Starcie Kownacki - Arreola nie zawiodło kibiców, którzy licznie stawili się w hali Barclay's Center, gdzie Polak walczył - i wygrał - już po raz dziewiąty. Jak sam stwierdził tuż po walce, zmagał się z lekką presją związaną z tym, że była to pierwsza gala promowana jego nazwiskiem. Jak się okazało, presja nie przeszkodziła mu w odniesieniu dwudziestego zwycięstwa w zawodowej karierze.

 

"Adam udowodnił dziś, że jego marka i pozycja w wadze ciężkiej są tak silne, że stał się magnesem przyciągającym ludzi na trybuny. W całym moim życiu nie widziałem tylu biało-czerwonych koszulek co dziś" - przyznał Keith Connolly, manager Kownackiego.

 

Polskich fanów chwalił także Arreola, który po raz kolejny udowodnił, że ma wielkie serce do walki. Mający meksykańskie korzenie pięściarz w 6. rundzie doznał kontuzji lewej ręki, ale dotrwał do końca i zdołał nawet wygrać kilka rund. "Dałem z siebie wszystko. Wierzyłem, że mimo złamanej ręki uda mi się zwyciężyć. Adam jest jednak nieustępliwy. I ciągle parł do przodu Kilka razy odczułem jego ciosy, ale wiem też, że on odczuł moje. Teraz muszę poruszyć z rodziną temat emerytury. Dziękuję kibicom. Bycie bokserem było dla mnie wielkim błogosławieństwem" - podsumował "Nightmare".

 

Po walce Amerykanin został zabrany karetką pogotowia do szpitala.