Krystian Natoński; Jakie są Pani wrażenia po turnieju Final Six?

 

Malwina Smarzek: Myślę, że dobre. Wiadomo, że sportowiec, który przegrał dwa mecze z rzędu, nie powinien mówić, że jest dobrze, ale mecze rozegrane w Chinach, szczególnie ten z Brazylią, przegrany po tie-reaku, pokazał, że nie byłyśmy zespołem do bicia. Zaprezentowałyśmy się dobrze i pokazałyśmy, że nie byłyśmy tam przez przypadek. Zabrakło trochę doświadczenia, odrobiny stabilności w naszej grze. Nie oddałyśmy jednak meczów bez walki i myślę, że miło się nas oglądało. Naszym podstawowym celem było utrzymanie się w Lidze Narodów, awans do finałów był więc dużym sukcesem. Jak już tam byłyśmy, to wiadomo, chciałyśmy coś wygrać. Szkoda, że się nie udało, ale nie wracamy załamane. Wręcz przeciwnie. Oczywiście są rzeczy, które mogłyśmy zrobić lepiej, ale porównując ten sezon do poprzedniego, to bardzo duży postęp w naszej grze widać gołym okiem.

 

Pani indywidualne rekordy zrobiły wrażenie na kibicach.

 

To są tylko liczby, taka jest specyfika naszego grania. Jest miło, ale jesteśmy zespołem i yto jest najważniejsze. Cieszę się, że mogłam pomóc drużyna na tyle, an ile potrafiłam.  

 

Teraz czas na występ siatkarzy w Final Six. Czy pani zdaniem mogą osiągnąć sukces w Chicago?

 

Oni nie ukrywają, że w tym sezonie mają inne cele. Na turniej polecą w eksperymentalnym składzie, ale to jest taka drużyna, która może sobie na to pozwolić. Bardzo kibicuję chłopakom, fajnie, że mamy reprezentację, która ma tak szeroką kadrę i gra na tak wysokim poziomie. Mam nadzieję, że my też niedługo wejdziemy na taki poziom, na jakim oni są teraz.

 

Cała rozmowa z Malwiną Smarzek w załączonym materiale wideo.