- To jest boks. Ludzie dużo mówią, ale gdy przychodzi do konkretów, nic nie jest ustalone. Jestem teraz obowiązkowym pretendentem, jednak wcześniej przez ponad 600 dni byłem numerem jeden w rankingu. Może bycie obowiązkowym pretendentem oznacza, że będę musiał czekać kolejne 600 dni? - powiedział 31-latek.

 

W ostatni weekend Whyte wygrał jednogłośnie na punkty z niepokonanym do tej pory Oscarem Rivasem (26-1, 18 KO), chociaż był na deskach w dziewiątej rundzie. Dzięki temu został tymczasowym mistrzem świata WBC w wadze ciężkiej i jednocześnie obowiązkowym pretendentem do walki z Deontayem Wilderem (41-0-1, 40 KO).

 

Walka Brytyjczyka z Amerykaninem miałaby się odbyć najpóźniej w maju 2020 roku, jednak patrząc na plany tego drugiego nic nie jest pewne. Wilder w międzyczasie ma stoczyć rewanżowe pojedynki z Luisem Ortizem (31-1-2NC, 26 KO) i Tysonem Furym (28-0-1, 20 KO).

 

- Robię wszystko, co w mojej mocy. Nie unikam żadnego rywala. Wygrałem każdą walkę, którą musiałem, eliminator po eliminatorze. Zobaczymy, co się wydarzy. Kolejny pojedynek stoczę w listopadzie albo grudniu, później się zobaczy - dodał Whyte.