27-letni wychowanek Orlen Wisły Płock przed czterema laty otrzymał ofertę "nie do odrzucenia" z Barcelony. Ostatnie miesiące w drużynie mistrza Hiszpanii nie były dla reprezentanta Polski łatwe, ale wszystko się zmieniło, gdy w lutym uzgodnił warunki umowy z mistrzem Francji.

 

- Nie lubię siedzieć długo w jednym miejscu, lubię poznawać nowe miejsca, stąd też chętnie skorzystałem z oferty Barcelony. Wszyscy wiedzą, jak wyglądały moje cztery lata w Hiszpanii. Były lepsze momenty, były trochę słabsze, ale przyznam się szczerze, że miałem w planie wypełnić kontrakt, choć nie było to łatwe - powiedział Syprzak.

 

W 2014 roku trafił do zespołu naszpikowanego gwiazdami, który w Europie nie miał sobie równych.

 

- Każdy, kto interesuje się piłką ręczną wie, jak ciężko jest się utrzymać w takim wielkim klubie. Były już takie historie, że zawodnicy podpisywali dłuższe kontrakty niż ja i nie udawało im się dotrwać do końca. Dlatego jestem z siebie dumny, że dotrwałem do ostatniego dnia. Na pewno zostawiłem przetarty szlak po sobie, jestem jakimś ziarenkiem w historii klubu, ale teraz chcę się dalej rozwijać i cieszy mnie fakt, że będę to mógł robić w kolejnej lidze, ale i znowu w jednej z najlepszych drużyn świata - nadmienił.

 

Oceniając minione cztery lata Syprzak zastanawia się, czy przejście do Barcelony nie odbyło się o rok za wcześnie.

 

- Być może trzeba było poczekać, ale takich propozycji zazwyczaj się nie odrzuca. Gdy przyszła oferta akurat kończył się mój kontrakt w Płocku, musiałem wykorzystać tę szansę. Dziś jestem bardzo zadowolony ze swojej decyzji i z tych czterech lat, które spędziłem w Barcelonie - potwierdził.

 

Gra w Orlen Wiśle i Barcelonie na pewno bardzo się różni.

 

- Dla mnie to był ogromny przeskok. Zawsze to podkreślam, że jeśli idziesz do Barcelony, to wcześniej musisz prezentować pewien poziom. Nauczyłem się wielu rzeczy, choć nie szedłem tam jako żółtodziób. Barcelona jest teoretycznie dla tych najlepszych, dlatego starają się tam co roku dopasowywać skład, no chyba, że ktoś jest rokującym zawodnikiem i "wyhaczą" go w młodym wieku, wtedy podpisują z nim długi kontrakt – tłumaczył Syprzak.

 

Jednak najważniejsze, czego się nauczył w Barcelonie - jak sam uważa - to walczyć z presją.

 

- Cały czas podkreślam, że ta presja, która idzie w parze z nazwą, to jest właśnie rzecz, której się tam nauczyłem. Wcześniej nie potrafiłem sobie z nią radzić. Pewnie w niektórych momentach nawet mnie mocno zżerała, ale wiem, że jestem teraz bardziej dojrzałym zawodnikiem, a doświadczenie i umiejętność radzenia sobie z oczekiwaniami, ciśnieniem na pewno wzrosła - wspomniał.

 

Syprzak nie zaprzecza, że trudno będzie mu się pożegnać z Barceloną - klubem i miastem.

 

- Nie mieszkałem w samej Barcelonie, ale na skraju miasta, w urokliwej małej miejscowości, położonej w pobliżu ośrodka treningowego piłkarzy nożnych. W tym sezonie my tam również praktycznie trenowaliśmy, bo przenieśliśmy się z Palau Blaugrana. Nigdy nie zapomnę, jak życzliwi byli ludzie tam mieszkający, nawiązaliśmy wiele znajomości, będziemy utrzymywać kontakt, bo jak na początku nowej drogi spotyka się ludzi, którzy chętnie pomagają, jest chęć współpracy z ich strony, to aż głupio byłoby ten kontakt zerwać - dodał.

