Wielkie nadzieje, wielkie emocje i... w większości przypadków bardzo bolesne porażki. W taki sposób  można podsumować starty polskich siatkarzy na kilku ostatnich igrzyskach olimpijskich. kibice jeszcze pamiętają jak bardzo rozczarowani byli po występach w Pekinie czy Londynie, gdy nasi zawodnicy jechali w na igrzyska w roli faworytów. Tak samo było w Rio de Janeiro. Mistrzowie świata także w Brazylii obeszli się smakiem, czwarty raz z rzędu kończąc rywalizację na ćwierćfinale. 

 

Reprezentacja Polski to praktycznie jedyna drużyna na świecie, która na igrzyskach olimpijskich występuje ostatnio regularnie. jest też jedynym polskim reprezentantem sportów drużynowych, którego występu na największej imprezie z reguły możemy być pewni. Koszykarze, piłkarze ręczni, piłkarze czy hokeiści na trawie notują takie występy "od wielkiego dzwonu".       

 

W Polsce w siatkówkę gra się od ponad stu lat. Początkowo amatorsko, a od 1926 roku już w zorganizowanej formie. Właśnie wtedy powstał Polski Związek Gier Sportowych, po II wojnie światowej przekształcony w Polski Związek Koszykówki, Siatkówki i Szczypiorniaka.

 

Tuż pod koniec lat czterdziestych Polacy zadebiutowali na mistrzostwach świata. Od razu zwycięstwem. 10 września 1949 roku na turnieju w Pradze drużyna prowadzona przez trenera Zygmunta Krausa wygrała 3:0 z Holandią. Ostatecznie zajęła w tych zawodach piąte miejsce. 

 

Na debiut  na igrzyskach olimpijskich polskim siatkarzom przyszło czekać dużo dłużej, nastąpił on dopiero w Meksyku w 1968 roku. 13 października zespół Tadeusza Szlagora uległ Japonii 0:3. Było to małe rozczarowanie, Polacy byli wtedy brązowymi medalista,i mistrzostw Europy. Trzy dni później zrehabilitowali się za porażkę, wygrywając 3:1 z gospodarzami igrzysk. Kolejne mecze to zwycięstwo 3:0 z Belgią i porażka 0:3 z ZSRR. Później przyszła niesamowita seria. Nasza reprezentacja wygrała kolejno w spotkaniach ze Stanami Zjednoczonymi (3:0), Brazylią (3:0), Bułgarią (3:0) i Czechosłowacją (3:1). W starciu o o czwarte miejsce uległa jednak reprezentacji NRD 0:3 i zajęła piąte miejsce w stawce 10 drużyn.   

 

Kwalifikacje olimpijska na kolejne igrzyska Polacy wywalczyli podczas turnieju w Montpellier. Nie zagrał tam Hubert Wagner, który postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem ekipy Szlagora nad reprezentacją Stanów Zjednoczonych 3:2, kolejne wygranymi bez straty seta nad Urugwajem, Holandią, Rumunią i Francją. Apetyty kibiców i samych siatkarzy znów zostały rozbudzone.

 

Turniej olimpijski, który zaczynał się dwa tygodnie po kwalifikacjach, był jednak rozczarowaniem. Trzeba jednak przyznać, że Polacy stanęli przed bardzo trudnym wyzwaniem, w grupie grali bowiem z medalistami poprzednich igrzysk ZSRR i Czechosłowacją, wicemistrzami świata Bułgarią. Nieco łatwiejszymi rywalami byli Korea Południowa i Tunezja. Udało się wygrać tylko z zespołem z Afryki, Polska zajęła piąte miejsce w grupie, a w turnieju olimpijskim dziewiąte. W ostatnim meczu pokonała 3:0 Kubę.

 

Po tym niepowodzeniu przyszedł czas na zamiany, ale zmienił się praktycznie tylko selekcjoner. Nastała...

 

Era Huberta Jerzego Wagnera

 

Wagner powoływał większość zawodników grających u Szlagora. Z występów w reprezentacji zrezygnowali Zdzisław Ambroziak, Stanisław Iwaniak i Alojzy Świderek, nowym graczem był jedynie Tomasz Wójtowicz. "Kat" nie ukrywał, że interesują go najwyższe cele, śmiało mówił o zwycięstwach w największych imprezach świata. A jego siatkarze słowa przekuwali w czyn. Już w 1974 roku, czyli drugim roku pracy Wagnera, zostali mistrzami świata. Wtedy oznaczało to, że zdobyli kwalifikacje olimpijską. Rok później Polacy zostali wicemistrzami Europy i w 1976 roku w glorii chwały polecieli na igrzyska do Montrealu. Oczywiście po złoto, jak zapewniał selekcjoner.  

