Do czasu  gdy Fidel Castro w 1962 roku zakazał zawodowego boksu na Kubie, miał się on tam całkiem dobrze, o czym świadczą walki takich mistrzów jak Florentino Fernandez, Benny Kid Paret, Sugar Ramos (po rewolucji na Kubie przeniósł się do Meksyku), Jose Napoles (podobnie), Kid Chocolate czy Kid Gavilan.

 

Później jedyną szansą była już tylko ucieczka z „Gorącej Wyspy”. Pierwszym mistrzem olimpijskim, który się na nią zdecydował był Joel Casamayor, złoty medalista kategorii koguciej igrzysk w  Barcelonie (1992). A uciekł dopiero cztery lata później, opuścił zgrupowanie kadry przygotowującej się do igrzysk w Atlancie. Casamayor to dobry przykład, bo jemu się powiodło. Był pierwszym amatorskim mistrzem z Kuby, który zdobył zawodowe mistrzostwo świata.

 

Guillermo Rigondeaux jest drugim wybitnym amatorem, któremu się udało. Dwukrotny mistrz olimpijski (Sydney -2000 i Ateny – 2004), dwukrotny mistrz świata, uciekał z Kuby kilka razy. Wreszcie dopiął swego. Pierwszy mistrzowski zawodowy pas wywalczył w styczniu 2012 roku, ale wielkiego sukcesu finansowego nie osiągnął. Zawodowym czempionem został też Yuriorkis Gamboa, mistrz olimpijski z Aten (2004) w wadze muszej, ale chyba liczył na więcej. Wciąż walczy, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

 

Z innymi mistrzami olimpijskimi bywało różnie. Odlanier Solis, złoty medalista z Aten w wadze do 91 kg kompletnie zawiódł, Yan Barthelemy, który w Atenach wygrał wagę papierową też nie wszedł na szczyt zawodowego boksu, ale za to jego młodszy brat Rances został mistrzem świata.

 

Tacy jak Erislandy Lara, czy Juan Carlos Gomez dopięli swego. Ten pierwszy, były mistrz świata amatorów zdobył również zawodowy pas. Gomez, mistrz świata juniorów, po ucieczce z Kuby długo mieszkał w Niemczech, gdzie z Fritzem Sdunkiem w narożniku zdołał sięgnąć po zawodowy tytuł w wadze junior ciężkiej. Ostatnio w tej kategorii znakomicie radzi sobie Yunier Dorticos, dziś mieszkaniec Miami, mistrz świata i finalista turnieju WBSS (World Boxing Super Series).

 

Od 1960 roku na igrzyskach olimpijskich Kubańczycy zdobyli 67 medali, w tym 34 złote, 19 srebrnych i 14 brązowych. Rekordzistami są nieżyjący już Teofilo Stevenson i Felix Savon, którzy na najwyższym stopniu olimpijskiego podium stawali trzykrotnie. Stevenson wygrywał rywalizację w najcięższej kategorii na igrzyskach w Monachium (1972), Montrealu (1976) i Moskwie (1980), a Savon w wadze do 91 kg, w Barcelonie (1992), Atlancie (1996) i Sydney (2000). Gdyby nie bojkot przez Kubę igrzysk olimpijskich w Los Angeles (1984) i Seulu (1988), obaj mieliby zapewne na swoim koncie po cztery złote krążki.

 

W mistrzostwach świata, które rozgrywane są dopiero od roku 1974, Kuba nie ma sobie równych, o czym najlepiej świadczy 135 medali, w tym 76 złotych, 34 srebrne i 25 brązowych. Rekordzistą jest Felix Savon, sześciokrotny mistrz świata. Mógł mieć siedem złotych medali, ale w 1999 roku nie przystąpił do finałowej walki w Houston, gdyż ekipa kubańska wycofała się na znak protestu z mistrzostw w drugim dniu finałów z powodu nieuczciwego ich zdaniem sędziowania.

 

Czy Stevenson i Savon byli kandydatami na zawodowych mistrzów? Trudno powiedzieć. Stevensonowi oferowano miliony dolarów za walkę z Muhammadem Alim, ale jak twierdził miłość Kubańczyków jest ważniejsza.

