Los żużlowego kibica bywa trudny. W sobotę na Markecie ścigali się najlepsi żużlowcy świata, ale w Ostrowie Wielkopolskim podopieczni Mariusza Staszewskiego podejmowali Zdunek Wybrzeże Gdańsk. I bądź tu mądry: skusić się na wyprawę do grodu nad Ołobokiem czy słuchać Heleny Vondraćkovej w Pradze-Brevnov i oglądać w akcji dwukrotnego króla GP Czech – Jasona Kevina Doyle’a? Prezes Radosław Strzelczyk nie miał takowego dylematu. Spędził mnóstwo czasu przy łóżku Tomasza Gapińskiego, którego dopadł pech w półfinale IMP. „Gapa” wiele sobie obiecywał po tegorocznych mistrzostwach Polski. „W tym roku celuję w medal IMP, a potem ewentualnie zostanę prezydentem Rosji” – mówił niestroniący od sarkazmu Tomasz. Pech Gapińskiego (złamany obojczyk z przemieszczeniem) zmusił ostrowian do zastosowania zastępstwa zawodnika. Manewr powiódł się. Szalał wiecznie młody Greg Walasek, bezcenne punkty przywoził Duńczyk Nicolai Klindt – wielki fan piłkarzy z miasta Liverpool, a także miłośnik talentu Denzela Washingtona i Jurgena Kloppa. Samuel Masters i Sasza Loktajew wstydu nie przynieśli i ostrowianie zdobyli dwa ważne oczka. Co prawda, do pełni szczęścia zabrakło punktu bonusowego, bo chłopcy Mirosława Berlińskiego doznali cudownego przebudzenia w wyścigach nominowanych, ale nikt w Ostrowie Wielkopolskim nie rozdziera szat. To w Gdańsku mają nad czym łamać głowy. Piękne miasto, tworzy się klimat na żużel, a jednak brakuje jakiegoś trybiku… Tadeusz Zdunek nie nakłada presji na chłopców. Czyż to nie osobliwe, że tercet: Kacper Gomólski, Adrian Cyfer i Krystian Pieszczek awansuje do finału IMP, a w lidze różnie bywa z formą chłopców? Prezes Zdunek nie raz oglądał w akcji Jorge Prado, Tima Gajsera czy Jeffrey Herlingsa – mistrzów motocrossu w skali światowej – i wie, że najwięksi potrafią radzić sobie ze stresem. Gdańszczanie spalają się psychicznie w Nice I lidze i drużyna, która w ciemno powinna awansować do play-off, zaczyna wykonywać nerwowe ruchy. A łatwo wcale nie będzie w drugiej części sezonu. Nawet z Łotyszami trzeba odrobić 13 punktów straty, a chłopcy Kokinsa potrafią ścigać się w Gdańsku…

 

Morris prawdziwym rekinem

 

Piątek czy niedziela – przy Gliwickiej 72 nikt nie skarży się na frekwencję. Niezależnie od poziomu sportowego rywala PGG ROW Rybnik, kibic tłumnie przybywa na stadion. Piotr Żyto nie ma łatwego życia, bo dźwiga ogromną presję na barkach. W kontekście poważnej kontuzji jakiej 9 czerwca doznał Siergiej Łogaczow, wcale nie jest do śmiechu trenerowi rybniczan. Piotr spędził deczko czasu na Wyspach Brytyjskich i zapamiętał credo Petera Adamsa, menedżera Wolverhampton Wolves i Taia Woffindena: „najważniejsze, abyś zbudował formę we wrześniu”. Przed rokiem rybniczanie boleśnie odczuli absencję Dana Bewley w finale play-off… Póki co, lukę po Łogaczowie znakomicie wypełnił zwariowany Australijczyk Nick Morris, ale w play-off może być bardzo różnie. Presja potrafi dotknąć największych tuzów speedwaya…

 

Rybniczanie odprawili z kwitkiem Lokomotiv Daugavpils, choć Lahti i Lebiediews tradycyjnie uprzykrzali życie rekinom. Teraz Piotr Żyto ma przed sobą prawdziwy sprawdzian mocy. 23 czerwca tarnowianie podejmą zdecydowanego lidera Nice I ligi i aż ciarki przeszywają plecy, gdy człek wyobrazi sobie starcie Ljunga z Batchelorem czy Kułakowa z Woryną. Mur na zdewastowanym budynku stacji kolejowej Tarnów-Mościce z pewnością zmieni barwy na skutek emocji związanych ze szlagierem Nice I ligi… Polsat Sport pokaże ten frapująco zapowiadający się bój w niedzielę 23 czerwca o godzinie 14.25.

 

Łódzki dylemat

 

Przedziwne, że tak wyśmienity fachowiec jak Lech Kędziora (piąte miejsce z Włókniarzem Częstochowa w PGE Ekstralidze w sezonie 2017!) nie ma szczęścia w Łodzi… Lecha dopadł gigantyczny pech, bo Tobiasz Musielak – bardzo pozytywna jednostka napędowa – po znakomitym początku pojedynku z Unią Tarnów, doznał kontuzji. Śmiem twierdzić, że duet: Musielak – Tungate napsułby krwi tarnowianom, ale cóż począć, gdy karambol niweczy wysiłek drużyny Orła? Piętą achillesową łodzian jest formacja młodzieżowa, ale zakładając, że seniorzy spisali się na medal (Huckenbeck, Tungate, Okoniewski, Jeleniewski), sukces wydawał się na wyciągnięcie dłoni. 24 marca podczas łódzkiego widowiska: Północ – Południe szalał Peter Ljung. W niedzielę 16 czerwca Ljung udowodnił, że kocha łódzki owal. Pojechał ciut lepiej niż w bawarskim Landshut, gdzie 4 maja dorzucił 6 oczek do dorobku bezbłędnego Fredrika Lindgrena w zawodach Speedway of Nations. Jaskółki mają to szczęście, że w ich szeregach widnieje Daniel Kaczmarek, wychowany na mini torze u Piotra Pawlickiego seniora… Niby ludzie z Galicji nie pragną awansu do PGE Ekstraligi, ale ścigają się jak rutyniarze i jeszcze niejedną niespodziankę sprawią…