Artur Łukaszewski: Nie dość, że pierwszy medal w Mińsku, to jeszcze nie do końca spodziewany. Chociaż pani pewnie wierzyła mocniej niż kibice...
 
Barbara Stanisławiszyn, prezes Polskiego Związku Gimnastycznego: Zawsze liczymy na najlepsze wyniki, po to pracujemy i przygotowujemy zawodników. Nie ukrywam - gdy nasi rywale "się sypnęli", dla nas był to moment nadziei. Widać było, że byliśmy perfekcyjnie przygotowali. Trenerzy fantastycznie przygotowali zawodników, sami chłopcy się świetnie porozumieli.
 
Co zdecydowało o tym, że Polacy byli pierwsi? Jakie szczegóły, jakie elementy?
 
Przede wszystkim opanowanie zawodników. Skakali ze sobą wiele godzin, doskonale się rozumieli. Było to widać podczas treningów oraz zawodów tutaj w Mińsku. Liderem jest Artur, a Łukasz zaczął go gonić. Dojrzałość i ambicje świetnie ze sobą współgrały i to przełożyło się na sukces. Ten był nieco niespodziewany, ale bardzo się z tego cieszymy
 
To pierwszy polski medal na igrzyskach...
 
Dobrze, że gimnastyka rozwiązała ten worek. Życzę wszystkim dyscyplinom, żeby się posypało. Nie jest łatwo, bo tutaj jest bardzo specyficzna rywalizacja. Gimnastyka rządzi się swoimi prawami. To się przekłada też na sukces sportowy.
 
Różnice między trzema pierwszymi miejscami były niewielkie. Kto decyduje o tym, jaki będzie układ i program?
 
Przede wszystkim trenerzy. Oni ze sobą pracują już od długiego czasu: indywidualnie z zawodnikami oraz synchronizują program. To musi być olbrzymia liczba godzin wyskakana wspólnie. Ten spokój i nic do stracenia: Polacy byli czarnym koniem zawodów. To przełożyło się na sukces.
 
Co czeka dalej tę parę?
 
Dla nas jako związku ten sukces był długo wyczekiwany. Jest to duży impuls, brakowało nam sukcesów. Nawet jeśli mówią, że trampolina synchron to sport nieolimpijski. Dla nas ten medal jest niezwykle ważny.