Artur Łukaszewski: Trzeci złoty medal dla Polski na Igrzyskach Europejskich. Opowiedz o finałowym pojedynku. Co działo się w ringu?

 

Karolina Koszewska: Prawdę mówiąc to nie wiem. Tyle dzieje się podczas tych Igrzysk w Mińsku, że nie jestem w stanie wszystkiego zapamiętać. Generalnie pojedynek wyglądał tak jak sobie wyobrażałam. Włoszka napierała, ale czułam też, że nadziewała się na mojej lewe kontry. Pamiętam, że w trzeciej rundzie klinczowałam, trochę grałam na czas, ale od czasu do czasu wyprowadzałam też kontry, ale więcej już nic nie pamiętam.

 

Ile ten medal znaczy dla ciebie?

 

Bardzo dużo, ale nie jestem w stanie tego teraz powiedzieć, bo jeszcze to do mnie nie dociera. Miało mnie w ogóle nie być w Mińsku, ale po zmianie decyzji przyjechałam. Najpierw cieszyłam się, że będzie w ogóle medal brązowy. Ostatecznie zdobyłam złoto, który dedykuję mojej kochanej mamusi.

 

Gdy wybrzmiał Mazurek Dąbrowskiego to mi też łza się w oku zakręciła. Było absolutnie pełne wzruszenie i wielkie emocje.

 

Tak właśnie było. Wychodząc na ceremonię dekoracji przypomniało mi się mistrzostwa Europy w Tønsberg w 2005 roku, gdy również odbierałam złoty medal. Poczułam się jak wtedy w Norwegii. Cudowne uczucie.

 

Cała rozmowa z Karoliną Koszewską w załączonym materiale wideo.