Wagner kontra Brazylia. Niezwykłe tournee siatkarzy Canarinhos po Polsce

Siatkówka
Wagner kontra Brazylia. Niezwykłe tournee siatkarzy Canarinhos po Polsce
fot. PAP

Najgroźniejszym rywalem reprezentacji Polski w tegorocznej edycji Memoriału Huberta Jerzego Wagnera będzie reprezentacja Brazylii. Co ciekawe, słynny "Kat" nie miał w roli selekcjonera reprezentacji Polski zbyt wielu okazji do rywalizacji z ekipą Canarinhos. Z tych konfrontacji w pamięci kibiców najbardziej utkwiło tournee brazylijskich siatkarzy po Polsce, które odbyło się wiosną 1984 roku.

W czasie pierwszej kadencji selekcjonerskiej Wagnera Polacy zagrali z Brazylią zaledwie dwa mecze. Były to towarzyskie starcia rozegrane w Olsztynie, w czerwcu 1976 roku, przed wyjazdem na igrzyska olimpijskie. Oba spotkania zakończyły się zwycięstwami biało-czerwonych 3:1. Po zdobyciu złota w Montrealu Wagner zrezygnował z funkcji selekcjonera.
 
Powrócił na to stanowisko w końcu 1982 roku. W okresie drugiej kadencji "Kata" biało-czerwoni zagrali przeciwko Canarinhos sześć spotkań. Pięć z nich w trakcie tournee Brazylijczyków po Polsce w maju 1984 roku. Warto przypomnieć to wydarzenie, gdyż miało ono miejsce w okresie dla obu reprezentacji niezwykłym. W Brazylii rodziła się wówczas siatkarska potęga, natomiast reprezentacja Polski spadała w dół światowej hierarchii.
 
Dla obu drużyn wiosenne sparingi miały być elementem przygotowań do igrzysk w Los Angeles. Stąd wzięła się również intensywność gier. Pięć meczów obu reprezentacji zaplanowano w ciągu sześciu dni: 2 maja – Opole, 3 maja – Wrocław, 4 maja – Katowice, 5 maja – Sosnowiec, 7 maja – Olsztyn.
 
Narodziny brazylijskiej potęgi
 
Reprezentacja Brazylii na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była dla biało-czerwonych bardzo niewygodnym rywalem. Polacy nie potrafili z nią wygrać od 1977 roku, przegrywając kolejno na mistrzostwach świata 1978 (0:3), igrzyskach olimpijskich 1980 (2:3), Pucharze Świata 1981 (0:3) i mistrzostwach świata 1982 (0:3).
 
W tamtym okresie rodziła się potęga brazylijskiej siatkówki. Zaczęło się od tego, że tamtejsze drużyny ligowe uzyskały wsparcie poważnego biznesu, wielkich firm. Przykładem choćby ADC Pirelli z Santo Andre czy Bradesco Atlantica z Rio de Janeiro. Profesjonalne podejście pozwoliło wreszcie w pełni wykorzystać brazylijskie talenty, a siatkówka stawała się w tym kraju sportem numer dwa po piłce nożnej.
 
Na wymierne efekty na arenie międzynarodowej nie trzeba było długo czekać. Siatkarze Canarinhos wywalczyli brąz w Pucharze Świata 1981 i srebro mistrzostw świata w 1982 roku. Potwierdzenie rosnącej popularności siatkówki w Kraju Kawy przyniósł rok 1983. Wówczas, w rewanżu za przegrany finał MŚ, zaproszono do Brazylii reprezentację ZSRR i zorganizowano niezwykły mecz. Obie ekipy spotkały się na piłkarskim stadionie Maracana, a ich grę – mimo padającego deszczu – obserwowało z trybun 95 tysięcy kibiców!
 
W maju 1984 roku Brazylia jechała więc na towarzyskie mecze do Polski jako wicemistrz świata i kandydat do olimpijskiego medalu. Reprezentację Brazylii prowadził wówczas Paulo Roberto de Freitas – Bebeto, późniejszy mistrz świata z Włochami (1998). Gwiazdą numer jeden tej drużyny był Bernard Rajzman. Mimo stosunkowo skromnego wzrostu (187 cm), był zawodnikiem niezwykle skutecznym w ofensywie; był świetnie wyszkolony technicznie, a przy tym grał bardzo widowiskowo. To on wymyślił serwis "Star Trek", w którym piłka uderzana od dołu leci wysoko nad boiskiem:
 
 
Podobne popisy prezentował i w Polsce, choćby w Opolu, gdzie piłka po jego zagrywkach szybowała pod dach "Okrąglaka". Co ciekawe, ojciec Rajzmana był Polakiem, który w okresie okupacji przedostał się do Francji, a potem wyemigrował do Brazylii. Właśnie tam, w 1957 roku w Rio de Janeiro urodził mu się syn, który stał się jednym z najlepszych siatkarzy świata lat osiemdziesiątych.
 
