Według portugalskiego tabloidu "Record", zachowanie byłego reprezentanta Portugalii od początku nie spodobało się personelowi. 47-latek po wejściu do maszyny od razu pokłócił się z jedną z stewardess. Kobieta poprosiła Sa Pinto, aby nie trzymał nóg w przejściu, ponieważ blokuje swobodne poruszanie się po pokładzie. Znany z krewkiego temperamentu szkoleniowiec nie chciał dostosować się do obowiązujących standardów. Ponadto na wyraźną prośbę personelu nie włączył trybu samolotowego. Nietypowe postępowanie pasażera nie spodobało się również pozostałym podróżującym.


Porywczy Portugalczyk był jednak nieugięty i awanturował się. Sytuacja wymknęła się spod kontroli personelu, który postanowił wezwać policję, aby ta zajęła się delikwentem. Po chwili służby porządkowe wyprowadziły byłego szkoleniowca Legii. Interwencji stróżów prawa towarzyszyły oklaski pozostałych pasażerów, którzy domagali się dodatkowo skucia mężczyzny kajdankami.

"Główny bohater" zaistniałej sytuacji nie poczuwa się do winy. Uważa, że to zachowanie załogi samolotu było niedopuszczalne i aroganckie. Ponadto trener SC Braga wydał oficjalne oświadczenie, w którym przedstawił swoją wersję wydarzeń. Można w nim przeczytać, że 47-latek jest osobą poszkodowaną, ponieważ wysłuchał zaleceń ekipy pracującej na pokładzie maszyny.

 

Tłumaczył się również kontuzją, która uniemożliwia mu zgięcie kolana. Z tego też powodu blokował przejście. Sa Pinto już zaznaczył, że skieruje sprawę przeciwko znanej linii lotniczej do sądu. Szanse na wygranie ma jednak marne. Sam jednak może drżeć, bo policja oświadczyła, że przewoźnik może zgłosić sprawę do prokuratury.