Marta Ćwiertniewicz: Sytuacja siatkarzy na Kubie jest trudna. Jak państwo zareagowali na informację, że syn zdecydował się wyjechać z kraju?
 
Wilfredo Leon Hechavarria (tata): Dzień przed tym, jak Wilfredo wyjechał do narodowej szkoły siatkówki w Hawanie wyjechałem do Mali na misję. Byłem tam trenerem zapasów. Przez to w latach 2006-2009 nie uczestniczyłem w życiu sportowym mojego syna. Komunikowaliśmy się jedynie przez telefon i trochę rozmawialiśmy. Moja żona skupiła całą uwagę na Wilfredo. Ona kontaktowała się z nim znacznie częściej, widywała się z nim. Dopiero kiedy wróciłem z Afryki zacząłem mocniej śledzić to, co Wilfredo robi na boisku. Z biegiem czasu zauważyłem, że syn dojrzał do pewnej decyzji. To była jego własna decyzja. My w końcu ją zaakceptowaliśmy, choć na początku miałem wątpliwości, czy to dobry pomysł, by mój syn odszedł z reprezentacji. Mama zawsze go popierała wiedząc o wszystkim, co działo się w zespole i jakie odczucia miał Wilfredo. Kiedy dowiedziałem się o tym, co skłoniło syna do odejścia z reprezentacji, wsparłem go w stu procentach. Staliśmy z żoną murem za synem.
 
Jak wyglądał Państwa kontakt z synem od momentu jego wyjazdu?
 
Alina Venero Boza (mama): Po wyjeździe Wilfredo szukaliśmy wszelkich sposobów, by każdego dnia się z nim komunikować czy to przez telefon, czy przez internet. Teraz jest nam łatwiej, bo dostęp do internetu na Kubie jest łatwiejszy.
 
Nie mieli Państwo żadnych wątpliwości, że syn wybrał akurat Polskę?
 
Tata: W żadnym momencie nie mieliśmy wątpliwości, jeśli chodzi o wybór Polski. Ten kraj był pierwszym, do którego Wilfredo przyjechał, z którym się związał. Ma tu polską żonę i polską córeczkę. Nawet nie przeszło nam przez myśl, by robić z tego jakikolwiek problem. Bardzo podoba nam się Polska, jej historia i to, jak wygląda w tej chwili. Skoro od ostatnich występów w reprezentacji Kuby, czyli od 2012 roku upłynęło już tyle lat, to nie myślimy o tym co było. Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że nasz syn gra w biało-czerwonych barwach.
 
Jakie uczucia towarzyszyły Państwu podczas debiutu Wilfredo w Opolu?
 
Tata: Mieliśmy duże oczekiwania wobec debiutu Wilfredo w reprezentacji Polski w Opolu. To wiązało się dla nas i dla niego z ogromnymi emocjami i niecierpliwością. On od dawna nie mógł występować na poziomie reprezentacyjnym, więc czekaliśmy na moment, kiedy będzie mógł zagrać dla swojego nowego kraju.
 
Jak podoba się państwu atmosfera nie tylko w Tauron Arenie w Krakowie, ale na trybunach w całej Polsce?
 
Tata: Nie jest to pierwszy raz, kiedy jesteśmy w Polsce. Byliśmy tu podczas Ligi Mistrzów i Klubowych Mistrzostw Świata, więc poznaliśmy atmosferę na polskich trybunach. Rozmawiałem wczoraj z kolegą, że krakowska Tauron Arena jest moją ulubioną ze wszystkich hal, które widziałem. To niesamowite widzieć, że tyle osób przychodzi na mecze siatkówki i dopinguje swoją reprezentację. To na pewno daje bardzo dużo energii zawodnikom, którzy są na boisku.
 
Wielu ludzi mówi, że Państwa syn jest najlepszym siatkarzem na świecie. Są Państwo z niego dumni?
 
Tata: Jesteśmy bardzo dumni z naszego syna. On sam nie uważa się za najlepszego siatkarza świata. Skupia się na tym, by grać jak najlepiej i wygrywać. Chce pracować nad sobą. Wszystko, co pokazuje na boisku sprawia, że jesteśmy z niego bardzo dumni.
 
Zapytam mamy, od dziecka wiedziała Pani, że syn będzie siatkarzem?
 
Mama: Wilfredo jest bardzo kochany. Od dziecka jest miłośnikiem sportu. Oglądał i uprawiał bardzo wiele dyscyplin. Patrząc na sport w telewizji najbardziej zainteresowała go siatkówka. Śledził wszystkie mecze. Na Kubie najbardziej popularny jest baseball, ale siatkówka najbardziej go pochłonęła i właśnie w tym kierunku chciał się rozwijać.
 
Tata: Chciałbym dodać, że mama Wilfredo była siatkarką. Reprezentowała region Santiago de Cuba. Mój brat również grał w siatkówkę, a do tej pory jest jej trenerem. Rodzinne konotacje na pewno zrobiły swoje.
 
Jakim dzieckiem jest Wilfredo?
 
Tata: Wilfredo od dziecka grał w siatkówkę. Był bardzo niezależny. Naszą główną rolą było wspieranie go i pomaganie mu w rozwoju. On nie szukał wsparcia, ale wiedział, że zawsze może na nas liczyć. Wszystkie decyzje podejmował indywidualnie.
 
Gdzie mieszkają Państwo na co dzień?
 
Tata: Na co dzień mieszkamy na Kubie, ale odkąd Wilfredo zaczął grać w Europie, zawsze staramy się być obecni podczas najważniejszych wydarzeń w jego karierze i wspierać go. Teraz jesteśmy tu, by wspierać go nie tylko podczas Memoriału Wagnera, ale także podczas turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich. Chcemy wspierać nie tylko Wilfredo, ale całą drużynę. Sercem jesteśmy za Polską.
 
Cała rozmowa z rodzicami Wilfredo Leona w załączonym materiale wideo.