Fogiel z Paryża: Francja żyje triumfem Algierii

Piłka nożna
Fogiel z Paryża: Francja żyje triumfem Algierii
fot. PAP

Z wiadomych względów, cała piłkarska Francja pasjonowała się ostatnim Pucharem Narodów Afryki, wygranym w Egipcie przez Algierię. Nie mogło być inaczej, skoro 86 piłkarzy, którzy brali udział w turnieju, gra regularnie nad Sekwaną. A w 23-osobowej kadrze Algierii aż 14 piłkarzy urodziło się i wyszkoliło we Francji.

Nie będziemy szeroko komentować spotkania, bo nie osiągnęło ono nadzwyczajnego poziomu, jednak napięcie panowało na boisku od pierwszej do ostatniej minuty. Oba zespoły miały w składzie wielkie indywidualności - w Senegalu brylował Sadio Mane, a w Algierii Riyad Mahrez.

 

Przed meczem francuski "L'Equipe" poświęcił finałowi sześć pełnych kolumn, a po spotkaniu rozpisywał się o nim przez całe cztery strony, tytułując je zdaniem "Algieria w raju".

 

Piłkarze z północy Afryki wygrali ten mecz, ponieważ wykazali się większym pragmatyzmem. Senegalczycy nie wykorzystali wielu sytuacji i to się na nich zemściło. Dla Algierczyków był to pierwszy kontynentalny tytuł od 29 lat.

 

Z francuskich klubów najwięcej piłkarzy na boisku miało Stade Rennais - po dwóch Algierczyków i Senegalczyków. "Lisy Pustyni" z trybun dopingowała ponadto wielka gwiazda futbolu - Franck Ribery wraz z żoną Vahibą, która legitymuje się obywatelstwem francusko-algierskim.

 

Należy odnotować, że finał PNA mógł być dla władz nad Sekwaną sporym powodem do obaw. Poprzednie mecze Algierii wywołały na ulicach francuskich miast wiele zamieszania. W Paryżu doszło do kilku demolek sklepowych wystaw, kibice o algierskich korzeniach byli agresywni. Nic więc dziwnego, że w piątek stolicy Francji pilnowało aż 2,5 tysiąca policjantów. Szczególnie słynnych Alei Elizejskich.

 

Tym razem było jednak spokojnie. Być może miał na to wpływ dzień tygodnia, wszakże piątek to dla muzułmanów dzień święty. I choć obyło się bez rozrób, oczywiście w Paryżu, Montpellier, Marsylii czy Saint Etienne po końcowym gwizdku mogliśmy obserwować efektowne pokazy sztucznych ogni.

 

Finał miał też dość oryginalny wątek. Trener Algierii Djamel Belmadi oraz Senegalu Aliou Cisse wychowywali się w tej samej podparyskiej miejscowości Champigny-sur-Marne, a ponadto Cisse urodził się 23 marca 1976 roku, a Belmadi zaledwie dzień później. Obaj mieli też owocną karierę - Cisse grał m.in. w PSG, a Belmadi w Marsylii. Zarówno Algieria jak i Senegal mogą być dzisiaj dumne z rodzimych szkoleniowców, którzy umieli stworzyć dwa świetne kolektywy.

 

We Francji żyje około czterech milionów Algierczyków, a połowa z nich ma podwójne obywatelstwo. Liczba Senegalczyków przekracza liczbę 100 000. Wiadomo, że Algierczycy to naród bardzo krewki, wystarczy, że przypomnimy pamiętny mecz Francja - Algieria na Stade de France (2001 rok), kiedy kibice urządzili inwazję na boisko w 76. minucie i meczu nie dokończono ze względów bezpieczeństwa. Być może po wydarzeniach socjalno-politycznych ostatnich tygodni, ten 48-milionowy kraj wstanie w końcu z kolan i ludziom będzie żyło się łatwiej. Taki bodziec jak triumf w PNA na pewno nie zaszkodzi.

 

Senegal natomiast i tak ma bardzo dobry zespół, potencjalnie może nawet lepszy od Algierii, ale trzeba to jeszcze udowodnić na boisku.

 

12 sierpnia startuje nowy sezon Ligue 1. Wiadomo, że w pierwszych meczach zabraknie piłkarzy z Brazylii, triumfatorów Copa America i oczywiście większości z tych 86 zawodników, którzy brali udział w PNA. Nie zapominajmy, że we Francji sportowcom, tak jak normalnym pracownikom, przysługuje prawo do miesięcznego urlopu. A Zawodowy Związek Piłkarzy (UNFP) pilnuje, żeby wszystkie przepisy były respektowane przez kluby. Żaden z nich nie może narzucić zawodnikowi, żeby ten wrócił na przykład 10 dni po wielkiej imprezie, podczas gdy przysługuje mu długoterminowy urlop.

Tadeusz Fogiel z Paryża, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze