Biało-Czerwoni na turniej Final Six do Chicago wybrali się w bardzo eksperymentalnym składzie. Selekcjoner Heynen przyzwyczaił już kibiców do ciągłego rotowania nazwiskami, jednak tym razem jego wybory były poparte zbliżającym się turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Tokio. W dniach od 8 do 11 sierpnia Polacy zmierzą się w Gdańsku z Tunezją, Francją i Słowenią i nie jest tajemnicą, że będą to najważniejsze trzy mecze kadry w tym roku.

 

Na końcówkę wyczerpującej Ligi Narodów Belg zabrał więc zawodników nie mieszczących się w pierwszym składzie reprezentacji. Swoje szanse dostali m.in. Bartosz Bednorz, Łukasz Kaczmarek, Jakub Popiwczak, Marcin Komenda czy dwudziestoletni Norbert Huber. Najbardziej doświadczonym graczem zabranym do Stanów Zjednoczonych jest z kolei Karol Kłos.

 

Polscy kibice nie nastawiali się zatem na to, że "trzeci skład" Biało-Czerwonych stawi czoła lepszym na papierze przeciwnikom. Momentem weryfikacji miał być już pierwszy mecz w Chicago, w którym potencjał młodej drużyny Heynena miał zostać sprawdzony przez przystępujących do rywalizacji w najsilniejszym zestawieniu Brazylijczyków. Polakom udało się jednak pokonać zwycięzców fazy zasadniczej 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9), między innymi dzięki fenomenalnej grze Bednorza, Kłosa, Komendy czy Hubera. Później nasza drużyna potwierdziła to, że zwycięstwo nad Canarinhos nie było dziełem przypadku i ze stratą zaledwie jednego seta pokonała Irańczyków (21:25, 25:18, 25:20, 25:22).

 

Polacy wywalczyli więc sobie miejsce w półfinale, co jeszcze przed turniejem byłoby poczytywane jako kapitalny wynik. Apetyty rosną jednak w miarę jedzenia, więc do spotkania z Rosjanami kibice podchodzili z wielkimi nadziejami. Podopieczni Heynena musieli jednak uznać wyższość przeciwników, którym ulegli ostatecznie 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25). Oznacza to, że podopieczni trenera Tuomasa Sammelvuo staną przed szansą na obronę tytułu wywalczonego przed rokiem w Villeneuve-d’Ascq nieopodal Lille.

 

- Sborna była od nas dużo lepsza. Jeżeli chcemy wygrywać z drużynami o potencjale Rosji, to musimy znacznie poprawić naszą grę w przyjęciu oraz ataku. Dzisiaj zawiedliśmy nieco w tych dwóch elementach. Nie można mieć jednak pretensji do chłopaków, bo zostawili oni na parkiecie kawał serca. Zespół, który zabrałem do Chicago jest młody i niedoświadczony, więc to normalne, że czasem może przydarzyć się gorszy mecz. Rosjanie zasłużyli na to, by zagrać w finale, a my musimy nauczyć się żyć z tą porażką - powiedział po meczu półfinałowym selekcjoner Vital Heynen.

 

Na spuszczanie głów nie ma jednak czasu, ponieważ już w niedzielę wieczorem reprezentacja Polski powalczy o brązowy medal Ligi Narodów. Jej przeciwnikiem będą pierwsi rywale z fazy grupowej - Brazylijczycy, którzy w drugim półfinale musieli uznać wyższość Amerykanów (21:25, 17:25, 20:25). Czy Biało-Czerwoni powtórzą wyczyn z fazy grupowej i po raz kolejny ograją rywali?

 

Transmisja meczu o brązowy medal Ligi Narodów Polska - Brazylia od godziny 21.45 w Polsacie Sport. Początek przedmeczowego studia o godzinie 21.00.