Cezary Kowalski: W eliminacjach dwa razy pana zespół cudem uniknął porażek z Wyspami Owczymi. W niedzielę podczas mistrzostw Europy ograliście Belgów, którzy mają świetny zespół i podobno najlepszy system szkoleniowy na świecie. Doliczając wcześniejsze triumfy nad Danią, Portugalią, dobre mecze sparingowe z Anglią i Niemcami, postęp wręcz nieprawdopodobny…

 

Czesław Michniewicz: Powiem obrazowo: wtedy moi piłkarze raczkowali, dziś zasuwają. A propos Wysp Owczych, to właśnie miałem spotkanie z trenerem tej drużyny, który wręczył mi pamiątkową koszulkę. Przyjechał do Włoch oglądać mistrzostwa i powiedział, że nam kibicuje. Bardzo miły facet. Zależało nam na tym pierwszym meczu wyjątkowo, bo mieliśmy świadomość co będzie, jak przegramy. „Pakujcie się, trener do zwolnienia, do niczego się nie nadajecie”. Trzeba było jakiś sposób na rywali, którzy są od nas ewidentnie lepsi piłkarsko, przygotować. Ograć ich sprytem. I to się udało.

 

Co konkretnie zdecydowało o tym sukcesie?

 

Każdy z naszych zawodników otrzymał konkretne instrukcje. Wiedzieliśmy o Belgach wszystko, mieliśmy ich rozpracowanych i do znudzenia ćwiczyliśmy warianty gry z tym konkretnym rywalem. Bo dostrzegliśmy w ich zachowaniu błędy i staraliśmy się zaplanować ich wykorzystanie. Nie wymagałem od zawodników cudów, ani niczego ponad to co ustaliliśmy. Pewnie, że taki Kamil Pestka mógłby dać jeszcze więcej w ataku, ale miał m.in. za zadanie skupić się na walce z Lukebakio, skrzydłowym, który już jest asem w Bundeslidze i przechodzi do Schalke za grube miliony. I nasz chłopak, który ostatni sezon spędził w Chrobrym Głogów w I lidze, świetnie się z tego wywiązał. To samo pozostali zawodnicy. Nie jesteśmy wirtuozami. Nasza gra polega na cierpieniu, ale to cierpienie przynosi nam radość. Ale to nie jest tylko gra obronna i oczekiwanie na cud. Mamy swoje atuty, warianty rozegrania, potrafimy w szybkim tempie przechodzić z obrony do ataku, jesteśmy groźni, potrafimy z każdym wygrać. Ale też zdajemy sobie sprawę, że przyjdzie porażka.

 

Oby nie w tym środowym meczu z gospodarzami.

 

Powiedziałem moim zawodnikom, że teraz będą czekać nas ostre zawody lekkoatletyczne. Że będziemy musieli się nabiegać za tymi Włochami, którzy są świetni, niesamowicie agresywni. Powołali na ten turniej wszystkich najlepszych, widać jak bardzo chcą wygrać u siebie, jak się cieszyli po każdym golu w świetnym meczu z Hiszpanią. Nie wiem jak będzie, ale cieszymy się tym turniejem, każdym dniem tutaj.

 

W przeciwieństwie do meczu z Belgią, z Włochami będą pełne trybuny, kibice wspierający gospodarzy. Nie pękniecie?

 

Trybuny nam gola nie strzelą. To dobrze, że wreszcie będą trybuny, chłopaki narzekali na atmosferę podczas meczu z Belgią, chcą tej prawdziwej aury mistrzostw, są gotowi, chociaż mocno poobijani. 

 

PZPN wrzucił filmik z waszej radości w szatni. Objęci śpiewaliście jakiś ckliwy utwór biesiadny…

 

„Tu jest twoje miejsce, tu jest twój dom” Andrzeja Cierniewskiego. Przed mistrzostwami mieliśmy karaoke. I jak już każdy zaśpiewał to skandowali: trener, trener! Zaśpiewałem zatem mój ulubiony przebój, który włącza mi się w późnych godzinach na weselach. Śmiechu było mnóstwo. No to teraz zaśpiewaliśmy razem.

 

Co zaśpiewacie następnym razem?

 

Oby nie utwór Mieczysława Fogga „Ta ostatnia niedziela”.