Włoszczowska: Kręci mnie trasa z widokiem na Fuji

Inne
Włoszczowska: Kręci mnie trasa z widokiem na Fuji
fot. PAP

Maja Włoszczowska w 2020 roku w Tokio powalczy o trzeci medal igrzysk olimpijskich w karierze. Zawodniczka polskiej grupy kolarskiej Kross Racing Team przyznaje, że nie była jeszcze nigdy w Japonii i nie może się doczekać jazdy na malowniczej trasie z widokiem na świętą górę Fuji. Opowiada również o swoim zdrowiu, planowaniu przygotowań do przyszłorocznych igrzysk i wyższości gór nad miejskim krajobrazem.

Maja Włoszczowska ma za sobą bardzo udany powrót do rywalizacji w kolarstwie górskim po niemal czteromiesięcznej przerwie. Zawodniczka Kross Racing Team pewnie triumfowała 21 lipca w mistrzostwach Polski w Mrągowie, zdobywając trzynasty tytuł w karierze. Z Mają rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście dni przed mistrzostwami...

 

Paweł Ślęzak: Po występie w Cape Epic pojawiły się u Pani problemy zdrowotne, infekcje. Jak wygląda aktualny stan Pani zdrowia?

 

Maja Włoszczowska: Jest lepiej, choć nie jest idealnie, jestem cały czas narażona na jakieś drobne infekcje. Będę chciała ścigać się do końca sezonu, ale przede wszystkim dojść do pełni zdrowia. Jeśli coś będzie się działo ze zdrowiem to będę odpuszczać i małymi krokami będę szła do przodu.

 

A jak ważna w tym roku jest próba przedolimpijska?

 

Wynik nie ma większego znaczenia, a najważniejsze jest tak naprawdę poznanie trasy, lokalizacji, detali. Zakładam, że nie będziemy jeszcze mieszkać w wiosce olimpijskiej, ale samo poznanie okolicy jest ważne. Trzeba sprawdzić jak będzie wyglądała nawierzchnia, dobrać opony i przede wszystkim dobrać rower.

 

Jakie to ma znaczenie, że próba przedolimpijska jest w październiku, a rywalizacja na igrzyskach odbędzie się w lipcu?

 

Taka sama sytuacja była w Rio de Janeiro. Nic z tym nie zrobimy, tak samo mają wszyscy. Aktualnie obserwujemy już, jakie warunki panują w Japonii o tej porze roku, czyli tak naprawdę wtedy, kiedy będziemy się ścigać w przyszłym roku (wyścig kobiet na igrzyskach zaplanowany jest na 28 lipca - przyp. red.). Ważne jest też ostateczne ustalenie planu przygotowań - zwykłam jeździć na zgrupowanie wysokogórskie przed tak dużą imprezą. Przed Rio udało mi się znaleźć świetne miejsce na przygotowania w Kolumbii, natomiast teraz szukamy jeszcze lokalizacji możliwie blisko Japonii. Nie chodzi tylko o odpowiednią wysokość do trenowania, ale też o infrastrukturę, miejsce do spania, trasy do treningów.

 

Czy w Rio trasa z próby przedolimpijskiej była idealnie odwzorowana już na igrzyskach czy były jakieś zaskoczenia?

 

Trasa była praktycznie taka sama, różniła się może detalami. Na szczęście na igrzyskach było chłodniej niż na próbie przedolimpijskiej. Próba pozwoliła jednak dobrze sprawdzić podłoże, później starałam się trenować na trasach o podobnej nawierzchni, wykonywać także podobne elementy techniczne.

 

Mamy różne rodzaje tras, np. naturalne, tak jak w Kanadzie, gdzie zostaną rozegrane mistrzostwa świata w tym roku. Są też sztuczne, na których jedzie się zupełnie inaczej - są idealnie wyprofilowane, są szybsze, a fragmenty techniczne są skumulowane na krótkich sekcjach. To wszystko trzeba sprawdzić i później odwzorować, tam gdzie się trenuje.

 

A patrząc czysto teoretycznie na trasę olimpijską w Tokio - czy ona Pani odpowiada?