Oprócz Rajzmana jeszcze dwa nazwiska siatkarzy z tamtej kadry Brazylijczyków przykuwają szczególną uwagę. Bernardo Rezende to najbardziej utytułowany trener XXI wieku; pod jego wodzą ekipa Canarinhos wywalczyła dwa złote medale olimpijskie (Ateny 2004 i Rio de Janeiro 2016) oraz trzy tytuły mistrza świata (2002, 2006, 2010). Po igrzyskach w Rio jego miejsce zajął Renan Dal Zotto. W czasie tournee po Polsce Bernardinho miał 24 lata, a Renan 23 i byli podstawowymi graczami reprezentacji.
 
Biało-czerwoni też montowali drużynę na igrzyska, też mając apetyt na podium. Wagner objął reprezentację po nieudanych mistrzostwach świata 1982 i zdołał wywalczyć z nią srebro mistrzostw Europy w NRD (1983), dające kwalifikację olimpijską. W czasie spotkań z Brazylią skorzystał z usług szesnastu siatkarzy. Najbardziej doświadczonym z nich był Tomasz Wójtowicz, współtwórca największych sukcesów drużyny Wagnera w latach siedemdziesiątych. Był on też w tej kadrze jedynym zawodnikiem z klubu zagranicznego – grał wówczas we włoskim Edilcuoghi Sassuolo. Montrealskie złoto z tej grupy pamiętał jeszcze Lech Łasko. Pozostali byli już siatkarzami młodszej generacji. Siedmiu reprezentowało barwy dwóch czołowych wówczas polskich klubów: Legii Warszawa (Wojciech Drzyzga, Wacław Golec, Krzysztof Stefanowicz) oraz Gwardii Wrocław (Ireneusz Kłos, Łasko, Krzysztof Olszewski, Sławomir Skup).
 
Pięć meczów, cztery zwycięstwa
 
Polsko-brazylijską rywalizację rozpoczął 2 maja mecz w Opolu. Na trybunach Hali Okrąglak zasiadł nadkomplet widzów – ponad 5 tysięcy. Biało-czerwoni zagrali świetny mecz, przerwali złą passę w starciach z tym rywalem i pewnie wygrali 3:0. Rywale nieco rozczarowali, jedynie w drugiej partii nawiązali walkę z gospodarzami. Polacy przegrywali w niej 2:8, ale zdołali odwrócić losy seta i wygrali 15:11.
 
Rozegraliśmy najlepsze spotkanie od chwili, gdy ponownie objąłem funkcję selekcjonera reprezentacji – mówił po meczu Wagner, dodając, że drużyna jest obecnie przygotowana na 60 procent swoich możliwości.
 
Szkoleniowiec ekipy Canarinhos był natomiast pod wrażeniem polskiej publiczności:
 
Jesteśmy na półmetku przygotowań do igrzysk. Podobała mi się opolska publiczność, która reaguje podobnie jak nasza. Sądzę, że zarówno Polska, jak i Brazylia znajdą się w finałowej czwórce turnieju olimpijskiego – stwierdził Bebeto.
 
Drugi mecz rozegrano dzień później, w Hali Ludowej (Stulecia) we Wrocławiu, w obecności ponad 3 i pół tysiąca kibiców. Wagner zrobił drobny ukłon w stronę miejscowej publiczności i w wyjściowym składzie postawił na trzech siatkarzy Gwardii. Tym razem najwięcej emocji przyniósł czwarty set, w którym Polacy przegrywali 12:14, ale zdołali wygrać 16:14 i zakończyć spotkanie.
 
Z meczu na mecz siatkarze Canarinhos wyraźnie się rozkręcali. W trzecim starciu – 4 maja w Katowicach – urwali gospodarzom już dwa sety. Z trybun Hali Baildon mecz obserwowało ponad 2 tysiące kibiców, co oznaczało, że trybuny zapełniono w 3/4. Brak kompletu tłumaczono drogimi cenami biletów, które kosztowały 400 złotych. Polacy dwukrotnie obejmowali prowadzenie, rywale odrabiali straty, o wyniku meczu miał więc zadecydować tie-break. Biało-czerwoni wygrali w nim 15:10, a wynik asem serwisowym ustalił Marian Kardas.
 
Czwarte starcie przyniosło pierwsze zwycięstwo przyjezdnych. Rozegrano je w hali przy ul. Żeromskiego w Sosnowcu, a na trybunach pojawił się komplet – 2800 widzów. W hali było dosyć duszno, co przyjezdni wykorzystywali do wybijania biało-czerwonych z rytmu. Gdy gospodarze mieli fragmenty dobrej gry, siatkarze Canarinhos prosili o wycieranie parkietu, co powodowało duże przerwy w grze. W końcówce meczu przybrało to wręcz karykaturalny charakter i arbiter musiał sięgnąć po żółtą kartkę. Taktyka ta przyniosła jednak efekt, bo Polacy przegrali ten mecz 1:3.
 