 

Zaznaczył, że choć nie był pierwszoplanową postacią w drużynie, to w Hiszpanii był bardziej rozpoznawalny niż w Polsce.

 

- Czasami byłem naprawdę zaskoczony. Nie przeszkadza mi, że w Polsce jestem mniej rozpoznawalny, nawet wolę wyjść sobie spokojnie w miasto. Ale jak ktoś się znajdzie i poprosi o zrobienie sobie ze mną zdjęcia czy o autograf, to nigdy nie robię problemu. Oczywiście, jeśli jest to robione ze smakiem - wskazał.

 

Barcelona to jednak przede wszystkim futbol i choćby Lionel Messi, jeden z najlepszych i najpopularniejszych zawodników w świecie. Syprzak nie miał jednak okazji poznać słynnego Argentyńczyka.

 

- Przez te cztery lata żadnych kontaktów nie było. Ja się śmieję, że oni zachowują się trochę jak krety. Mają swoje wyjazdy, przejazdy i jak nie chcą wyjść z ośrodka tym wyjściem, gdzie czekają ludzie, to ich po prostu nie widać. Owszem, zdarzało się spotkać niektórych piłkarzy, ale tylko tych mniej znanych. Ciężko z nimi było nawiązać kontakt - przyznał.

 

W ekipie mistrza Francji o miejsce w podstawowym składzie będzie równo trudno jak w Barcelonie.

 

- Mam nadzieję, że powalczę o pozycję pierwszego obrotowego. Będę chciał jak najlepiej przygotować się do nadchodzącego sezonu. Oczywiście wiem, że droga będzie bardzo trudna, ale ja swoją grą na parkiecie będę chciał udowodnić trenerowi, że na to zasługuję. Chociaż biorąc pod uwagę, jak długi jest sezon, to jeśli myślimy o tym, by dojść do najwyższych celów pod jego koniec, to składem trzeba odpowiednio rotować - zauważył.

 

By lepiej podołać nowemu wyzwaniu, Polak już zaczął się uczyć języka francuskiego.

 

- Miałem kilkanaście zajęć i wiem, że będzie to twardy orzech do zgryzienia, ale jestem pozytywnie nastawiony. Daję sobie cztery, pięć miesięcy i już będziemy mogli porozmawiać po francusku. Pozostaje mi jeszcze znalezienie mieszkania w Paryżu. Okres wakacyjny będę musiał chyba poświęcić na szukanie lokum i przeprowadzkę. Na pewno znajdę także czas na odpoczynek po ciężkim sezonie, ale to wszystko się bardzo skraca - wspomniał.

 

W PSG spotka bramkarza Rodrigo Corralesa, byłego zawodnika Orlen Wisły.

 

- Kontakty zostały nawiązane, cały czas wymieniamy się informacjami. Rodrigo bardzo dobrze włada już francuskim, w razie czego będę miał kogo poprosić o pomoc. Nadal pamięta też język polski, często sobie razem żartujemy. Wkrótce będziemy mogli rozmawiać codziennie - zauważył.

 

Syprzak został powołany przez trenera Patryka Rombla do kadry narodowej na decydujące mecze eliminacji mistrzostw Europy. W środę o godz. 20 Polska zagra w Prisztinie z Kosowem, a w niedzielę o godz. 18 w Płocku z Izraelem.

 

Na razie biało-czerwoni zajmują trzecie miejsce w tabeli. Przed nimi są Niemcy - z kompletem ośmiu punktów i z czterema Izrael, z którym mający w dorobku dwa "oczka" Polacy na wyjeździe przegrali 24:25. By być pewnym awansu do przyszłorocznych mistrzostw Europy trzeba się uplasować w czołowej dwójce.