Jeszcze kilka miesięcy wydawało się, że kariera Bobrowskiego wystrzeli jak z procy. Odwiedziny w Stanach Zjednoczonych w jednym z najlepszych klubów MMA na świecie Jackson-Wink MMA Academy, dzielenie sali m.in. z Jonem Jonesem, Carlosem Conditem czy Donaldem Cerrone i oferta medialnej walki z Szymonem Kołeckim.

 

Jeszcze 23-letni zawodnik z Dzierżoniowa nie miał w starciu z mistrzem olimpijskim nic do stracenia. Doskonale wiedział, że ewentualna przegrana nie skreśli jego dotychczasowego dorobku, a wygrana otworzy przed nim nowe, dotąd nieznane, perspektywy. Z takim zamysłem wspólnie z menadżerem Arturem Ostaszewskim z grupy Shocker MMA złożyli podpis pod kontraktem dla organizacji Babilon MMA.

 

- Trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu, żeby wskoczyć na wyższy poziom. Nie jestem w swoich walkach faworytem, ale do tej pory ze wszystkich konfrontacji wychodziłem zwycięsko. Ryzykuję i tym razem - mówił przed walką z Kołeckim w warszawskim klubie Berkut WCA Fight Team.

 

I wyjście poza strefę komfortu się opłaciło. W Międzyzdrojach na pełnym dystansie Bobrowski pokonał Kołeckiego i jako pierwszy, i nadal jedyny, zatrzymał mistrza olimpijskiego. Techniką, taktyką i sprytem przechytrzył znacznie silniejszego rywala. Udowodnił, że ma "papiery" na dużo większe wyzwania, a przecież bił się w wyższej kategorii niż jego docelowa średnia. Co jednak ważniejsze, pokazał się szerszej publiczności i jego notowania znacznie wzrosły.

 

Rozpoczęły się spekulacje na temat rewanżowego starcia z Kołeckim, padały także nazwy największych organizacji, w których Bobrowski mógłby kontynuować karierę. Wszystko musiało zostać odsunięte nieco w czasie ze względu na problemu zdrowotne. 24-latek regularnie jednak pojawiał się na najważniejszych wydarzeniach MMA w naszym kraju i wydawało się, że powrót do klatki zbliża się nieuchronnie.

 

- Kontuzje zostały zaleczone i mogę normalnie trenować. Założyłem także swój klub, organizuję także galę, na której wystąpią zawodnicy z moich okolic. Zaczynam się przygotowywać do swojej kolejnej walki. Będę trenował z Mariuszem Cieślińskim i korzystał z możliwości sparingów w Berkut WCA Fight Team. Jeśli się uda, może polecę do Albuquerque (red. do klubu Jackson Wink MMA Academy) - zapowiadał dość precyzyjnie jeszcze na początku czerwca podczas gali Babilon MMA 8.

 

Podczas wydarzenia w Pruszkowie Bobrowski miał wejść do klatkoringu wspólnie z Michałem Pietrzakiem, który pokonał chwilę wcześniej Adriana Błeszyńskiego, aby zapowiedzieć kolejny pojedynek. Ze względów organizacyjnych i drobnych nieporozumień ostatecznie do spotkania zawodników nie doszło, ale walka cały czas była w planach organizatorów.

 

Kilka tygodni później sprawa diametralnie się zmieniła. W sobotę, 6 lipca, w mediach społecznościowych Bobrowski zamieścił dość enigmatyczny wpis. - Było fanie jak w kombajnie. Jednak pora wycofać się z rywalizacji na poziomie zawodowym. Zamierzam skupić się na prowadzeniu zawodników z mojego klubu oraz organizowanie eventów sportowych dla młodzieży. Dzięki. Polecam taką przygodę każdemu. Info odnośnie treningów już wkrótce... - czytamy na Facebooku.

 

Tyle. Nic więcej. Słowa wyjaśnienia nie otrzymał także menadżer zawodnika, który od początku nawiązania współpracy z Bobrowskim bardzo wierzył w jego talent. - O zakończeniu jego kariery zawodniczej, dowiedziałem się z jego Facebooka. Ta decyzja nie została przekazana osobiście, czy telefonicznie – ani mnie, ani trenerom, czy komukolwiek z jego otoczenia sportowego. Nikt z nas nie ma z nim kontaktu na ten moment, a sytuacja jest bardzo dziwna i niejasna. Próbujemy dowiedzieć się co się stało, lecz na teraz nic nie wiemy. Życzę Michałowi jak najlepiej, zarówno sportowo, jak i prywatnie. Mam nadzieję, że wszystko u niego w porządku - przekazał nam Artur Ostaszewski.

 

Spróbowaliśmy skontaktować się z zawodnikiem i uzyskać kilka zdań uzasadnienia. Ku zaskoczeniu otrzymaliśmy odpowiedź, choć nie do końca pasowała ona do Michała, z którym rozmawialiśmy jeszcze kilka tygodni temu. Wymieniliśmy kilka zdań, ale do oficjalnego wywiadu nie doszło, a więc nie możemy zamieścić pełnej treści krótkiej rozmowy.

 

- Nie potrzebuję pomocy, dziękuję - takimi słowami Michał zakończył naszą konwersację.

 

Wygląda to niezwykle tajemniczo... Zaledwie 24 lata na karku, rekord nieskażony porażkami, ciągły rozwój, coraz większe doświadczenie i jeszcze większe perspektywy. Czyżby wszystko miało prysnąć w jednym momencie jak bańka mydlana? Nie do końca jasne jest podłoże takiej deklaracji. Możemy tylko snuć domysły. Nam pozostaje życzyć Michałowi wszystkiego najlepszego i miejmy nadzieję, że jeszcze raz dobrze przemyśli swoją decyzję...

 

W załączonym materiale wideo skrót walki Bobrowski vs Kołecki oraz wypowiedź głównego bohatera z gali Babilon MMA 8.