- Chciałam postać na rękach i lądując na stopy źle postawiłam jedną z nich i złamałam palec. Dźwięk łamania kości był tak głośny, że usłyszał go mój partner opalający się 30 metrów dalej. Jest to tak głupia i absurdalna kontuzja, że nie wiem czy się śmiać czy płakać - powiedziała biathlonistka na antenie kanału telewizji NRK.

 

Wyjaśniła żartobliwie, że od dziecka prześladuje ją pech, tak że nie jest wcale zdziwiona tym wydarzeniem. - Jestem blondynką i jak widać kawały o nich w moim przypadku się sprawdzają. Jestem najbardziej pechową w norweskim sporcie, prawdziwą mistrzynią głupich sytuacji - stwierdziła.

 

Norweżka znana jest z m.in. zapominania karabinu podczas sztafet, gubienia naboi, zakładania cudzych nart, a w maju odniosła kontuzję na nartorolkach, przewracając się - jak sama opisała - „jak pijany Kaczor Donald” na prostej drodze.

 

„Siniak w miejscu, gdzie kończą się plecy, a zaczynają nogi był tak ogromny, że nie mogłam założyć spodni. Zmieniał kolor co kilka dni i w końcu lekarze musieli kilkakrotnie spuszczać krew. Dopiero przed miesiącem zaczęłam trenować i zachciało mi się stać na rękach” - opisała.

 

Po złamaniu palca stopy biathlonistkę czeka teraz kilka tygodni treningu alternatywnego. „Lekarze powiedzieli mi, że wyleczę tę absurdalną kontuzję w pełni dopiero za 4-8 tygodni” - przyznała.

 

29-letnia Norweżka w swojej karierze zdobyła pięć medali olimpijskich, złoty i dwa brązowe w Soczi (2014) oraz srebrny i brązowy w Pjongczangu (2018). W mistrzostwach świata stawała siedem razy na podium, w tym cztery razy na najwyższym stopniu.