Copa America: Demony Brazylijczyków, boją się nie tylko przebudzenia Messiego

Piłka nożna
Copa America: Demony Brazylijczyków, boją się nie tylko przebudzenia Messiego
Fot. PAP

Strach Brazylijczyków przed wielkim starciem z Argentyną w półfinale Copa America (transmisja w Polsacie Sport w nocy w wtorku na środę o godz. 2.30) nie polega tylko na tym, że Leo Messi może się wreszcie obudzić, ale przede wszystkim na wspomnieniach sprzed pięciu lat.

Dokładnie na stadionie w Belo Horizonte, w półfinale wielkiej imprezy organizowanej przez Brazylijczyków (mundial 2014), ekipa canarinhos zblamowała się w meczu z Niemcami przegrywając 1:7 i zamykając sobie drogę do finału na Maracanie (tym razem też finał odbędzie się na tym obiekcie w Rio de Janeiro). Ta trauma Brazylijczyków przebiła w swej skali cierń, który przez zalata zadawał ból, tkwiąc w ich sportowych sercach po słynnej porażce z Urugwajem w 1950 roku, w meczu o mistrzostwo świata. 

 

Po klęsce z Niemcami, będący jeszcze wówczas w dobrej formie Pele, powiedział, że trzeba będzie wygrać ze dwa wielkie turnieje, aby ją zmazać. Nie udało się ani razu, choć odbyły się już od tego czasu dwie edycje Copa America i mundial. Teraz będzie czwarte podejście. Wystarczy wygrać dwa mecze i naród, który jest reprezentowany przed najbardziej utytułowaną drużynę świata (5 wygranych mundiali, 8 Copa America) znów uwierzy w wielkość swoich piłkarzy. I rozpocznie się marsz coraz lepiej sformatowanej drużyny Tite (skład poza nieobecnością kontuzjowanego Neymara praktycznie się nie zmienił od ostatniego turnieju w Rosji), po szóste mistrzostwo świata w Katarze w 2022 roku. 

 

Teoretycznie jest to plan absolutnie do wykonania. Argentyna słania się na nogach w tym turnieju. Jest rozklekotana, nie wiadomo w jakim składzie chce grać i w jakim ustawieniu. Trener z łapanki, bez żadnego doświadczenia - Lionel Scaloni utracił umiejętność sterowania zespołem, a właściwie nigdy jej nie uzyskał. Argentyna cudem wyszła z grupy, a w ćwierćfinale trafiła na słabiutką Wenezuelę.

 

Na domiar złego wciąż nie może obudzić się Messi. Najlepszy piłkarz świata sam przyznał, że już zaakceptował, że nie jest w stanie w Brazylii grać tak, jak się spodziewał, ale „wykazuje się wysiłkiem i poczuciem wspólnoty”. Poza tym udziela się na poletku, które powinno być domeną selekcjonera, czyli personalnym i taktycznym.

 

Przed meczem z Brazylią Leo powiedział m.in, że życzyłby sobie mieć obok siebie dwóch blisko grających napastników i można zakładać, że jego plan zostanie karnie przez Scaloniego wprowadzony w życie. Tymi, na których wskazał gracz Barcelony są Kun Aguero i Lautaro Martinez. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że po raz pierwszy w swojej kadencji, dopiero w czternastym meczu selekcjoner wystawi taki sam skład jak we wcześniejszym starciu. Co samo w sobie byłoby jakimś postępem i przejawem stabilizacji. Tyle, że Brazylia to nie Wenezuela. 

 

Solidny trener Canarinhos - Tite, który prowadzi zespół już prawie trzy lata ma dość ustabilizowaną jedenastkę nawet po wypadnięciu Neymara. Reakcje po fazie grupowej, w której gospodarze nie stracili ani jednego gola, a Boliwii i Peru zdołali wbić aż osiem były wręcz entuzjastyczne. Świetnie grał Gabriel Jesus, który wchodził w buty Neymara, a także jeden z nielicznych graczy wywodzących się z rodzimej ligi - Everton. Drużyna została jednak sprowadzona na ziemię w ćwierćfinale z Paragwajem. Nie udało się jej strzelić gola mimo tego, że Paragwaj grał od 58 minuty w dziesiątkę. I musiały decydować karne (tego kluczowego strzelił Gabriel Jesus).

