Polski pięściarz obejrzy Igrzyska Europejskie w telewizji. "Zasady powinny być czyste"

Sporty walki
Polski pięściarz obejrzy Igrzyska Europejskie w telewizji. "Zasady powinny być czyste"
Fot. PAP

W piątek w Mińsku rozpoczną się II Igrzyska Europejskie. Dla pięściarzy będą to też mistrzostwa Europy. Ryszard Lewicki bardzo liczył, że powalczy w nich o medal, ale ostatecznie obejrzy je w telewizji. Trener kadry wybrał Rafała Perczyńskiego. Decyzja budzi spore wątpliwości.

22-letni Lewicki wyjechał już do Anglii, gdzie mieszka od dzieciństwa. Jest zrozpaczony, bo przecież był w składzie na te zawody i nagle, zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że z niego wypadł. I tak naprawdę nie wie dlaczego. Nie może się z tym pogodzić, bo uważa że na ten start zasłużył i decyzja trenera Ireneusza Przywary jest dla niego niezrozumiała.

 

Wygrał przecież ubiegłoroczne mistrzostwa Polski do lat 23 pokonując całą krajową czołówkę, był w półfinale tegorocznego turnieju Feliksa Stamma. Półfinałowy pojedynek przegrał z Nowozelandczykiem Emilem Richardsonem stosunkiem głosów 2:3, ale niewiele zabrakło, by walczył o ostateczne zwycięstwo. Jego największy rywal (tak mu się wydawało), Bartłomiej Gołębiewski nie wystartował w tym turnieju z powodu kontuzji, nie pojawił się też na zgrupowaniu w Cetniewie, miał więc prawo sądzić, że to on będzie reprezentował polskie barwy w Mińsku.

 

Poprosił tylko trenera o pozwolenie na krótki wyjazd do Anglii. Kończy tam drugie studia, był okres egzaminów, więc nie mógł sobie pozwolić na absencję. Za studia płaci przecież sporo z własnej kieszeni. Trener chciał, by po powrocie wystartował w Memoriale Zygmunta Chychły w Gdańsku. On i kilku jego kolegów z reprezentacji mieli potraktować udział w tych zawodach jak sparing, uważać by nie doznać kontuzji. Wynik nie był najważniejszy.

 

- Tyle że ja nie zamierzałem odpuszczać, choć nie było mowy o tym, że o wyjazd do Mińska rywalizuję jeszcze z Rafałem Perczyńskim. Wydawało się, że sprawa jest przesądzona, ale jak widać okazało się inaczej. Byłem przekonany, że zasłużyłem na zwycięstwo w Gdańsku, ale sędziowie uznali inaczej. Trener Przywara pocieszał mnie mówiąc, że nie mam powodów do zmartwień. Twierdził, że byłem lepszy, ale już wtedy pomyślałem, że szykuje się coś złego, że za moimi plecami dzieje się coś, o czym nie wiem – mówi Lewicki.

 

O tym, że wypadł ze składu, a zastąpi go Rafał Perczyński, dowie się znacznie później. I do dziś nie może tego zrozumieć, choć wie co znaczy słowo – układy.

 

- Dziesięć lat, od najmłodszych kategorii wiekowych, nie mogłem się przebić na szczyt boksu angielskiego, tylko dlatego że jestem Polakiem. Teraz czuję to samo w Polsce, bo nie jestem stąd, mieszkam w Anglii i nikt tu za mną nie stoi – opowiada rozżalony, bo czuje się oszukany. 

 

Kiedyś zamarzył sobie, że pewnego dnia zdobędzie medal dla polskich barw. Najlepiej ten najcenniejszy, olimpijski, a te mistrzostwa Europy oraz Igrzyska Europejskie miały być pierwszym krokiem do tego ambitnego celu. I kiedy wydawało się że dostanie taką szansę, musiał wracać do swojego angielskiego domu, gdyż jego zdaniem zasady gry zostały złamane.

 

Jeszcze nie wie co będzie dalej. – Jeśli nie chcą mnie w Polsce, to pójdę swoją drogę. Kto wie, może podpiszę zawodowy kontrakt wcześniej niż planowałem – zastanawia się głośno.

 

- Postawiłem na Perczyńskiego, ale to nie oznacza, że Lewicki nie dostanie szansy na kolejnej imprezie. Być może pojedzie na mistrzostwa świata czy na turnieje kwalifikacyjne do igrzysk w Tokio. Na pewno go nie skreślam, przed nim przyszłość, ale innych też chcę sprawdzić w poważnej, międzynarodowej konfrontacji - mówi nam trener kadry Ireneusz Przywara. 

 

- Decyzję podjąłem z ciężkim sercem, długo się nad nią zastanawiałem, ale takie są uroki pracy trenera, w końcu musisz się na kogoś zdecydować. Wiem co czuje Lewicki, ale na tym się świat nie kończy. Mateusz Polski, brązowy medalista ostatnich mistrzostw Europy i I Igrzysk Europejskich też nie znalazł się składzie, bo nieznacznie przegrał rywalizację z Damianem Durkaczem - wyjaśnia trener kadry. 

 

Od siebie Lewickiemu radzę by odpoczął, wszystko na spokojnie raz jeszcze przemyślał i jednak podjął rywalizację o start w tegorocznych mistrzostwach świata, które we wrześniu odbędą się w Rosji. A kwalifikacje olimpijskie rozpoczną się przecież dopiero w przyszłym roku.

 

Zgadzam się jednak z nim, gdy mówi, że zasady rywalizacji o miejsce w polskiej reprezentacji muszą być jasne i nie można ich zmieniać w trakcie gry, tak jak teraz. Inaczej będzie to walka z wiatrakami w której będzie bez szans i nie widzi sensu w niej uczestniczyć.

 

Mam nadzieję, że Ryszard Lewicki powalczy jeszcze o igrzyska w Tokio i będzie mógł w tej walce liczyć na czystą grę. I gdyby nawet przyszło mu przegrać, to na uczciwych, sportowych zasadach.

 

Transmisje Igrzysk Europejskich na sportowych antenach Polsatu.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze