Kostecki, 1 sierpnia miał zeznawać w Warszawie jako świadek w sprawie o rozbój. Dlatego został przewieziony z Rzeszowa, gdzie odbywał pięcioletni wyrok i osadzony w areszcie na Białołęce. Z informacji, do których dotarła Rzeczpospolita wynika, że rozprawa ta nie doszła do skutku gdyż nie stawił się na niej obrońca oskarżonego. Stąd to dwutygodniowe przesunięcie, kolejną wyznaczoną na 14 sierpnia.

 

Ale dzień później, 2 sierpnia Kostecki już nie żył. Miał się powiesić na pętli z prześcieradła, leżąc w celi w łóżku pod kocem, w obecności współwięźniów, którzy niczego nie słyszeli ani nie widzieli. Zlecona przez prokuraturę sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich i miała potwierdzić, że Kostecki popełnił samobójstwo. W oświadczeniu opublikowanym 8 sierpnia przez rzeczniczkę prasową Dyrektora Generalnego Służby Więziennej przypomniano że w przeszłości już raz próbował targnąć się na swoje życie.

 

W poniedziałek „Gazeta Wyborcza” napisała, że dotarła do służbowej notatki jednego z dwóch prokuratorów wysłanych na miejsce zdarzenia, w której ma wątpliwości, czy to było samobójstwo. W notatce tej prokurator Wojciech Kapuściński wspomina o dwóch maleńkich śladach na szyi Kosteckiego, które odkrył obecny tam medyk sądowy. Zdaniem prokuratora przypominały one ślady powstałe w wyniku wkłucia igły. Co więcej prokurator ten podejrzewał, że Kostecki mógł zostać wcześniej odurzony, więc w swojej notatce napisał o „możliwym zbrodniczym charakterze śmierci”.

 

W protokole z sekcji zwłok nikt jednak, jak pisze „Wyborcza” nie wyjaśnia skąd się wzięły te dwa ślady. Jest tylko opinia, że „nie stwierdzono zmian urazowych wskazujących na stoczoną przed śmiercią walkę bądź aktywną obronę”. Tylko gdyby faktycznie te ślady o których wspomina prokurator miały związek z tym, co wydarzyło się w celi na Białołęce, to o walce czy obronie nie mogło być mowy. „Wyborcza” przy okazji przypomina rolę jaką Kostecki odegrał w tzw. ”aferze podkarpackiej”. I z tym wiąże też to co wydarzyło się 2 sierpnia.

 

Na razie każdy kolejny dzień przynosi nowe informacje w sprawie śmierci Dawida Kosteckiego i towarzyszącym jej okolicznościom. W miniony piątek mecenas Roman Giertych złożył wniosek o ponowną sekcję zwłok i zmianę kwalifikacji prawnej domagając się, by zbadano czy nie doszło do zabójstwa byłego boksera.

 

Stawiane są pytania, dlaczego nie wrócił do Rzeszowa, tylko został w warszawskim areszcie, czy zasadne było przewożenie go do Warszawy już na pierwszą rozprawę. Jak informuje bowiem „Rz” zeznania „Cygana” miały dotyczyć starej sprawy z lat 2007-2008, w której jego rola nie była jednoznacznie określona. Nie wiadomo nawet czy był jej naocznym świadkiem.

 

Ale to tylko jedna z wielu wątpliwości, które podnoszą pełnomocnicy rodziny Kosteckiego, adwokaci Roman Giertych i Jacek Dubois. Ich zdaniem śledztwo prowadzone jest niedbale i nie zastosowano się w nim do zaleceń tego prokuratora, który był 2 sierpnia na miejscu zdarzenia i miał wątpliwości czy to jest samobójstwo.

 

Tyle że odpowiedź prokuratury jest szybka i stanowcza, doniesienia ”Gazety Wyborczej” uznaje za nieprawdziwe. Sekcja zwłok nie pozostawia wątpliwości: Kostecki popełnił samobójstwo, a te dwa ślady na szyi to zadawnione strupy, które nie mają z nim żadnego związku. A śledztwo, wbrew doniesieniom medialnym jest prowadzone rzetelnie – odpowiada prokuratura.

 

Kostecki był bardzo zdolnym pięściarzem. Wygrał 39 walk (25 przed czasem), przegrał tylko dwie. Gdyby nie zawirowania w jego życiu poza ringiem zapewne osiągnąłby znacznie więcej. Siedem lat temu miał walczyć w Łodzi z legendarnym Royem Jonesem Jr. Marzył o tym pojedynku, wierzył że pokona byłego mistrza świata czterech kategorii.

 

Do walki z Jonesem Jr nie doszło. Kostecki został zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego 10 dni wcześniej przy budynku Polsatu, gdzie miał uczestniczyć w programie dotyczącym jego pojedynku z Amerykaninem. Ostatecznie w Atlas Arenie zastąpił go Paweł Głażewski, nie powiodła się też próba uzyskania przepustki z więzienia dla Kosteckiego tylko na samą walkę.

 

Na ringu pojawi się po raz ostatni dwa lata później. Na Polsat Boxing Night w Krakowie „Cygan” Kostecki przegrał sensacyjnie (tak to odebrano) z Andrzejem Sołdrą. Kilka miesięcy po tej porażce okazało się że walczył na dopingu, ukarano go dwuletnią dyskwalifikacją.

 

W czerwcu 2016 roku znów zatrzymany, tym razem w Lublinie, przez CBŚ wylądował za kratkami na kolejne pięć lat. I nie był to koniec prawnych problemów „Cygana”. Ciemne sprawy z przeszłości ciągnęły się za nim nadal. A on sam miał w tej walce coraz mniej sił. Trudno tylko uwierzyć, że poddał się bez walki.