 

A zatem patrząc na nastroje i tendencje, to te brazylijskie lekko dołują, a argentyńskie nieśmiało idą w górę. Temperatura przed południowoamerykańskim klasykiem rośnie. Brazylijscy kibice zapowiedzieli, że będą zakłócać ciszę nocną i zrobią raban pod hotelem Argentyńczyków w Belo Horizonte, tak aby Messi i spółka nie mogli spać.

 

Jeśli spojrzeć na poszczególnych graczy, porównać siłę formacji i formę w jakiej się znajdują, czy też pomysł na grę selekcjonerów, to wypada wskazać na Brazylię. Zwłaszcza ten obecny turniej Copa America jest jednak tak dziwny i tak nieoczywisty, że chłodne kalkulacje nie mają większego sensu. Wystarczy spojrzeć na Paragwaj, który awansował, mając zaledwie dwa punkty i później omal nie wyrzucił z turnieju gospodarzy.

 

Albo na Urugwaj, drużyny, której żal chyba najbardziej i której odpadnięcie akurat z Peru wydaje się wręcz absurdalne. Ekipa Oscara Washingtona Tabareza przed turniejem jawiła się jako zdecydowany faworyt. Wobec problemów Argentyny, nieobecności Neymara w Brazylii czy też starzejącej się mocno ekipy wcześniejszych dwukrotnych triumfatorów Copa America – Chile, drużyna Tabareza teoretycznie była gotowa, aby zgarnąć złoto.

 

Świetna doświadczona defensywa z Diego Godninem w roli szeryfa, atakiem marzeń z Luisem Suarezem i Edinsonem Cavanim, pomoc z plejadą wschodzących młodych gwiazd światowej piłki, jak Valverde, Bentancour czy De Arrascaeta. A jednak pierwsi mistrzowie świta i pierwsi zwycięzcy w mistrzostwach Ameryki Południowej nie dali rady Peru. Załamany Suarez szlochający po przestrzelonym karnym i przegranym konkursie jedenastek to jeden z obrazków, które najbardziej zapadną w pamięć po tym turniejów.

 

Jak też fakt, że Urugwaj strzelił trzy gole, ale żaden z nich nie został uznany. Technologia VAR, która podczas Copa America stosowana jest bardzo często, przerwy w meczach trwają bardzo długo, a kibice, dziennikarze i zawodnicy muszą domyślać się jakie zdarzenie jest analizowane, najbardziej zaszkodziła właśnie 15-krotnym zdobywcom tego trofeum (Urugwaj jest rekordzistą). 

 

Rozżalony felietonista urugwajskiego dziennika „El Observador” napisał, że „zaczynamy tęsknić za czasami, kiedy w futbolu padały bramki z minimalnych spalonych, albo tych zdobywanych ręką”. Twierdził, że to było bardziej naturalne niż długie wnikliwe wybijające z rytmu gry analizy, które przesądzają o kilkucentymetrowym spalonym.

 

Amerykę Południową obiegła też groza po odpadnięciu Kolumbii. Ekipa trenera Carlosa Queiroza, przegrała ćwierćfinał z Chile w rzutach karnych. W ostatniej serii pomylił się obrońca William Tesillo. Jego małżonka zdradziła, że na ich profilach w mediach społecznościowych pojawiły się życzenia śmierci. Można by je bagatelizować, gdyby nie fakt, że w 1994 roku po mundialu w USA został zastrzelony Kolumbijczyk Andres Escobar, który strzelił samobójczego gola z USA.

 

W drugim półfinale Chile zagra z Peru, ale uwagę całego świata zdecydowanie mocniej przyciąga oczywiście mecz w Belo Horizonte. Brazylijski obrońca Thiago Silva poproszony o scharakteryzowanie rywala w trzech zdaniach podczas konferencji prasowej, zrobił to w trzech słowach: „Argentyna to Argentyna”…

 

Transmisja półfinału Copa America: Brazylia - Argentyna w nocy z wtorku na środę o godz. 2.15 w Polsacie Sport 

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze