Analizując wrocławskie zmagania warto wrócić do turnieju kwalifikacyjnego rozegranego na warszawskim Torwarze dwa lata temu. Wtedy lepsze od naszych siatkarek okazały się nie tylko Serbki, ale też Czeszki. A gdyby tak cofnąć się jeszcze o rok, to trzeba przypomnieć, że regularnie przegrywaliśmy z Portoryko, które w dwóch turniejach WGP rozegranych w Zielonej Górze i Włocławku ograło nas odpowiednio 3:1 i 3:0. 


Wrocławski turniej pokazał ogromny progres w grze naszych siatkarek w stosunku do tego, co drużyna prezentowała dwa lata temu i jak wielką pracę wykonał w tym czasie trener Jacek Nawrocki wspólnie ze swoim sztabem. Selekcja zawodniczek łatwa nie była, ale ostatnie trzy dni, a także dwie edycje Ligi Narodów pokazały, że udało się stworzyć grupę ambitnych dziewczyn, które chcą pracować, chcą się rozwijać i przede wszystkim mają swoje marzenia. Jak się okazuje wcale nie takie odległe.


Portale społecznościowe mają to do siebie, że każdy kto z nich korzysta może napisać co chce. Po niedzielnym meczu z Serbią przeważały pozytywne opinie, ale nie brakowało też takich, że rywalki nie zagrały na sto procent swoich możliwości. I to akurat nieprawda! Serbki musiały dać z siebie w niedzielę maksa, tyle na ile je było w tym dniu i w tym konkretnym meczu stać. Gdyby tak nie było, to zaraz po zakończeniu spotkania, to nasz zespół w nagrodę za zwycięstwo odebrałby z rąk przedstawiciela FIVB „Darumę” - popularną japońską laleczkę, symbol waleczności i talizman jednocześnie.


Pomysł z wręczaniem tych maskotek jest całkiem sympatyczny, bo ma bezpośredni związek z gospodarzami igrzysk i ma ich w jakiś sposób scharakteryzować. Gratulując Serbii zwycięstwa i awansu na igrzyska wszyscy kibice reprezentacji Polski po tym niedzielnym meczu powinni wręczyć swoją, taką umowną, wirtualną „Darumę” naszej drużynie. Dlaczego? Może wyjaśni to definicja zaczerpnięta z Wikipedii. 


„Charakterystyczny kształt tych lalek powoduje, że znaczna część z nich jest wytwarzana jako „wańki-wstańki”. Obciążone u podstawy, ilekroć przewrócone, wracają do pozycji pionowej. Ta właśnie ich cecha zdaje się być najważniejsza, bowiem uważa się, że lalka taka ma moc pomagania swemu właścicielowi w przezwyciężaniu życiowych niepowodzeń, zgodnie z powiedzeniem: „Siedem razy upaść, osiem razy się podnieść”; „nie poddawaj się niepowodzeniom”. 


Wyjątkowo pasuje do tego wszystkiego co wydarzyło się w niedzielę, prawda?


Dzisiaj nie ma sensu rozkładać meczu z Serbią na czynniki pierwsze, zrobi to na pewno nasz sztab, a zawodniczki dostaną bogaty materiał do analizy. Zresztą one same dobrze wiedzą, co mogły zrobić inaczej, lepiej, to oczywiste. Najważniejsze jednak, żeby miały świadomość, że były bardzo blisko zrobienia czegoś wielkiego i że zabrakło naprawdę niewiele, aby spełnić jedno ze swoich marzeń już teraz w pierwszej próbie. Nie udało się. Trudno. Taki jest sport. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie druga szansa. W styczniu.


Dziewczyny! Brawa za Wrocław i nie przestawajcie marzyć!

 

WYNIKI I TERMINARZ KWALIFIKACJI OLIMPIJSKICH SIATKAREK