W sobotę 3 sierpnia Zdunek Wybrzeże Gdańsk godnie pożegnał się z kibicami. Świeżo upieczony indywidualny mistrz Szwecji – Jacob Thorssell, który w nagrodę otrzymał dziką kartę na GP w Malilli, zdobył dla gdańszczan 11 punktów. Krystian Pieszczek (11+1) i Mikkel Bech (10 oraz 3 bonusy) błyszczeli. Ścigali się jak przystało na profesjonalistów. Wybrzeże pokonało ekipę z Gniezna 48-42 i zapewniło sobie piąte miejsce w tabeli Nice I ligi.

 

Okazuje się, że zespół był najbliżej szczęścia w 2017 roku kiedy Mirosław Kowalik minimalnie przegrał walkę o prymat z tarnowskimi jaskółkami. Anders Thomsen i Mikkel Michelsen świetnie spisują się w PGE Ekstralidze, a dziś próżno szukać dublerów w ekipie z Trójmiasta. Duńczycy raczej nie wrócą do Gdańska, a wcale nie jest tak łatwo znaleźć godnych następców. Szkoda, bo prezes Tadeusz Zdunek stworzył godziwe warunki do pracy, ale nie zawsze stabilizacja finansowa pomaga w osiągnięciu sukcesów.

 

Unia Tarnów teoretycznie nie chciała awansować do fazy play-off, ale solidny trzon zespołu udowodnił, że Peter Ljung i spółka powalczą o finał Nice I ligi z PGG ROW Rybnik. I wcale podopieczni Tomasza Proszowskiego nie są skazani na fiasko, bo na specyficznym torze w Tarnowie nawet największe gwiazdy Nice I ligi mają kłopot ze znalezieniem właściwych ustawień sprzętu. A zatem 18 sierpnia rozpocznie się poważna batalia o miano najlepszej drużyny na zapleczu ekstraligi. Tarnowianie podejmą na własnym torze rybniczan, a gnieźnianie uczynią wszystko, aby wypracować sobie przewagę nad ekipą z Ostrowa Wielkopolskiego.

 

Sam Masters tatusiem

 

Australijczyk z Newcastle odbudował się w drugiej części sezonu. Do Ostrowa Wielkopolskiego na mecz z Orłem Łódź zabrał ze sobą swoją ukochaną, która spodziewa się dziecka. Brzemienna waćpanna pochodzi z Newcastle (rodzinne miasto Sama), wspiera męża w akcji, a jesienią powije brzdąca. Chłopczyk nie będzie jednak następcą Crumpa, Adamsa i Sullivana, bo tata Samuel Peter Masters pragnie, aby syn grał w golfa lub posyłał baśniowe returny jak Lleyton „Rusty” Hewitt – deblowy mistrz US Open’2000.

 

Forma Mastersa jest balsamem na duszę Mariusza Staszewskiego, bo trenerowi brakowało solidnego ogniwa w zagranicznej formacji seniorskiej. Nicolai Klindt co prawda chciałby notować mniej zer, ale piekielnie ambitny Duńczyk jest podporą Ostrovii. Tomasz Gapiński lata jak czarownica na furach od bawarskiego tunera Antona Nischlera, a Grzegorz Walasek przypomina dobre lubuskie wino. Jeżeli młodzieżowy indywidualny mistrz Polski z 1997 roku wprowadzi ostrowian do finału Nice I ligi, będzie mógł udowodnić, że nie tylko świetnie ściga się na żużlu, ale i tańczy niezgorzej aniżeli legendarny Elvis Presley…

 

Orzeł czeka na baraże

 

Współczuję Lechowi Kędziorze. To uznany szkoleniowiec, który w 1986 roku ścigał się w barwach Ostrovii. Niestety, nawet mając solidną ekipę seniorską, nie można być pewnym awansu do play-off, jeżeli trzon ekipy jest przetrzebiony kontuzjami. Hans Andersen to dobry duch zespołu, ale prześladował go pech i częściej widywał chirurgów aniżeli ścigał się na żużlu. Tobiasz Musielak, bardzo solidny krajowy filar, błyszczał na torze, czasami bywał zbyt gościnny dla innych zawodników i otwierał szeroko bramę na wyjściu z wirażu, ale któż nie popełnia błędów? Tylko ten, kto nic nie robi. Gwiazda Swindon Robins była opoką dla łodzian. Często Tobiasz mógł liczyć na wsparcie doświadczonego Daniela Jeleniewskiego. „Jeleń”, „Okoń”, „Tofik” – solidne trio krajowych żużlowców wsparte markowymi zawodnikami z zagranicy: Tungatem, Andersenem, Huckenbeckiem i Schleinem – któż w marcu mógł zakładać, że Orzeł Łódź osiądzie na mieliźnie?

 

Łotysze przebudzili się w końcówce sezonu. Wydarli bonus gdańszczanom, a w XIV kolejce spotkań pokonali na własnym torze tarnowian. Lahti i Lebiediews mogą spać spokojnie, bo zakończyli sezon na bezpiecznym, szóstym miejscu. Współczuję Maksimowi Bogdanowsowi, który przed rokiem wywędrował z Daugavpils do Łodzi. Był z drużyną podczas ostatniej wieczerzy w Ostrowie Wielkopolskim i nie krył smutku. Podkreślił, że rozumie pretensje Witolda Skrzydlewskiego, bo „wyłożył mnóstwo pieniędzy, a zespół zawiódł jego oczekiwania”.

 

Ano, z jednej strony prawda, a z drugiej strony pieniądze nie kupią tytułu mistrzowskiego. Arged Malesa TŻ Ostrovia korzysta z pomocy miasta w wymiarze 7% budżetu klubu, a więc lwią część stanowią solidni partnerzy biznesowi i kibice. W Rybniku magistrat bardzo pomaga klubowi, co nie znaczy, że brakuje sponsorów. Rozmaite są modele funkcjonowania klubów. Życie w fazie zasadniczej pokazało, że potrafi zadrwić z mocarstwowych planów, a kluczem do sukcesu jest dobra forma sportowa, łut szczęścia i nade wszystko dobra atmosfera.