Po podium wywalczonym w sobotnim wyścigu, w niedzielę Szkopek liczył na walkę o kolejne trofeum. Niestety, jadąc w czołówce uderzył w motocykl upadającego rywala i przewrócił się, na szczęście niegroźnie. Jedenastokrotny mistrz Polski szybko podniósł swoją Yamahę R1 i był w stanie wrócić na tor oraz do walki o podium w klasyfikacji WMMP.

Niestety, na piętnastym z siedemnastu okrążeń zawodnik zespołu Pazera Racing upadł ponownie, tym razem z powodu problemu z układem hamulcowym, jak się później okazało uszkodzonym podczas pierwszego wypadku.

Lider tabeli trafił najpierw do centrum medycznego na torze Oschersleben, a następnie do lokalnego szpitala z podejrzeniem złamania żeber i uszkodzenia płuca. Na szczęście dokładne badania wykluczyły poważniejsze kontuzje.

Choć lekarze zalecili mu pozostanie w szpitalu na noc na obserwację, Szkopek wypisał się z niego na własne życzenie jeszcze w niedzielę wieczorem, ponieważ w poniedziałek rano wylatuje do Japonii. W najbliższy weekend wystartuje tam ponownie w prestiżowym wyścigu długodystansowym Suzuka 8 Hours, ostatniej rundzie mistrzostw świata FIM EWC sezonu 2018-2019.

Pechową niedzielę ma za sobą także debiutujący w tym roku w klasie Superbike Patryk Pazera, który musiał wycofać się z drugiego wyścigu z powodu awarii jednostki napędowej. W sobotę 21-latek finiszował jednak na wysokiej, szóstej pozycji w klasyfikacji mistrzostw Polski, jednocześnie przez cały weekend regularnie poprawiając czasy okrążeń na trudnym, niemieckim torze.

Piąta runda mistrzostw Polski odbędzie się za trzy tygodnie na torze Poznań.

- To była dla nas bardzo dramatyczna niedziela – powiedział Szkopek, który mimo wszystko nadal ze sporą przewagą prowadzi w klasyfikacji generalnej mistrzostw Polski klasy Superbike. - W sobotę byłem czwarty w Alpe Adria i drugi w mistrzostwach Polski. W niedzielę chciałem walczyć o jeszcze lepszy rezultat, ale dwóch zawodników zderzyło się tuż przede mną i motocykl jednego z nich ściął mnie z toru. Podniosłem natychmiast swoją Yamahę i wróciłem do walki o podium w klasyfikacji mistrzostw Polski, ale wygląda na to, że z powodu upadku uszkodził się układ hamulcowy. Gdy w pewnym momencie wcisnąłem hamulec nic się nie wydarzyło, dlatego musiałem zeskoczyć z motocykla, który zresztą przeleciał nad bandą i wylądował poza torem. Chciałem znów wrócić na tor, ale w pierwszej chwili nie mogłem znaleźć mojej Yamahy. Kiedy jednak stanąłem na nogi dotarło do mnie, jak duża była siła mojego uderzenia w bandę z opon. Miałem problemy z oddychaniem i bardzo mocno bolały mnie żebra, dlatego karetką trafiłem najpierw do centrum medycznego, a później do szpitala, gdzie na szczęście wykluczono wstępną diagnozę i kontuzję żeber. Po kilku godzinach wypisałem się ze szpitala na własne życzenie, ponieważ w poniedziałek rano lecę do Japonii startować w legendarnym wyścigu Suzuka 8 Hours. Jestem mocno poobijany i obolały, ale mam nadzieję, że za kilka dni znów będę mógł wsiąść na motocykl. Tym razem w Japonii.

- Przez cały weekend robiliśmy regularne postępy, a to dla mnie najważniejsze w moim debiutanckim sezonie w klasie Superbike i na motocyklu Yamaha R1 – dodał Patryk Pazera. - Z każdym wyjazdem poprawiałem czasy, a w niedzielę liczyłem na poprawę szóstego miejsca z sobotniego wyścigu. Niestety, nie byłem w stanie dojechać do mety nie z własnej winy, ale takie rzeczy zdarzają się w tym sporcie. Cieszę się natomiast, że Pawłowi nic poważnego się nie stało, bo nie ukrywam, że napędził nam wszystkim niezłego stracha! Cały zespół będzie trzymał za niego kciuki podczas wyścigu w Japonii, a w sierpniu wracamy na nasze motocykle w Poznaniu, gdzie będziemy chcieli zrobić kolejne postępy - zakończył Pazera.