I co ciekawe, promotor Eddie Hearn o tym wiedział. Dlaczego doszło więc do walki, której stawką był pas interim WBC w wadze ciężkiej dający prawo do starcia z prawdziwym mistrzem, czyli Deontay’em Wilderem? Oczywiście zwycięski Whyte musiałby trochę poczekać na swoją szansę, bo w kolejce do Wildera są przecież Luis Ortiz i Tyson Fury, ale teraz może się okazać, że przyjdzie mu czekać znacznie dłużej, oczywiście jeśli zostanie zdyskwalifikowany, co wcale nie jest takie pewne.

 

Co ciekawe doping w organizmie Whyte’a wykryła brytyjska komisja antydopingowa (UKAD), a nie VADA (Voluntary Anti -Doping Association), informując o tym zawodnika i promotora. Ale UKAD nie miała obowiązku informować obozu Rivasa i organizacji WBC, co byłoby koniecznością gdyby doping wykryła VADA.

 

Oczywiście zgodnie z prawem, Whyte w takiej sytuacji ma prawo do odwołania i sprawdzenia próbki „B”, ale już sam fakt że mimo wszystko doszło do walki jest zastanawiający i bulwersujący.

 

Eddie Hearn potwierdził tylko, że Whyte i Rivas byli badani przez VADA i UKAD, oraz że oba te ciała, jak również BBBofC (British Boxing Board of Control) dopuściły do tego pojedynku. Swoją drogą nie wiem jak to możliwe i kto podjął tak wielkie ryzyko, skoro o tym, że u Whyte’a wykryto doping było wiadomo już trzy dni przed walką, konkretnie 17 lipca. A gdyby tak na ringu 02 Arena doszło w tej właśnie walce do nieszczęścia, kto byłby winny, kto by odpowiadał? Myślę, że znamiona przestępstwa nosi już sam fakt, że jeden z pięściarzy był na dopingu. Rivas może teraz o to się procesować. I wygra jeśli udowodni, że o tym nie wiedział.

 

Co ciekawe sam Whyte od dawna oskarża o doping swojego sławniejszego rodaka, Anthony’ego Joshuę, i dowodzi że w dodatku ten robi to, co dodaje smaczku całej sprawie, w sposób legalny. Whyte wyjaśnia, że były już mistrz wagi ciężkiej, tak jak wielu innych korzysta z tych środków w „celach terapeutycznych”. Najpierw jest jakaś zdiagnozowana choroba, a później lekarze przepisują recepty na leki, które zawierają ”zakazany owoc”. Ta procedura przyjmowania zabronionych środków w celach leczniczych nosi nazwę - Therapeutic Use Exemption (TUE) i znana jest od lat.

 

Problem w tym, że to Whyte’a, nie Joshuę, złapano teraz na dopingu. I to już po raz drugi. I mam nadzieję, że od kary się nie wykręci. Ale jak będzie taka jak w przypadku Jarrella Millera (6 miesięcy), to nie wiem, czy jest sens karać.

 

Zresztą za chwilę może się okazać, że wina Whyte’a jest problematyczna, dojdą nowe okoliczności, o których dziś jeszcze nikt nie pisze i cała sprawa rozejdzie się po kościach.

 

Lepiej żeby tak się nie stało, bo to by źle wróżyło na przyszłość, ale zawodowy boks to taki obszar ludzkiej działalności, gdzie wszystko jest możliwe.

 

I nie bądźmy naiwni, po doping sięgają nie tylko Miller czy White. Lista koksiarzy jest znacznie dłuższa i są na niej również znani wszystkim mistrzowie świata. Tyle że na razie ich nie złapano, gdyż są zbyt cenni dla tego biznesu.