Froome dopiero miesiąc temu pierwszy raz postawił stopy na ziemi po tym, jak 12 czerwca doznał wielu bardzo poważnych urazów podczas treningu przed 26-kilometrową jazdą indywidualną na czas w wyścigu Criterium du Dauphine.

 

Kolarz grupy Ineos (jeździ w niej także Michał Kwiatkowski), który wygrał cztery razy Tour de France (2013, 2015, 2016, 2017), a w ubiegłym roku zajął trzecie miejsce, wskutek wypadku doznał uszkodzeń narządów wewnętrznych, złamań kończyn, w tym kości udowej, żeber, które przebiły płuco i urazu kręgosłupa - m.in. połamania mostka.

 

Do zdrowia wraca szybciej niż przewidywali lekarze, ale wie, że czeka go długa, mozolna rehabilitacja.

 

- Ćwiczę trzy lub cztery godziny wraz z fizjoterapeutami przed południem. Potem mała przerwa, następnie lunch i znowu powrót do ćwiczeń na dwie godziny. Celem jest start w Tour de France 2020 i zbudowanie formy podobnej lub lepszej niż w tym roku. To moja motywacja - powiedział 34-letni Brytyjczyk.

 

Froome na jednym ze zjazdów podczas treningu na trasie etapu Criterium du Dauphine próbował wyczyścić nos i trzymał kierownicę jedna ręką. W tym czasie podmuch wiatru poderwał przednie koło. Kolarz stracił panowanie nad rowerem i uderzył w ścianę domu. Na krótki czas stracił przytomność. Na miejscu pomoc udzielili mu lekarze i strażacy po czym został zabrany do szpitala w Roanne, a następnie drogą lotniczy przetransportowany do kliniki w St. Etienne. Przeszedł ponad sześciogodzinna operację i przebywał na oddziale intensywnej terapii.