Fury zawsze ten sam

 

Fury (27-0, 19 KO), który pokazał się z jak najlepszej strony przed, w trakcie i po walce z Deontayem Wilderem, ponownie wrócił do starych przyzwyczajeń. Najpierw, zaraz po szokującej porażce Anthony’ego Joshuy z Andy Ruizem Jr, życzył mu wszystkiego najlepszego, podnosił go na duchu. Zebrał za to sporo pochwał, ale sielanka nie trwała długo. Już 24 godziny później ten sam Fury mówił i pisał, że Joshua się "skompromitował, nie powinien się pokazywać na oczy kibicom, ma słabą psychikę". Pewnie nieprzypadkowo zbiegło się to z ostrą krytyką Anglika ze strony obecnego promotora Fury'ego Boba Aruma, rywalizującego o pozyskanie kibiców w USA z reprezentującym byłego mistrza świata Eddie Hearnem.

 

Najbliższy, już w sobotę w MGM Grand w Las Vegas, pojedynek Fury'ego z anonimowym Niemcem Tomem Schwarzem (24-0,16 KO) sprzedaje się słabo, więc kolejnym sposobem na przyciągnięcie uwagi fanów jest podanie przez Tysona informacji, że walka "może być najprawdopodobniej o pas WBO". To ten sam pas, który właśnie zdobył Ruiz, więc wiadomo, że to zabieg raczej marketingowy. Jedyna możliwość odebrania Tysonowi pasa zaistniałaby wtedy, gdyby WBO przyjęło rezolucję, że Ruiz Jr musi bronić pasa ZANIM dojdzie do rewanżu z Joshuą. Według Hearna, takiego problemu nie ma, bo już rozmawiał z przedstawicielami wszystkich zainteresowanych organizacji rankingowych (WBA, WBO, IBF) i uzyskał zapewnienie, że żadnego z pasów podczas rewanżu nie zabraknie. Z drugiej strony to jest boks, gdzie uzgodnienia zmieniają się nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę.

 

Wraca i debiutuje w wadze ciężkiej Żelazny Gassijew

 

Po prawie dokładnie rocznej przerwie (ostatni raz bił się o wszystkie pasy wagi junior ciężkiej z Oleksandrem Usykiem 21 lipca 2018 roku) wraca na ring Gasijew (26-1, 19 KO). 28-letni pięściarz, który już do walki z Ukraińcem przystępował z kontuzją, przeszedł w Niemczech dwie operacje i już od trzech tygodni trenuje z Abel Sanchezem w kalifornijskim Big Bear. Spotkałem Gassijewa w Madison Square Garden, gdzie przyleciał z Los Angeles, by dopingować swojego przyjaciela Giennadija Gołowkina i wydawał się być w znakomitym nastroju. Rywalem "Żelaznego" w Teksasie ma być 27 lipca Joey Dawejko (19-7, 11 KO), czyli ten sam, któremu przypisuje się znokautowanie na ostatnim sparingu Joshuy. Co ciekawe, kontrakty na walkę Gassijew kontra Dawejko zostały podpisane jeszcze PRZED tymi sensacyjnymi doniesieniami, które teraz na pewno w promocji gali nie przeszkodzą.

 

Sam Dawejko twierdzi, że Gassijew "podejmuje olbrzymie ryzyko" walcząc z nim po tak długiej przerwie, po operacji i debiutując w wadze ciężkiej, ale Murat nie był tymi zapowiedziami specjalnie przytłoczony. - To wesoły chłopak, ale wszystkie takie cytaty czy plotki o Dawejko i Joshule jeszcze mnie dodatkowo motywują. Bo może to oznacza, że jak znokautuję Dawejkę, to będę następny w kolejce dla Anthony’ego? - śmiał się jeden z najbardziej lubianych pięściarzy elity światowego boksu.

 

"Tylko Canelo może powiedzieć nie"

 

Tom Loeffler, od początku kariery w USA pracujący z Gołowkinem, twierdzi, że tylko stanowcze "NIE" ze strony Canelo Alvareza może zatrzymać wrześniową walkę, już trzecią walkę z GGG. - Tutaj sprawa jest jasna, szefowie DAZN, który zapłacili wiele setek milionów dolarów zarówno Gołowkinowi, jak Alvarezowi, chcą tej walki już teraz. Nie za pół roku czy rok, ale już teraz. Oczywiście Oscar De La Hoya może twierdzić, że to on kontroluje, co się dzieje z Canelo, ale rzeczywistość jest inna. Choć nie mogę w szczegółach mówić, co zapisane jest w kontraktach, to jednym z podstawowych punktów negocjacji GGG z szefami DAZN był fakt, że walka Gołowkin - Alvarez będzie zorganizowana "najszybciej jak to możliwe". A możliwe jest już na 14 września... chyba, że będą wymówki ze strony Canelo - mówił Loeffler. Negocjacje w tej sprawie mają się rozpocząć jeszcze w tym tygodniu.