Maciej Turski: Przed wielu laty, gdy Telewizja Polsat zaczęła pokazywać MMA, ten sport uznawany był za egzotyczny, przez wielu uważany za bardzo brutalny. Dziś jest coraz bliżej dyscyplin olimpijskich. To jedna z idei, które przyświecają Stowarzyszeniu MMA Polska.

Marian Kmita: Jest to forma aktywności fizycznej. Mogę nieskromnie powiedzieć, że piętnaście lat temu wykazałem sporo odwagi. Wysłuchałem Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego, poznałem ich projekty związane z KSW i Polsat opiekował się tą dyscypliną przez te lata. Bardziej się poznawaliśmy w tym okresie i myślę, że powołanie Stowarzyszenia MMA Polska jest wypadkową kilkudziesięciu rozmów i pewnej odpowiedzialności za to, co się dzieje z dyscypliną. Martinowi, mnie i wszystkim, którzy są w gronie założycieli, bardzo uwiera ta szuflada sportu z pogranicza dobrego smaku, półświatka, jakiejś zatoki dla przestępców... Myślę, że ta dyscyplina nie zasłużyła na to i stąd nasza inicjatywa. Chcemy to przestawić na zupełnie inne tory. Chcemy przekazywać te informacje nie tylko ładnie ubrani, ale też mówiąc do publiczności językiem klarownym, pozbawionym jakiegoś podtekstu, a już broń Boże kojarzącego się z półświatkiem.

Dlaczego teraz nadszedł odpowiedni moment, by to zrobić? Czy to też po namowach Martina Lewandowskiego, czy popularność tej dyscypliny wpłynęła na to, by postawić ją do pionu i w odpowiedni sposób sformalizować?

Popyt na tę dyscyplinę jest argumentem numer jeden. To jest i szansa, i zagrożenie. Jeśli w tej chwili wypuścilibyśmy z rąk popularność tej dyscypliny i pozostawili w przestrzeni tego, co się zdarzyło pod nazwą Fame MMA, to mi by to bardzo nie odpowiadało. Nie chcę, by ten sport, bardzo klarowny i prawdziwy w swej istocie, był cyrkiem z pogranicza dobrego smaku. Jeśli chcemy skorzystać z tej koniunktury, musimy to ucywilizować, ubrać w jakieś ramy. Cieszymy się, że istnieje dość silna organizacja międzynarodowa, w której, paradoksalnie, mamy już dość dużo do powiedzenia. Zdajemy też sobie sprawę, że obok rynku amerykańskiego, brytyjskiego jesteśmy poważną siłą. Chcemy z tego skorzystać, bo mamy też coś do pokazania światu. Zarówno w kategorii wzorców organizacyjnych, dotyczących widowiska, jak i ideologii, które chcemy przelać do tych organizacji.

Jeśli Telewizja Polsat i KSW, a więc dwa prężnie działające podmioty, biorą się za coś, to robią to profesjonalnie. Podczas konferencji ogłaszającej powstanie Stowarzyszenia MMA Polska widzieliśmy sztab ludzi, którzy już są zaangażowani w ten projekt, a to dopiero jego początek. Pojawiają się też nazwiska ambasadorów, którzy też będą wspierać tę dyscyplinę. Te rozmowy trwały już chyba od wielu tygodni, a nawet miesięcy, bo z dnia na dzień się tego stworzyć nie dało?

Cały proces to już jest stara historia, co najmniej roczna. Każda rozmowa, każdy kontakt, każde posiedzenie robocze to są nowe wnioski i nowe możliwości. To, co jest bardzo fajne, co nas bardzo cieszy, to fakt, że w zasadzie nikt nie odmawia. Rozmawiamy z różnymi ambasadorami, nie tylko tych, których Martin wymienił, czyli Mariuszem Pudzianowskim i Iwoną Guzowską. Zadzwoniłem do Artura Siódmiaka, bo wiem, że jest sympatykiem. Są piłkarze, są siatkarze, którzy chodzą dla przyjemności oglądać MMA. Myślę, że to jest taki sygnał, że zebranie tych ludzi i nadanie MMA postaci czystego sportu nie będzie wielką trudnością.

Wsparcia udzieliło także Ministerstwo Sportu i Turystyki. Odczytał Pan krótkie pismo od ministra Witolda Bańki. To jest osoba, która też może wpłynąć na postać Stowarzyszenia MMA Polska, ponieważ niedługo zasiądzie w strukturach światowych agencji antydopingowych. W celach stowarzyszenia jest również zawarty punkt o walce z dopingiem.

To bardzo pozytywna postawa ministra Bańki. Jesteśmy zaskoczeni, że tak bardzo wyszedł naprzeciw. Jest w tym pewna kategoria wspólnego interesu. Sprawa dopingu w MMA jest sprawą poważną - tak jak w kilkunastu innych dyscyplinach sportu. Widzimy więc tu wspólną płaszczyznę i cele, po 1 stycznia 2020 roku, gdy Witold Bańka będzie już prezesem WADA. Ważne też, że w tym piśmie było przesłanie dotyczące morale tego sportu. Fair play, uczciwość, jakby cofnąć się do czasów barona Pierre de Coubertin, to są podstawy rywalizacji sportowej, ale też życia w społeczeństwie. Więc skoro możemy to razem robić, to dlaczego nie?

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.