18-letni Japończyk szkolił się w akademii Barcelony w latach 2011-2015, jednak w pewnym momencie musiał opuścić klub ze względu na decyzję FIFA, która ukarała klub za nieprawidłowości przy kontraktowaniu młodych piłkarzy spoza Hiszpanii. Co ciekawe, wiele osób w stolicy Katalonii wierzyło, że Kubo prędzej czy później zawita do drużyny, która go wychowała. Tak się jednak nie stało. Uznano, że piłkarz ma zbyt wygórowane wymagania finansowe. Skorzystał z tego Real Madryt i to właśnie barwy "Królewskich" będzie reprezentował Kubo.

 

Hiszpański "AS" uważa, że osoby z otoczenia La Masii nie rozumieją ostatnich działań Barcelony, która ściągnęła m.in. Hirokiego Abe z Kashimy Antlers. Zrezygnowanie z walki o piłkarza wyszkolonego w klubowej filozofii na rzecz gracza, który dopiero będzie musiał się jej uczyć sprawia, że niektórzy trenerzy są lekko podłamani. Mówią nawet, że to najgorsza decyzja Barcelony w ostatnich latach, a "Blaugrana" rezygnuje z tego, z czego do tej pory słynęła. Czyli ze stawiania na uzdolnioną młodzież wychowaną we własnym systemie.

 

Kubo ze względu na efektowny styl gry nazywany jest "japońskim Messim". Najbliższy sezon ma spędzić w rezerwach Realu Madryt.