 

W zespole trochę się zmieniło. Stanisław Gościniak nie pogodził się z rolą drugiego rozgrywającego i nie poleciał do Kanady. Podobnie Wiesław Czaja, który został zdyskwalifikowany na dwa lata, bo godził się na transfer z AZS-u Częstochowa do Hutniku Kraków. Na igrzyska polecieli Bronisław Bebel, Ryszard Bosek, Wiesław Gawłowski, Marek Karbarz, Zbigniew Lubiejewski, Lech Łasko, Mirosław Rybaczewski, Włodzimierz Sadalski, Edward Skorek, Włodzimierz Stefański, Tomasz Wójtowicz i Zbigniew Zarzycki.

 

W turnieju w Montrealu rywalizowało 10 reprezentacji. Polska znalazła się w grupie z Czechosłowacją, Kanadą, Koreą Południową i Kubą. Zaczęło się źle. Dwa pierwsze sety meczu z Azjatami Polacy przegrali. Od kolejnego rozpoczęli zwycięski marsz. Ostatecznie pokonali Koreańczyków 3:2, później wygrali z gospodarzami 3:0. Spotkanie z Kubą  miało taki sam przebieg, jak pierwsza olimpijska potyczka, przegrane dwa sety i zwycięska pogoń za rywalami. Decydujący set trwał 47 minut i zakończył się wynikiem 20:18. Niepokonani Polacy musieli jeszcze pokonać Czechosłowację, mieli bowiem gorszy stosunek setów niż nasi południowi sąsiedzi oraz Kubańczycy. Ekipa Wagnera zaczęła nerwowo i przegrała pierwszą partię, trzy kolejne jednak wygrała i awansowała do półfinału.  

 

Na drodze do finału stanęła broniąca złotego medalu Japonia. Zacięty bój Polacy wygrali w pięciu setach. 31 lipca czekał ich mecz o tytuł mistrzów olimpijskich, rywalem była drużyna Związku Radzieckiego. Ta drużyna budziła respekt. Podczas przygotowań do igrzysk nasza reprezentacja przegrała towarzyskie mecze z drugą ekipą ZSRR oraz z pierwszym zespołem z tego kraju. W turnieju olimpijskim Rosjanie nie przegrali ani jednego seta!

 

W finale Wagner postawił na szóstkę: Gawłowski, Skorek, Wójtowicz, Rybaczewski, Stefański i Boseka. Po porażce w pierwszym secie Rybaczewskiego zmienił Karbarz. Polacy wygrali drugą partię, ale w trzeciej znów ulegli. W czwartym secie ekipa ZSRR miała dwie piłki meczowe, ale skończyło się on zwycięstwem Polski 19:17. Końcówka meczu w wykonaniu Biało-Czerwonych była piorunująca. Od stanu 7:7 nie pozwolili rywalom na zdobycie ani jednego punktu. Złoty medal olimpijski wywalczyła drużyna Huberta Jerzego Wagnera.

 

 

 

Lata posuchy

 

Po wielkich sukcesach, zdobyciu trzech medali imprez mistrzowskich, Wagner zrezygnował z prowadzenia reprezentacji. Selekcjonerem został asystent "Kata" Jerzy Welcz. W 1977 roku Polacy zostali wicemistrzami Europy, ale kolejny wielki turniej przyniósł równie wielkie rozczarowanie. Na mistrzostwach świata we Włoszech Polacy bronili tytułu i zawody zaczęli zgodnie z planem. Po 3:1 pokonali Finlandię i Wenezuelę, a w spotkaniu z Meksykiem nie stracili seta. W drugiej fazie wygrali 3:2 z Japonią, 3:1 z Czechosłowacją i... wszystko zaczęło się sypać. Po porażce 1:3 z Koreą Płd. awans do półfinału mocno się oddalił, by się w nim znaleźć, nasza reprezentacja musiał wygrać z Kubą. Jednak to rywale zwyciężyli 3:0, stało się jasne, że tym razem medalu nie będzie. Z siatkarzy jakby zeszło powietrze. W meczach o miejsca 5-8 Polska przegrała z Brazylią 0:3 i  z Chinami 2:3. Ostatecznie obrońcy tytułu zajęli ósme miejsce. Trener Welcz podał się do dymisji, a jego miejsce zajął dotychczasowy asystent Aleksander Skiba.  

