30-letni Hirscher trenował na torze w Styrii przez dwa i pół dnia. Był pod wielkim wrażeniem, mimo że jest fanem tej dyscypliny i wcześniej próbował swych sił na motocyklach w klasie Moto2. Przyznał, że czuł respekt wsiadając na maszynę w tej prestiżowej rywalizacji zwanej "klasa królewską", odpowiedniku samochodowej F1. Motocykle w MotoGP mają silniki o pojemności 1000 cm3, co pozwala uzyskiwać prędkości ponad 300 km/h.

 

- To było coś, co pozostanie w mojej pamięci, czułem to, o czym mówią kierowcy. Nie doświadczyłem kiedykolwiek wcześniej takiego przyspieszenia - ocenił Hirscher po pierwszych lekcjach, które pobierał pod okiem zawodowego kierowcy KTM Johanna Zarco.

 

Ośmiokrotny zwycięzca Pucharu Świata wie, że na razie próby to dla niego i tak dużo. Nie myśli o starcie w zawodach.

 

- Sama jazda była dla mnie jak wyścig. O żadnej "dzikiej karcie" w zawodach sportowych nawet nie myślę. Mogę sobie to wyobrazić jako swoje hobby. Wprowadzać taką maszynę do garażu, czyścić... Moje zdrowie jest ważne i wiem, jak cenne jest moje ciało - podkreślił alpejczyk, który na nartach osiąga prędkości powyżej 100 km/h.

 

I dodał: - Jazda na nartach pomogła mi w rywalizacji na motocyklu, bo wyznaję zasadę bądź ostrożny i rozważny.

 

Przyznał, że trudno porównać obydwie dyscypliny.

 

- Na torze widzisz innych kierowców, więc wiesz kiedy przyspieszasz. Na stoku najważniejszy jest twój wewnętrzny zegar i czujniki, bo rywalizujesz sam ze sobą. Tu jest zupełnie inne pole widzenia, układ ciała, szczególnie głowy i szyi - ocenił.