 

Felix Savon też był kuszony, ale podobnie jak Stevenson odmówił, choć już wtedy niektórzy jego koledzy decydowali się na ucieczkę z „Gorącej Wyspy”. Ale on był największą gwiazdą kubańskiego boksu, trzykrotnym mistrzem olimpijskim i sześciokrotnym mistrzem świata, a tacy nie uciekają. Tym bardziej dotyczy to Stevensona, w latach kiedy wygrywał ucieczka z Kuby nie mieściła się w głowie takim jak on. Mieli tam wszystko.

 

Myślę, że Stevenson był stworzony do zawodowego boksu, choć lepsze warunki fizyczne miał Savon. Obaj w amatorskich czasach byli nokautowani, miewali słabsze występy na dużych imprezach, ale w obliczu tych najważniejszych prób raczej nie zawodzili.

 

Polscy pięściarze niezbyt miło wspominają walki z nimi. Ludwik Denderys, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw Europy mówił mi kiedyś, że ciosy Stevensona będzie pamiętał do końca życia. – Kopał jak koń! – wspominał. Podobne zdanie ma Grzegorz Skrzecz, brązowy medalista MŚ i ME, który przegrał ze Stevensonem na igrzyskach w Moskwie (na zdjęciu ich walka).

 

Z Savonem było podobnie. Byłem w Bukareszcie (1985), gdy 18-letni wtedy Kubańczyk wygrywał w finale mistrzostw świata juniorów  z Andrzejem Gołotą. Trener Czesław Ptak poddał o rok młodszego zawodnika warszawskiej Legii w drugiej rundzie. Później Gołota był gwiazdą zawodowych ringów, a Savon kolekcjonował sukcesy na ringach amatorskich. Szkoda, bo rewanż w zawodowej scenerii mógłby być bardzo ciekawy.

 

Nie wiem jednak czy Savon w najcięższej kategorii byłby równie mocny jak w wadze do 91 kg. Miał potężne uderzenie, ale słabą obronę i niezbyt twardą szczękę. Na Kubie dwa razy znokautował go Odlanier Solis, którego uważano za jego następcę. Solis wygrał igrzyska w Atenach (2004), trzykrotnie zdobywał tytuł mistrza świata (raz w wadze superciężkiej) ale po ucieczce z Kuby wielkiej, zawodowej kariery nie zrobił. Z tych którzy wybrali zawodowy boks (zakazany w ich ojczyźnie) pozostał jedną z największych, niespełnionych nadziei. Jego problemem była nadwaga i lenistwo. Z tego Solisa, który wygrywał w kategorii 91 kg pozostały tylko wspomnienia.

 

Być może podobnie byłoby z Savonem, choć zawsze miałby atut w postaci nokautującego ciosu.  Ale z Mikiem Tysonem, Riddickiem Bowe czy Lennoxem Lewisem  raczej by nie wygrał.  A Stevenson z Alim? Miałby większe szanse, był lepszym bokserem od Savona, a cios miał równie mocny, jeśli nie mocniejszy.

 

Dziś mistrzem amatorskiego boksu jest bratanek Felixa Savona, Erislandy Savon. Złoty medal MŚ zdobył w Hamburgu, dwa lata temu, w tej samej wadze co słynny Felix, do 91 kg. Wcześniej walczył w superciężkiej, i niewiele brakowało by na igrzyskach w Londynie (2012) już w pierwszej walce wyeliminował z turnieju późniejszego złotego medalistę Anthony’ego Joshuę. Był minimalnie lepszy, ale sędziowie pomogli faworytowi gospodarzy. Ciekawy jestem, czy Erislandy Savon po przyszłorocznych igrzyskach w Tokio opuści Kubę, tak jak zrobił to dwukrotny złoty medalista olimpijski Robeisy Ramirez.

 

W lipcu ubiegłego roku Ramirez odłączył się od kubańskiej ekipy podczas zgrupowania w Meksyku, w maju tego roku podpisał kontrakt z Top Rank i Bobem Arumem, i dość szybko doczekał się zawodowego debiutu. Niestety debiutu przegranego, co było sporym zaskoczeniem. Ramirez był bokserskim diamentem, ale w nowym otoczeniu w niczym nie przypomina tamtego artysty pięści. Czyżby miał dołączyć do grona tych swoich kolegów, którzy nie odnaleźli się na zawodowych ringach?  Bardzo prawdopodobne, że tak właśnie będzie.