 

Pod wodzą nowego selekcjonera Polacy dwukrotnie zostali wicemistrzami Europy. Srebrne medale przywieźli z Francji w 1979 roku i z Bułgarii dwa lata później. Jednak na igrzyskach olimpijskich Moskwa 1980 zostali z... niczym. Obrońcy tytułu zajęli bowiem 4. miejsce. A zaczęło się bardzo dobrze. Polacy wygrali 3: 1 z Jugosławią, 3:1 z Rumunią i 3:0 z Libią. Choć przegrali 2:3 z Brazylią, to do półfinału awansowali z pierwszego miejsca w grupie. Tam czekała Bułgaria, z którą reprezentacja Skiby stoczyła wyrównany bój, przegrany jednak 0:3. Być może to podcięło Polakom skrzydła, w meczu o brąz ulegli 1:3 Rumunii, z którą wcześniej wygrali mecz grupowy. Jak się okazało, dla polskiej siatkówki zaczynał się właśnie trudny okres.

 

Reprezentacji Polski zabrakło na trzech kolejnych turniejach olimpijskich. W Los Angeles wystartować nie mogła, choć się zakwalifikowała. Igrzyska 1984 roku zbojkotowały jednak wszystkie kraje komunistyczne. Drużyna prowadzona ponownie przez Wagnera zdołała wywalczyć kolejny srebrny medal mistrzostw Europy. Na igrzyska w Seulu w 1988 r. i Barcelonie w 1992 r. nie udało się zakwalifikować. Polską drużynę prowadzili w tym czasie Stanisław Gościniak, Leszek Milewski, Edward Skorek, Zbigniew Zarzycki, Ryszard Kruk i Wiktor Krebok.

 

Temu ostatniemu udało się przełamać złą passę, w 1998 roku wprowadził drużynę do igrzysk w Atlancie, ale tam zajęła ona miejsca 11-12. W meczach grupowych Polacy wygrali tylko jednego seta, z Argentyną. Wcześniej przegrali z USA, Kubą, Brazylią i Bułgarią.

 

Po tym niepowodzeniu kadrę ponownie objął Wagner, a w styczniu 1998 roku jego obowiązki przejął Ireneusz Mazur. W składzie doszło do rewolucyjnych zmian, trener stawiał bowiem na młodych siatkarzy, z którymi wcześniej zdobywał medale mistrzostw Europy i mistrzostw świata juniorów. 17 miejsce (najgorsze w historii) na mistrzostwach świata w 1998 roku nie wróżyło niczego dobrego. Turniej kwalifikacyjny do igrzysk Sydney 2000 zakończył się niepowodzeniem. W Katowicach Polacy wygrali po 3:1 z Łotwą, Czechami i Holandią, w międzyczasie ulegając 1:3 Bułgarii. W decydującym spotkaniu ulegli 1:3 Jugosławii i obeszli się smakiem. Marnym pocieszeniem może być fakt, że ostatni rywale wrócili z Australii ze srebrnym medalem.

 

W kolejnych latach reprezentacją Polski rządzili Ryszard Bosek i Waldemar Wspaniały, Pierwszego zwolniono, drugi zrezygnował sam. W 2003 roku kadrę przejął Stanisław Gościniak.

 

 

Walka o wyjazd na igrzyska w Atenach była długa. W styczniu 2004 roku Polacy grali w turnieju kontynentalnym w Lipsku. Pokonali Niemców 3:2, ale Rosjanie i Bułgarzy szybko sprowadzili na ziemię ekipę Gościniaka, pokonując ją po 3:0. W turnieju interkontynentalnym w Porto Polacy bez straty seta zwyciężyli Wenezuelę i Kazachstan, gospodarzy ograli 3:2 i zapewnił sobie wyjazd do Grecji.

Do Aten polecieli: Michał Bąkiewicz, Piotr Gabrych, Arkadiusz Gołaś, Piotr Gruszka, Krzysztof Ignaczak, Łukasz Kadziewicz, Dawid Murek, Radosław Rybak, Andrzej Stelmach, Robert Szczerbaniuk, Sebastian Świderski i Paweł Zagumny. Reprezentacja grała jednak w kratkę. Zaczęła od zwycięstwa 3:0 z Serbią i Czarnogórą, by potem niespodziewanie przegrać 1:3 z Grecją i 0:3 z Francją. W ostatnich meczach fazy grupowej Polacy ograli Tunezję 3:1 i Argentynę 3:2, co wystarczyło do zajęcia czwartego miejsca i awansu do fazy pucharowej. Tam czekała już Brazylia, wtedy rodząca się światowa potęga. Późniejsi złoci medaliści pokonali Polskę 3:0, ale trzeba przyznać, że nie bez wysiłku. Nasza drużyna zajęła piąte miejsce, wraz z Argentyną, Grecją oraz Serbią i Czarnogórą. Wtedy właśnie zaczęła się...

