Sopot Open. Matkowski: Osiągnąłem więcej niż mogłem przypuszczać

Tenis
Sopot Open. Matkowski: Osiągnąłem więcej niż mogłem przypuszczać
fot. PAP

- Kilku celów nie udało mi się zrealizować, ale gdyby ktoś 20 lat temu powiedział mi, że tyle osiągnę, wziąłbym to w ciemno – powiedział tenisista Marcin Matkowski, dla którego challenger ATP BNP Paribas Sopot Open był ostatnim turniejem w karierze.

W sopockiej imprezie Matkowski występował w parze z Szymonem Walkowem i w 1/8 finału duet ten uległ Hiszpanowi Pedro Martinezowi i Niemcowi Jeremy'emu Jahnowi 3:6, 3:6.

 

- Przegraliśmy dość wyraźnie. Rywale spisywali się bardzo dobrze, a zwłaszcza Jahn. Niemiec wcześniej wyeliminował Kamila Majchrzaka i z nami także radził sobie znakomicie. Graliśmy późno, kort był dość ciężki i największy nasz atut, czyli serwis i szybka gra wolejem, nie dały nam tyle, ile powinny. Nie ma co się jednak usprawiedliwiać, bo rywale byli lepsi i zasłużenie wygrali - ocenił.

 

Matkowski nie ukrywa, że przymierza się do zakończenia kariery, a Sopot Open był jednym z jego pożegnalnych występów.

 

- Mam różne plany, a jeden z nich zakładał zawieszenie w tym roku rakiety na kołku. Nie była to spontaniczna decyzja, zatem nie mogła być zaskoczeniem. Był to najprawdopodobniej mój ostatni turniejowy występ, bo przed wrześniowymi rozgrywkami Pucharu Davisa w Atenach nie planuję udziału w tego typu imprezach. Zamierzam natomiast, żeby nie wypaść z rytmu i być odpowiednio przygotowanym, wystąpić w kilku meczach ligowych. A po Pucharze Davisa, na tę chwilę, zakończę karierę – stwierdził.

 

38-letni tenisista ma nadzieję, że w swoich ostatnim reprezentacyjnym występie przyczyni się do sukcesu drużyny narodowej i jej powrotu do Grupy II strefy euro-afrykańskiej Pucharu Davisa.

 

- Przez prawie 20 lat grałem dla Polski, co zawsze było dla mnie wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że dołożę swoją cegiełkę do kolejnego sukcesu i jeśli wywalczymy awans, będą mógł zakończyć karierę z uśmiechem na ustach – przyznał.

 

Czołowy polski deblista z wielkim sentymentem wspomina także sopocki turniej. W tym mieście, razem z Mariuszem Fyrstenbergiem, triumfował trzy razy – w 2003, 2005 oraz 2007 roku.

 

- Właśnie w Sopocie zaczęła się moja wielka kariera. W 2001 roku zwyciężyłem z Bartkiem Dąbrowskim w pierwszym challengerze, a dwa lata później w parze z Mariuszem wygraliśmy pierwszy turniej ATP. I to zupełnie niespodziewanie, nie tylko dla nas, ale chyba dla wszystkich, bo dostaliśmy przecież dziką kartę. To był fantastyczny turniej, w którym uwielbialiśmy grać i dobrze się stało, że Mariusz, teraz jako działacz, reaktywował i kontynuuje tę imprezę. Mam nadzieję, że nadal będzie się rozwijała w dobrym kierunku. A ja cieszę się, że mogłem w niej po latach zagrać – dodał.

 

Popularny „Matka” zdaje sobie sprawę, że kilku tytułów nie udało mu się zdobyć, ale uważa się za sportowca spełnionego.

 

- Nie mam czego żałować i mogę być dumny z tego, co wywalczyłem na korcie. Gdyby ktoś dwie dekady temu, czyli kiedy miałem 18 lat, powiedział mi, że tyle osiągnę, wziąłbym to w ciemno. Fantastycznie, chociaż nie stanąłem na podium, wspominam igrzyska olimpijskie, w których trzy razy wystąpiłem, bo to wyjątkowa impreza. W 2008 roku w Pekinie przegraliśmy z Mariuszem mecz o awans do strefy medalowej 6:7, 4:7. Nie udało mi się też postawić kropki nad i w Wielkim Szlemie, gdzie raz byłem z Mariuszem w finale debla, a także dwa razy dotarłem do finału miksta – przypomniał.

 

Po zakończeniu kariery finalista debla US Open w 2011 roku oraz triumfator 18 turniejów rangi ATP w grze podwójnej, z czego 15 z Fyrstenbergiem, zamierza pozostać przy tenisie. Także w ramach założonej z Tomaszem Wiktorowskim fundacji JW Tennis Support Foundation.

 

- Po 30 latach spędzonych na korcie nie można zwyczajnie odejść. Nadal lubię ten sport i w najbliższej przyszłości chciałbym przy nim pozostać. Razem z Tomkiem mamy rozległe plany. Pomysłów jest sporo i wierzę, że uda się je zrealizować. Może będzie to ośrodek, może turniej, a może akademia. Na pewno zamierzamy wesprzeć polski tenis swoim doświadczeniem – podkreślił.

 

Na jego decyzji o zakończeniu kariery zyskają jednak nie tylko najmłodsi tenisiści, ale także rodzina.

 

- Miałem przygodę życia, ale cieszę się z tego, że będę przebywał trochę częściej i dłużej w domu, bo przez te wszystkie lata żyłem praktycznie na walizkach i tenisowa tułaczka odcisnęła pewne piętno na najbliższych. Mam dwie córeczki oraz żonę i cieszę się na samą myśl, że będą mógł z nimi więcej przebywać w domu, bo tego specjalnie do tej pory nie doświadczyłem – podsumował.

kl, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze