W trakcie fazy grupowej Ligi Narodów okazało się, że nie ma większego znaczenia, w jakim składzie zespół wyjdzie na boisko. Po tym, co zaproponował w tym roku Vital Heynen wiadomo prawie na pewno, że gdyby do gry można było zgłosić czterdziestu zawodników, to pewnie każdy z nich dostałby swoją szansę na występ. I tutaj niewykluczone, że wyniki uzyskiwane przez reprezentację wcale nie byłyby gorsze.

 

Różne były opinie na temat wyjazdu na finałowy turniej do Chicago. Byli tacy, którzy mówili, że nie ma sensu tam jechać w obliczu czekającej nas kwalifikacji olimpijskiej, ale byli też i tacy, którzy twierdzili, że jeśli jest okazja wystąpić w finale, to trzeba z niej skorzystać. Ciekawe czego tak naprawdę chciał Heynen? Jako trener nie mógł przecież wyjść przed szereg i powiedzieć wprost – gra w finale nas nie interesuje, jedziemy do Lipska przegrać trzy mecze. Chyba nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji, prawda?

 

Ja tam cieszę się z awansu do finałowego turnieju, a jeszcze bardziej cieszyć się powinna FIVB, bo obecność Polaków w Chicago gwarantuje wypełnione po brzegi trybuny hali, w której rozgrywane będą mecze, przynajmniej te z udziałem Biało-Czerwonych. Bez naszych rodaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych mogłoby się to zwyczajnie nie udać, co pokazała frekwencja w wielu halach (nie tylko w USA) tegorocznej edycji VNL. Już raz w historii Ligi Światowej byliśmy świadkami takiej sytuacji, i też w Chicago, kiedy podczas meczu USA – Polska trybuny pękały w szwach, a proporcje na widowni wynosiły jakieś 90 procent do 10 na korzyść kibiców reprezentacji Polski.

 

Na szczegółowe podsumowanie tego wszystkiego, co wydarzyło się w Lidze Narodów przyjdzie czas po turnieju finałowym. Koniecznie trzeba sobie też będzie odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących kwestii sportowych i organizacyjnych. O terminarzu nawet nie wspominam, bo z przygotowanego przez FIVB kalendarza imprez na przyszły rok wynika, że Final Six zaplanowany został na trzy tygodnie przed startem igrzysk olimpijskich w Japonii. Już widzę te tabuny chętnych drużyn zakwalifikowanych na olimpijski turniej, które będą chciały zagrać w pełnych składach w finałowym turnieju Ligi Narodów 2020.

 

I ostatnie pytanie dotyczy systemu grania i liczby zespołów biorących udział w tych rozgrywkach. Argument o popularyzacji dyscypliny w różnych miejscach świata nie za bardzo do mnie dociera, bo miałem w tym roku okazję komentować na sportowych antenach Polsatu kilka spotkań, które swoim poziomem bardziej skłaniały do wyłączenia odbiornika telewizyjnego i wyjścia np. na spacer, niż oglądania tych wszystkich „siatkarskopodobnych” popisów.