 

Na razie niewiele wiem na jej temat. Zakładam jednak, że jak jest się w formie, to każda trasa odpowiada. Znając ją wcześniej, możemy także odpowiednio dostosować trening. Z tych informacji, które mamy na tę chwilę, wynika, że ta w Japonii będzie bardziej naturalna, co jest bardzo fajne, bo igrzyska przed trzema i siedmioma laty były na trasach sztucznych. Wiem, że trasa jest z pięknym widokiem na Fuji, więc będzie malowniczo.

 

Japonia jako kraj i perspektywa jazdy z górą Fuji w tle Panią "jara", kiedy pewnie widziała już Pani wiele w życiu?

 

Dużo widziałam, ale w Japonii jeszcze nie byłam, więc bardzo się cieszę, że igrzyska tam się odbywają. Kiedy była prezentacja Tokio jako gospodarza igrzysk, to było widać, że będą świetnie przygotowani, ta prezentacja robiła wrażenie. W Rio było sporo niedoróbek, wszystko zrobione na ostatnią chwilę, a Japonia kojarzy mi się z perfekcjonizmem. Wierzę, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik i Japończycy zrobią fantastyczne show. Także jasne, że mnie to bardzo kręci i cieszę się, że będę to widowisko współtworzyć. Zakładając oczywiście, że do Tokio jadę, bo pamiętajmy, że kwalifikacje trwają.

 

Jest Pani absolwentką matematyki finansowej i ubezpieczeniowej, więc może liczyła Pani jakie są matematyczne szanse na złoto w Tokio? Bo chyba tylko o tym można marzyć, skoro ma się dwa srebrne medale - trzeba mierzyć tylko wyżej...

 

Nie mam też brązowego medalu (śmiech), ale jasne, że jadąc do Tokio, będę celowała w złoto i absolutnie wierzę, że mnie na nie stać. Tak naprawdę wszystko zależy od mojego zdrowia. Przy odpowiednim zdrowiu, organizacji, motywacji, wszystko jest możliwe. W tym roku na marcowy Cape Epic byłam w życiowej formie, dlaczego nie miałabym takiej zbudować za rok? Mam ten komfort, że absolutnie nikomu nie muszę nic udowadniać. Przed Rio presja była spora, wracałam po kontuzji, przez którą nie pojechałam do Londynu, teraz jest inaczej. Oczywiście zawsze jest presja, w końcu "żyję ze sponsorów", dla których igrzyska są imprezą numer "1". Na moje przygotowania przeznaczone są też duże pieniądze z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Na końcu nie muszę już jednak pokazywać, że dużo potrafię. Chcę osiągnąć dużo, bo to uwielbiam. Uwielbiam jeździć na rowerze, cieszy mnie ciągły progres i dochodzenie do pełni formy.

 

Wyobraża sobie Pani, że wróci kiedyś do Warszawy, z której wyjechała Pani w wieku pięciu lat i przesiądzie się na rower miejski? Czy to do końca życia będą góry?

 

Myślę, że zdecydowanie góry. Kiedyś miałam nawet pomysł, żeby po zakończeniu kariery na dwa, trzy lata przenieść się do Warszawy, bo tam są dużo większe możliwości. Miałam oferty biznesowe i one za każdym razem wiązały się z Warszawą. O ile dawniej miasto mnie jednak kręciło, to teraz muszę przyznać, że za każdym razem jak do niego przyjeżdżam, to natychmiast zaczynam się męczyć. W górach, w kontakcie z naturą czuję się po stokroć lepiej. Uważam, że spokój, który mam w Jeleniej Górze, jakość życia, jego tempo, jest dużo cenniejsze, niż to co daje stolica. Nawet pomimo wszystkich jej atrakcji. Natomiast od czasu do czasu chętnie do Warszawy przyjeżdżam i wtedy przesiadam się na rower miejski, czy to Veturilo czy własny, jeśli taki mam ze sobą. Uważam zresztą, że to jest dużo lepszy środek do poruszania się po mieście niż samochód.

Paweł Ślęzak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze