Trenowana przez Malwinę Wojtulewicz zawodniczka ma za sobą udaną pierwszą część długiego sezonu. Bez trudu uzyskała minima uprawniające do startu w jesiennych mistrzostwach świata w Dausze, a także przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. Jej najlepszy wynik 74,71 jest co prawda dziewiątym na listach światowych, ale w obliczu kłopotów ze zdrowiem multimedalistki największych imprez Anity Włodarczyk, to właśnie druga polska specjalistka od rzutu młotem może w Katarze walczyć o przedłużenie znakomitej passy biało-czerwonych w tej konkurencji. Od 2013 roku rywalizacja kobiet i mężczyzn w MŚ zawsze kończyła się odegraniem Mazurka Dąbrowskiego.

 

- Troszeczkę pozmieniałyśmy z trenerką w przygotowaniach, bo termin mistrzostw świata jest specyficzny. Nie można było zrobić tak, że tylko przez wiele miesięcy pracujemy nad dyspozycją i nigdzie nie startujemy, więc trzeba robić przerwy już w trakcie sezonu. Z tego, co udało się zaprezentować w dotychczasowych startach, jestem zadowolona w 90 procentach - podkreśliła Fiodorow.

 

Przyznała, że stać ją na poprawienie rekordu życiowego z 2017 roku, który wynosi 75,09.

 

- Jestem w takiej dyspozycji, że w każdym starcie byłam w stanie to zrobić, ale coś jeszcze nie zagrało. Popełniam drobne błędy techniczne. Mam też rezerwy w szybkości. Mogę kręcić się w kole lepiej i wtedy przyjdą dalsze rzuty. Najważniejsze, że mam już minima i możemy pracować z chłodną głową, bez presji. Szczyt formy ma być pod koniec września i na początku października - dodała Fiodorow.

 

Na co dzień trenuje w grupie Wojtulewicz z mistrzem Europy i medalistą olimpijskim Wojciechem Nowickim (Podlasie Białystok). Oboje wymieniają się uwagami. Kolejna para oczu na treningu zawsze pomaga coś wychwycić, zwrócić uwagę na jakiś element. Wbrew pozorom rzut młotem jest tak samo konkurencją siłową, jak i techniczną. Zawodnik bez odpowiedniego przygotowania gimnastycznego i koordynacyjnego prędzej zrobi sobie krzywdę niż uzyska świetny wynik. Jak powtarzają specjaliści od tej konkurencji - siła nie może zabić szybkości i dynamiki.

 

- W ostatnich startach czułam już zmęczenie. W pewnym momencie było tak, że rywalizowaliśmy co kilka dni. Teraz muszę się zresetować. Uznałyśmy z trenerką, że jest to potrzebne, więc mam 4-5 dni tylko dla siebie, bliskich i rodziny. Zamierzam po prostu odpocząć. Od przyszłego tygodnia znów zabieramy się do ciężkiej pracy. Trzeba podbić dyspozycję, żeby myśleć o medalu mistrzostw świata - wskazała Fiodorow.

 

W jej ocenie, aby stanąć na podium w Katarze, trzeba będzie rzucać powyżej 75-76 metrów. Dodała, że wcale nie musi być powtórek wyników uzyskiwanych przez zawodniczki w długim sezonie. Zwróciła uwagę na eliminacje - bardzo stresujące i często selektywne. - Jestem w stanie walczyć o podium i rzucać powyżej 75 metrów. To wiem na pewno - zadeklarowała.

 

Kolejny start zawodniczka pochodząca z Augustowa ma zaplanowany na początku sierpnia podczas Festiwalu Rzutów w Cetniewie.

 

- Tam nie spodziewam się jeszcze jakiś rewelacyjnych wyników, bo będę nadal w ciężkim treningu, ale rzuty pokażą, gdzie jesteśmy z naszą pracą. To nie jest tak, że medal mistrzostw Europy w Berlinie, który zdobyłam rok temu, spowodował, że raptem mam apetyt na kolejne. Ten apetyt był i będzie zawsze, bo po to się trenuje, ale mają go także wszystkie rywalki. Robimy swoje i czekamy na efekty - podsumowała Fiodorow.