezno przybliża tarnowian do fazy play-off.

 

Nie po raz pierwszy Peter Ljung uratował skórę tarnowianom. Godzi się przypomnieć, że 31 marca na inaugurację Nice I ligi Unia Tarnów wygrała 46-44 z drużyną Nikołaja Kokinsa. Po 14 biegach na tablicy wyników widniał wynik: 44-40. W piętnastym wyścigu z perspektywy tarnowian rozpętało się piekło, gdyż na prowadzenie wysunął się duet Lokomotiv: Lahti – Lebiediews. I wówczas do akcji wkroczył Ljung.

 

Remis byłby gorzką pigułką dla spadkowicza z PGE Ekstraligi. Peter szarpał, dwoił się i troił, szukał optymalnej ścieżki i zdołał wyprzedzić Lebiediewsa. Pal licho z Timo Lahtim. Jego już nie mógł dogonić, ale grunt, że pokonał Andrzeja i zapewnił minimalną wygraną Unii Tarnów: 46-44.

 

Gdy dodamy jeszcze, że w drugiej kolejce tarnowianie wygrali na wyjeździe z drużyną Zdunek Wybrzeże Gdańsk 50-40, a w jednym z wyścigów Peter Ljung dowiózł trzy punkty, mimo pękniętej przedniej opony, okaże się, że Szwed jest zbawcą Unii. Wygrana nad gnieźnianami przesuwa tarnowian na czwarte miejsce w tabeli Nice I ligi, co w obliczu porażki gdańszczan z PGG ROW Rybnik jest solidnym zastrzykiem optymizmu i nadzieją na lepsze jutro w Galicji…

 

Frontflip Woryny

 

Kacper Woryna, zodiakalna Panna, nie jest panienką na torze. W trzynastym wyścigu meczu: Zdunek Wybrzeże Gdańsk – PGG ROW Rybnik, Kacper wykonał trik, o którym przed laty marzył Australijczyk Jackson Strong. Wykręcił klasycznego frontflipa, czyli salto w przód. Kacper przeszedł samego siebie, gdyż w powtórce wyścigu nie dał najmniejszych szans duetowi: Mikkel Bech – Kacper Gomólski.

 

Cóż z tego, że para gospodarzy znalazła się na prowadzeniu po starcie? Podrażniony Woryna jechał jak w szwungu i poradził sobie z dwójką przeciwników. To znany efekt nadmiaru adrenaliny. W 2010 roku Chris Bomber Harris makabrycznie upadł w Poole, po jego głowie przejechał Lewis Bridger, a w powtórce Chris pokazał, że jest człowiekiem ze stali. Efekt złości na cały świat i nagromadzenia oceanu emocji. Erupcja wulkanu = zwycięstwo!

 

Piotr Żyto, wytrawny strateg, miał mniej żołnierzy do dyspozycji w niedzielę 9 czerwca, bo kontuzji doznał jego as z drugiej linii: Siergiej Łogaczow. Rosjanin był piekielnie szybki na dystansie, ale miał pecha, bo defekt dopadł Kima Nilssona. Szwed stracił panowanie nad motocyklem i uderzył w Siergieja. Szczęście Piotra Żyto polega na tym, że choć stracił Łogaczowa (na pewno Rosjanin nie wystartuje w piątkowym meczu z Daugavpils), może liczyć na Mateusza Szczepaniaka.

 

A nie jest to łatwy proces, gdyż Mateusz stracił angaż w szwedzkiej Elitserien. Smederna Eskilstuna zrezygnowała z usług Szczepaniaka pozyskując Gleba Czugunowa. Piotr Żyto wie, bo sam ścigał się na żużlu, jak trudno jest wsiąść na motocykl i odbudować się po utracie pracy. Tym większe słowa uznania dla Mateusza. Batch pojechał swoje, nie zapomniał jak należy rozgrywać akcje na gdańskich wirażach i zainkasował 12 punktów. Cenne oczka dołożył podstawowy junior PGG ROW Rybnik – Robert Chmiel (7 punktów) i prezes Krzysztof Mrozek mógł się radować z sukcesu. 3 punkty (2 meczowe + bonus) stawiają rybniczan w komfortowej sytuacji. Potyczkę gdańszczan z rybniczanami oglądał legendarny żużlowiec ROW Rybnik, 70-letni Antoni Fojcik. Był pod wrażeniem jazdy chłopaków… Na przestrzeni 37 pojedynków rozegranych w Gdańsku, 22 razy górą było Wybrzeże, raz padł remis, a 14 razy wygrywali rybniczanie.

 

Druga wygrana Łotyszy

 

Nikołaj Kokins przeciera oczy ze zdumienia. Wadim Tarasienko wrócił z dalekiej podróży i zaczął jeździć skutecznie. Lokomotiv potrzebował punktów, bo przed pojedynkiem z łodzianami, na koncie Łotyszy widniały skromne dwa oczka za zwycięstwo nad Zdunek Wybrzeże Gdańsk… Tarasienko szalał na torze, zgromadził 10 punktów + bonus w czterech startach…

 

Podżuks, Lebiediews i Lahti zrobili co do nich należało, a Orzeł musiał radować się z bonusa. Porażka na Łotwie sprawia, że Witold Skrzydlewski będzie musiał użyć wyjątkowych środków motywacyjnych, aby przekonać do wysiłku swoich pracowników. 16 czerwca Orzeł podejmie na własnym torze Unię Tarnów. To mecz o wszystko dla podopiecznych Lecha Kędziory. Rafał Okoniewski i Tobiasz Musielak śmigali po łotewskim torze, ale w duecie nie sposób wygrać ligowego pojedynku.

 

W najbliższą niedzielę kamery Polsatu Sport pokażą hitowe starcie w mieście włókniarzy. A trener Lech Kędziora zaś ma problem na kogo postawić i kogo obdarzyć zaufaniem…