Tournee zakończył 7 maja mecz w Hali Urania w Olsztynie, który zobaczyło 3 i pół tysiąca kibiców. Spotkanie planowano początkowo rozegrać w Warszawie, ale z powodu problemów z obiektem, przeniesiono je do stolicy Warmii. Brazylijczycy zagrali tym razem słabiej, popełniali błędy w obronie,  mieli problemy z przyjęciem zagrywek. W ekipie gospodarzy sporo pochwał zebrał Włodzimierz Nalazek – siatkarz miejscowego AZS Olsztyn. Polacy wygrali to starcie w trzech setach, kończąc mecz w 63 minuty.
 
Mecz, którego nie było
 
Cztery zwycięstwa – jedna porażka to bilans starć z Brazylijczykami, który budził spore nadzieje przed igrzyskami. W trakcie tournee, w dyskusjach na temat gry obu ekip wciąż przewijała się jedna data – 4 sierpnia. To wówczas miało dojść w Los Angeles do meczu Polska – Brazylia w czwartej kolejce fazy grupowej turnieju siatkarskiego igrzysk olimpijskich. 
 
Niestety, ten mecz nie został rozegrany. 17 maja zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego poinformował o wycofaniu polskiej ekipy ze startu w igrzyskach. Decyzję podjęto oczywiście na znacznie wyższym szczeblu. Polska dołączyła do bojkotu, narzuconego krajom socjalistycznym przez ZSRR. Był to "rewanż" za bojkot IO w Moskwie 1980 przez państwa zachodnie, protestujące przeciwko agresji Sowietów na Afganistan.
 
Polityczna decyzja miała ogromny wpływ na losy poszczególnych sportowców, dla których brak startu w najważniejszej imprezie czterolecia był osobistym dramatem. Odbiła się ona również na kondycji całego polskiego sportu w następnych latach, czego siatkówka jest dobitnym przykładem.
 
Bojkot praktycznie rozłożył Wagnerowi drużynę. Wielu zawodników straciło motywację do treningów. Z gry w reprezentacji zrezygnował jeden z najlepszych siatkarzy świata – Tomasz Wójtowicz.
 
Tam się kroiła naprawdę fajna drużyna i można było spokojnie powalczyć o medale. Ogrywaliśmy Amerykanów na ich terenie, przed igrzyskami rozgromiliśmy Brazylijczyków. Te dwie reprezentacje zagrały później w olimpijskim finale. Wszystko szło dobrze, drużyna prezentowała się coraz lepiej. Niestety, decyzja polityczna – bojkot igrzysk, pozbawiła nas medalowej szansy… – mówił Wójtowicz w rozmowie z Polsatsport.pl. – Zamiast igrzysk olimpijskich zaproponowano nam udział w Turnieju Przyjaźni na Kubie. Powiedziałem, że nie po to trenowałem ciężko cztery lata, żeby teraz jechać na Kubę i zrezygnowałem
 
Polacy, zamiast na igrzyska, polecieli do Hawany, by zagrać w turnieju "Przyjaźń-84". Wywalczyli w nim brązowe medale. Brazylijczycy w Los Angeles sięgnęli po olimpijskie srebro, ulegając w finale reprezentacji USA. Dla siatkarzy Canarinhos rozpoczynał się trwający do dziś okres prosperity. Ich przynależność do światowej czołówki dobitnie obrazuje fakt, że od 1978 roku (czyli od ponad 40 lat) nigdy nie znaleźli się poza czołową szóstką dwóch najważniejszych imprez – igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Polacy w kolejnych sezonach polecieli w dół w światowej hierarchii i na kolejny medal dużej imprezy musieli czekać ponad 20 lat – do MŚ 2006.
 
Mecze reprezentacji Polski prowadzonej przez Hubera Wagnera przeciwko Brazylii:
 
[1976] Olsztyn 3:1 (15:10, 13:15, 15:11, 15:6), Olsztyn 3:1 (15:6, 13:15, 15:1, 15:13) [1984] Opole 3:0 (15:5, 15:11, 15:6), Wrocław 3:1 (13:15, 15:9, 15:9, 16:14), Katowice 3:2 (15:5, 4:15, 15:12, 8:15, 15:10), Sosnowiec 1:3 (7:15, 10:15, 15:4, 13:15), Olsztyn 3:0 (15:7, 15:9, 15:10), Sao Paulo 2:3 (5:15, 11:15, 15:12, 15:12, 11:15).
 
Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze