Magiera: Brąz o smaku złota

Siatkówka

Już dawno nie miałem takiej frajdy z oglądania meczów naszej reprezentacji siatkarzy. Ostatni raz chyba w 2006 roku, kiedy to pod wodzą Raula Lozano drużyna maszerowała po srebrny medal mistrzostw świata. Kiedy oglądało się mecze tamtej drużyny, uśmiech praktycznie nie znikał z twarzy. Teraz było dokładnie tak samo.

Ten medal smakuje wyjątkowo, bo nikt się go nie spodziewał. To po pierwsze. Po drugie, ograć Brazylię bez straty seta w meczu o stawkę, to naprawdę duża rzecz, a wygrać z Brazylią na jednym turnieju dwa razy, to rzecz jeszcze większa. Ostatni raz ta sztuka udała się... reprezentacji Polski podczas mistrzostw świata w 2014 roku, kiedy najpierw ograliśmy ich w Łodzi 3:2, a później w wielkim finale w Katowicach 3:1.

 

Turniej w Stanach po raz kolejny pokazał, że nikt, żadna inna reprezentacja nie dysponuje takim potencjałem ludzkim, jak reprezentacja Polski. W tym miejscu trzeba pamiętać przecież jeszcze o kadrze uniwersjadowej, która na turnieju w Neapolu wywalczyła srebrne medale.

 

Pięciu zawodników z kadry grającej w Chicago wraca do Zakopanego, aby uczestniczyć w przygotowaniach do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich. To Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Maciej Muzaj, Łukasz Kaczmarek i Karol Kłos. Kibice dopytują dlaczego w tym gronie nie znalazło się miejsce dla znakomicie grających w Chicago Marcina Komendy, Jakuba Popiwczaka i Norberta Hubera? Ano dlatego, że role zostały rozpisane już dawno, a że mamy do czynienia z zawodowym sportem, to pewna hierarchia po prostu musi być zachowana.


Na koniec dwa zdania o sytuacji, która do czerwoności rozpaliła nasze polskie siatkarskie piekiełko. Chodzi oczywiście o Vitala Heynena albo raczej o jego decyzję i wyjazd z Chicago przed meczem o brązowy medal. Abstrahując od wszystkiego, począwszy od jakichś umów między trenerem, a zawodnikami i federacją o których pisze się w „internatach”, wyszło to po prostu słabo.

 

Pozytywem w tej sytuacji jest fakt, że na tym całym „zamieszaniu” skorzystał trener Jakub Bednaruk. On sam marginalizuje i minimalizuje swój udział w sukcesie drużyny, ale każdy kto choć trochę liznął sportu, doskonale wie, że rola jaką miał do odegrania wcale nie była taka prosta. Patrząc z boku na uśmiechającego się szkoleniowca można było odnieść wrażenie, że to dla niego przede wszystkim dobra zabawa, ale to tylko... wrażenie.

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze