W kontekście kwalifikacji olimpijskiej Serbia jest odmieniana przez kibiców praktycznie we wszystkich przypadkach. Nasze siatkarki, które odwiedziliśmy z kamerą Polsatu Sport podczas zgrupowania w Spale, zwracają jednak uwagę, że przez przypadki trzeba odmieniać też Portoryko i Tajlandię, bo żeby mecz z Serbią miał jakiekolwiek znaczenie trzeba pokonać wcześniejszych rywali. A łatwo nie będzie, bo każda z drużyn przyjedzie do Wrocławia walczyć, a same zawodniczki oprócz zadań do wykonania mają też swoje marzenia. Tak jak najbardziej doświadczona w naszym zespole Paulina Maj-Erwardt. Libero naszej reprezentacji dziesięć lat temu sięgnęła w Łodzi po brązowy medal mistrzostw Europy. 
 
- Rzeczywiście minęło już dziesięć lat, a ja cały czas widzę w lustrze tą samą Paulinę, z tymi samymi ambicjami i marzeniami - opowiada zawodniczka. - Ja już dwa razy przegrałam kwalifikacje olimpijskie i wiem jak to smakuje, teraz bardzo bym chciała poznać ten drugi smak. Igrzyska to moje największe marzenie. A mistrzostwa Europy? Jestem spokojna i chciałabym powtórki sprzed dziesięciu lat, bo dla obecnej kadry byłby to kolejny krok w przód. Mam nadzieję też, że atmosfera będzie równie gorąca jak wtedy. Gra przy 12. tysiącach kibiców w Atlas Arenie zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
 
Z towarzyskich meczów rozegranych w Ostrowcu nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Na pewno dobre występy w Lidze Narodów wyostrzyły apetyty kibiców i to normalne, ale warto pamiętać, że w czasie VNL nasza reprezentacja funkcjonowała w rytmie turniejowym, który bardzo pasuje naszym siatkarkom, a teraz po kilku dniach wolnego i kilku jednostkach treningowych muszą tego rytmu poszukać. Dlatego w ogóle doszło do towarzyskich potyczek z Czeszkami i Białorusinkami, teraz dojdą mecze w Rosji i na pierwszy weekend sierpnia wszystko powinno być gotowe.