 

Seria przeklętych ćwierćfinałów

 

O ile na igrzyska w Atenach Polacy nie jechali jako czołowy zespół świata, to w 2008 roku na turniej w Pekinie wybrali się już w glorii chwały. 17 stycznia 2005 roku konkurs na stanowisko selekcjonera siatkarskiej reprezentacji Polski wygrał Raul Lozano. pod wodzą Argentyńczyka nasza reprezentacja zaczęła odnosić sukcesy, a w największym było wicemistrzostwo świata wywalczone w Japonii w 2006 roku. 

 

Awans na igrzyska zajął Polakom sporo czasu, walczyli o niego na trzech turniejach. We wstępnej fazie na Węgrzech pokonali Belgię, Danię, Węgry i Finlandię, to pozwoliło grać w europejskich kwalifikacjach w Izmirze. Po pokonaniu Włochów przyszły porażki 2:2 z Hiszpanami i Holendrami. Oznaczało to, że kadra Lozano musi jeszcze powalczyć na turnieju w Espinho. W Porytugalii nie było już na Polaków mocnych. Portoryko, Indie i gospodarzy pokonali nie tracąc seta i awans na igrzyska stał się faktem.

 

W Pekinie Polskę reprezentowali: Krzysztof Gierczyński, Piotr Gruszka, Krzysztof Ignaczak, Łukasz Kadziewicz, Marcin Możdżonek, Daniel Pliński, Sebastian Świderski, Marcin Wika, Michał Winiarski, Mariusz Wlazły, Paweł Woicki i Paweł Zagumny. Początek turnieju olimpijskiego w Chinach był znakomity, nadzieję rozbudziły wygrane 3:0 z Niemcami, 3:0 z Egiptem i 3:1 z Serbią. Później jednak przyszła sroga porażka 0:3 z Brazylią. Wygrany 3:2 bój z Rosjanami dał trzecie miejsce w grupie. W ćwierćfinale czekali Włosi. To był jeden z najbardziej dramatycznych meczów w historii polskiej siatkówki.

 

 

Polacy przegrali dwa pierwsze sety 19:25, 22:25, dwa następne wygrali 25:18 i 28:26. W czwartym obronili piłkę meczową. Tie-break przypominał wojnę, nerwy puszczały nie tylko zawodnikom, także trenerom i sędziom. Po dwóch obronionych przez naszych piłkach meczowych, Włosi wykorzystali trzecią. Tie-break wygrali 17:15 i to oni awansowała do półfinału. A najsilniejsza reprezentacja Polski od czasów Montrealu przepadła w ćwierćfinale.

 

Podobne rozczarowanie przyniósł kolejny turniej olimpijski. Już pod wodzą Włocha Andrei Anastasiego. Wcześniej jednak selekcjonerem był jego rodak Daniel Castellani, który przejął kadrę w styczniu 2009 roku i zdobył z nią mistrzostwo Europy. Został jednak zwolniony po nieudanych mistrzostwach świata 2010, na których Polacy zajęli dopiero 13. miejsce.

 

Anastasi zastąpił go w lutym 2011 roku i... zaczął "mieszać". Jedną z pierwszych decyzji Włocha było odsunięcie od reprezentacji jednego z jej liderów Mariusza Wlazłego. Trener bronił się jednak wynikami. W pierwszym roku jego pracy Polska była trzecia w lidze Światowej i na mistrzostwach Europy, a drugie miejsce w Pucharze Świata zapewniło jej start w igrzyskach w Londynie. W 2012 roku wygrała Ligę Światową, ale olimpijski występ zakończyła na... ćwierćfinale. Klątwa działała.  

 

Kadra w składzie: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Grzegorz Kosok, Paweł Zagumny, Bartosz Kurek, Jakub Jarosz, Zbigniew Bartman, Michał Kubiak, Michał Ruciak, Łukasz Żygadło, Krzysztof Ignaczak i Marcin Możdżonek była jednym z faworytów do złota. Nikt nawet nie przyjmowali do wiadomości, że ta drużyna może wrócić z Londynu bez olimpijskiego medalu. 

