Kubot w parze z Marcelo Melo byli turniejową "jedynką", ale już w ćwierćfinale pożegnali się z rywalizacją w Wimbledonie. We wtorek lepsi od duetu polsko-brazylijskiego okazali się Francuzi Edouard Roger-Vasselin oraz Nicolas Mahut.

 

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ćwierćfinał to cały czas spore osiągnięcie, ale jednak Łukasz Kubot i Marcelo Melo byli rozstawieni z numerem jeden, w roli faworytów. Większość ekspertów jednak dostrzegała jako głównych kandydatów do zwycięstwa także Francuzów. O ich świetnej formie świadczy fakt, że w poprzedniej rundzie pokonali braci Bryanów - mówi Tomaszewski.

 

Polak po zakończeniu spotkania przyznał, że rywale zasłużyli tego dnia na wygraną i byli tenisistami po prostu lepiej dysponowanymi. Kubot zwrócił uwagę na fantastyczny return oraz bardzo dobry serwis. Te elementy miały być kluczem do zwycięstwa Francuzów.

 

- W takim wyrównanym meczu o wygranej decydują pojedyncze piłki. O zwycięstwie decydują detale, psychika i mechanizmy doskonale znane w tenisowym świecie. Dwa sety były wyrównane, ale w trzeciej i czwartej partii Francuzi grali lepiej. Było widać, że duetowi polsko-brazylijskiemu czegoś jednak brakuje - przypomina komentator Polsatu Sport.

 

Nie zapominajmy, że do rozpoczęcia spotkania ćwierćfinałowego duet polsko-brazylijski spędził na korcie aż dziewięć godzin i czterdzieści minut. Samo spotkanie poprzedniej rundy zajęło trzy godziny i dwadzieścia minut. Polak zazwyczaj słynął z doskonałego przygotowania kondycyjnego, ale na pewno czas spędzony na korcie pozostawił swoje piętno.

 

- Łukasz zagrał poniżej swoich możliwości. Wydaje się, że miał pewne problemy. Może zdrowotne? Nie widziałem, żeby w ciągu meczu tenisista zjadał tak dużo bananów. To świadczy, że czuł pewien dyskomfort, brakowało mu energii. Łukasz zostawił całego siebie na korcie, to tenisista wybitny, ale tym razem czegoś zabrakło - zwraca uwagę Tomaszewski.

 

WYNIKI I DRABINKA WIMBLEDONU