- Mój występ w mistrzostwach świata na obecną chwilę nie jest wykluczony, ale nie złożę żadnych deklaracji przed poniedziałkowym zabiegiem. Najważniejsze są jednak przyszłoroczne igrzyska – powiedziała Włodarczyk.

 

Zabieg zostanie wykonany w Warszawie przez doktora Roberta Śmigielskiego. Nie wiadomo, co okaże się w jego trakcie.

 

- Może być tak, że lekarz wyczyści mi kolano i po kilku dniach wrócę do normalnych treningów. Może się też okazać, że będzie to coś poważniejszego i przerwa będzie dłuższa. Teraz wróżymy z fusów i nie wiem, czemu ktokolwiek udziela informacji na temat mojego zdrowia, nie konsultując tego ze mną – tłumaczyła.

 

Włodarczyk, trzykrotna mistrzyni świata, od pewnego czasu boryka się z problemami zdrowotnymi. Najpierw – jesienią 2018 – miała operowaną stopę. Już w trakcie sezonu zaczęły ją boleć plecy.

 

- Wdał się stan zapalny, ale szybko sobie z tym poradziliśmy. Gorzej z kolanem, bo tak naprawdę nie wiadomo, co się dzieje, a boli. Zdecydowaliśmy się na zabieg, żeby później nie okazało się, że zlekceważyliśmy sprawę. Wszystko dlatego, że najważniejsze dla mnie są przyszłoroczne igrzyska w Tokio – zaznaczyła zawodniczka katowickiego AWF.

 

Ona sama w piątek była zaskoczona, gdy przeczytała w prasie, że nie wystąpi w mistrzostwach świata.

 

- Przestraszyłam się, bo z informacji wynikało, że kontuzja jest poważna. Nikt ze mną się w tej sprawie nie kontaktował, nie zadzwonił, nie zapytał, tylko bazował na informacjach od osób trzecich. Jestem zdumiona, że w ogóle ktoś w PZLA udzielił bez mojej wiedzy informacji na temat mojego zdrowia – zaznaczyła.

 

Włodarczyk teraz nie chce sprawy przesądzać. Stara się do tematu występu w najważniejszej imprezie sezonu podejść racjonalnie.

 

- Nawet jeśli się okaże, że będę mogła w miarę szybko wrócić do treningów, ale moje wyniki nie będą na takim poziomie, żebym mogła w Dausze realnie walczyć o złoty medal, to odpuszczę i skupię się na przygotowaniach do igrzysk. Bo interesuje mnie wyłącznie wygrywanie – podkreśliła.

 

Jak dodała, trudno przypuszczać, żeby na trzy miesiące przed imprezą docelową, jaką są w tym roku MŚ, nadrobić zaległości treningowe.

 

- W tej chwili trenuję, ale wyłącznie górne partie mięśni. Nogi robią się coraz słabsze. U sportowca każdy dzień się liczy. Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego sama nie narzucam sobie żadnej presji, że muszę wystąpić w MŚ. Jeśli będę zdrowa i będę w formie, to polecę do Dauhy. Jeśli nie, wtedy skupię się na przygotowaniach do Tokio – podsumowała.

 

Mistrzostwa świata odbędą się w dniach 27 września – 6 października.