 

Na pierwszy ogień poszli Włosi, który Polacy zrewanżowali się za porażkę w Pekinie, zwyciężając 3:1. Później była porażka 1:3 z Bułgarią i wygrane po 3:0 mecze z Argentyną oraz Wielką Brytanią. Na koniec fazy grupowej zostało spotkanie z Australią, której wydawało sie więcej niż pewne. Pewni już awansu Polacy zlekceważyli rywala i zostali za to ukarani. Porażka 1:3 okazała się brzemienna w skutkach. Nasza drużyna straciła pierwsze miejsce w grupie i w ćwierćfinale trafiła na Rosję, która w Londynie grała siatkówkę "z innej planety". Późniejsi mistrzowie olimpijscy sprawili naszym lanie 25:17, 25:23, 25:20. Polska znów była tylko piąta. 

 

Być może to niepowodzenie pociągnęło za sobą kolejne słabe występy drużyny Anastasiego, która nie poradziła sobie w Lidze Światowej i w mistrzostwach Europy. 24 października 2013 roku Woch został zwolniony ze stanowiska, a zastąpił go Stéphane Antiga, francuski siatkarz, który od kilku lat grał już w polskiej lidze, ale wcześniej nie pracował jako trener.

 

Obowiązki objął w maju 2014 roku, tuż po zakończeniu kariery zawodniczej. Szybko zaczął odnosić sukcesy. Po serii zwycięstw Polacy awansowali na mistrzostwa Europy, a w Lidze Światowej dwukrotnie pokonali Brazylię, także Włochów i rosnący w siłę Iran, czyli zespoły, które później awansowały do turnieju finałowego. W 2014 roku kadra Antigi wywalczyła mistrzostwo świata, wygrywając turniej w Polsce. To stawiało naszą drużynę w ścisłym gronie kandydatów do zwycięstwa na turnieju olimpijskim w Rio de Janeiro. 

 

Jednak już sama walka o wyjazd na brazylijskie igrzyska była droga przez mękę. W styczniu 2016 roku Polacy zajęli zaledwie trzecie miejsce w europejskim turnieju kwalifikacyjnym, dające prawo występu w ostatniej rundzie eliminacji. Tam się udało, ale na igrzyskach znów zadziałała klątwa ćwierćfinału.

 

Do Rio polecieli: Piotr Nowakowski, Dawid Konarski, Bartosz Kurek, Karol Kłos, Fabian Drzyzga, Grzegorz Łomacz, Michał Kubiak, Paweł Zatorski, Mateusz  Mika, Rafał Buszek, Bartosz Bednorz i Mateusz Bieniek. 

 

 

 

I znów się nie udało, po raz czwarty z rzędu reprezentacji Polski nie zdołała wygrać ćwierćfinału igrzysk olimpijskich. A wcześniej szło bardzo dobrze. W Rio de Janeiro nasz zespół wygrał grupowe mecze z Egiptem, Argentyną i Kubą po 3:0, z Iranem 3:2, a uległ jedynie  Rosji 2:3. To dało Polakom drugie miejsce i awans do czołowej ósemki.

 

W walce o wymarzony półfinał mistrzowie świata musieli zmierzyć się z zawsze niewygodną dla nich reprezentacją USA. Amerykanie wygrali pięć z siedmiu poprzednich spotkań z Polakami, między innymi to na mistrzostwach w Polsce. Niestety, w Rio de Janeiro dołożyli kolejne zwycięstwo. Tym razem 25:23, 25:22, 25:20. Nasze reprezentacja znów zajęła piąte miejsce, które podzieliła z Argentyną, Kanadą i Iranem.

 

20 grudnia 2016 Francuza na stanowisku selekcjonera zastąpił Ferdinando de Giorgi. To był słaby okres reprezentacji Polski, która zajęła ósme miejsce w Lidze Światowej i dziesiąte na Mistrzostwach Europy. Dokładnie dziewięć miesięcy po zatrudnieniu Włocha, federacja go zwolniła. 

 
7 lutego 2018 roku zdecydowano, że nowym selekcjonerem reprezentacji Polski zostanie Belg Vital Heynen. Z nowym trenerem reprezentacja dwukrotnie awansowała do turnieju finałowego Ligi Narodów, 30 września 2018 roku obroniła mistrzostwo świata, a w ostatni weekend w pięknym stylu awansowała do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Czy w Tokio pod wodzą Midasa polskiej siatkówki nasza narodowa drużyna przełamie klątwę ćwierćfinału? Na odpowiedź na to pytanie musimy poczekać niespełna rok. Jak zawsze z wielka nadzieją i wiarą w reprezentację, która wydaje się być dużo silniejszą od tych, które od 2004 roku nie mogły przebić się do olimpijskiego półfinału.