UFC w Sacramento: Wielki powrót weterana! Błyskawiczny nokaut Fabera na Simonie

Sporty walki

Podczas gali UFC w Sacramento Urijah Faber (35-10, 10 KO, 17 SUB) zaliczył kapitalny powrót do oktagonu po blisko trzyletniej przerwie. Zawodnik figurujący już w "UFC Hall of Fame" pokazał, że cały czas stać go na rywalizowanie na najwyższym sportowym poziomie.

Ostatni raz "The California Kid" wszedł do ośmiokątnej klatki UFC w grudniu 2016 roku i okazał się wówczas lepszy od Brada Picketta. Wydawało się, że czterdziestolatek na dobre zakończył zawodową karierę MMA, jednak 13 lipca znów mogliśmy ujrzeć go w centrum wydarzeń. Jego przeciwnikiem w walce toczonej w kategorii koguciej został młodszy o czternaście lat Ricky Simon (15-2, 5 KO, 2 SUB).

 

Faworytem u bukmacherów był drugi z wymienionych zawodników, tym bardziej że do momentu walki z Faberem nie poniósł on jeszcze ani jednej porażki pod banderą największej amerykańskiej organizacji. Przed walką zwracało się również uwagę na fakt, że Simon, oprócz bycia świetnym "grapplerem", poprawił również pracę w "stójce". Zadanie postawione przed Faberem wydawało się więc niesamowite trudne.

 

Tym większe było zdziwienie kibiców, gdy ich ulubieniec znokautował Simona już w pierwszej rundzie! W walkę wszedł co prawda lepiej młodszy z zawodników, który trafił "Dzieciaka z Kalifornii" mocnym lewym sierpowym, po czym obił mu postawną nogę piekielnym low kickiem. Po niespełna 40 sekundach Faber wyprowadził jednak bardzo mocny cios, którym trafił prosto w skroń przeciwnika. Simon osunął się na matę, co od razu wykorzystał bardziej doświadczony z zawodników, zmuszając tym samym sędziego Mike'a Beltrana do przerwania walki.

 

 

Faber dał więc wyraźny sygnał, że cały czas stać go na walkę z najlepszymi zawodnikami. W wywiadzie po walce zasugerował szefowi organizacji, że jest gotów walczyć np. z Henrym Cejudo, który ostatnio rzucił mu wyzwanie.

 

 

 

 

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze