Obie tenisistki awansowały do drugiej rundy po pokonaniu wyżej rozstawionych rywalek. Polka wygrała z 25. na świecie Francuzką Caroline Garcią, Estonka z 13. w rankingu Niemką Andżeliką Kerber. Obie sprawiły więc niespodzianki, a faworytki ich pierwszego na zawodowych kortach spotkania raczej nie było.


Świątek doskonale zaczęła to spotkanie, bo od przełamania serwisu rywalki. Gema wygrała do 15, zaskakiwała Estonkę mocnymi returnami, na które ta nie znajdowała odpowiedzi. Znalazła za to sposób na podanie Polki, to także był mocny i celny return. Drugi gem zakończył się podwójnym błędem serwisowym i było 1:1. Świątek grała efektownie i w kolejnym gemie osiągnęła przewagę, ale wyżej notowana rywalka opanowała sytuację i jako pierwsza wygrała swoje podanie.

 

Później warszawianka musiała się bronić przed kolejnym przełamaniem i robiła to w spektakularny sposób. Publiczność oklaskiwała kapitalna defensywę oraz akcje przy siatce. Świątek obroniła dwa breakpointy, kończąc gema dobrymi serwisami. Po kilku minutach sytuacja się powtórzyła, jednak tym razem gra na przewagi toczyła się przy serwisie Estonki. W decydującym momencie Świątek dwa razy posłała piłkę tuż za linię końcową i gem padł łupem Kontaveit.

 

Niepokojące było to, że Polka miała problemy przy swoim podaniu. Tak było też w szóstym gemie, w którym nasza zawodniczka musiała gonić wynik. Opanowała jednak nerwy, trafiła pierwszym serwisem i doprowadziła do remisu. Po przełamaniach na początku seta panie zaczęły wygrywać swoje gemy serwisowe, obie znalazły bowiem sposób na returny rywalki. Dużo łatwiej przychodziło to jednak Estonce, Świątek praktycznie za każdym razem broniła się przed przełamaniem.

 

Inaczej było w gemie dziesiątym, gdy Polka prowadziła już 40:0. To Kontaveit rzuciła się wtedy do desperackiego ataku, ale trzeba przyznać, że warszawianka ułatwiła jej to zadanie. Nie trafiała bowiem pierwszym podaniem, drugie było asekuracyjne i łatwe do skontrowania. Estonka wygrała pięć kolejnych piłek i całego seta 6:4. Po niespełna 46 minutach gry stojącej na wysokim poziomie.

 

Piękna, bardzo długa i zacięta walka rozpoczęła drugi set tego pojedynku. Po kilku równowagach Świątek trzy razy miała okazję na przełamanie podania rywalki i trzecią wykorzystała. Znów zadziałał kapitalny return. Po chwili kibice mieli powtórkę z rozrywki. Polka prowadziła 40:0, ale nie potrafił postawić kropki nad i. Estonka wygrała kolejne akcje i tak jak w pierwszym secie, na początku drugiego mieliśmy dwa przełamania. I ponownie zaczęły się problemy warszawianki z pierwszym serwisem.

 

Coraz częściej na twarzy Polki pojawiał się grymas bólu, a na jej brzuchu widoczny był opatrunek. Być może dawały o sobie znać znakomite, ale długie i wyczerpujące mecze, rozegrane w poprzednim tygodniu w Toronto i na początku obecnego w Cincinnati. Musiały kosztować bardzo dużo sił. Świątek jednak walczyła. Była blisko przełamania rywalki w trzecim gemie, Estonka uratowała się jednak, kończąc asem serwisowym. Polka wygrała kolejnego przy swoim podaniu i... drugi raz w tej partii przełamała podanie Kontaveit wygrywając do zera.

 

Świątek wyraźnie złapała oddech. Świetnie returnowała, uderzenia kończące trafiały w kort i nareszcie poszła za ciosem. Wygrała swoje podanie i pierwszy raz w tym meczu miała przewagę dwóch gemów. Estonka poczuła, że set wymyka się z jej rąk, gdy w kolejnym gemie przegrywała już 15:40. W trudnym dla siebie momencie zagrała znakomicie, mocno i celnie serwowała, nie pozwoliła Polce na kolejne przełamanie. Później panie wygrały swoje podania, z większym trudem przyszło to naszej reprezentantce. W dziesiątym gemie Świątek serwowała, by doprowadzić do trzeciego seta. Zaczęły się jednak nerwy. Podwójny błąd serwisowy, kłopoty z umieszczeniem piłki w korcie, wpakowanie piłki w siatkę na koniec akcji, która wydawała się być wygraną. To sprawiło, że Świątek została przełamana i zrobiło się 5:5.

 

Warszawianka miała okazje do odrobienia tej straty. Prowadziła 40:15 przy podaniu Kontaveit, po raz kolejny Estonka okazała się mistrzynią ucieczki z potrzasku. A Polce brakowało dokładności i celności. Stało się jasne, że jeżeli Świątek ma jeszcze zostać w tym meczu, musi wygrać swoje podanie. Zrobiła to i to pięknym stylu. Znów dobrze serwowała, popisała się świetnym skrótem, wyszła na prowadzenie 40:0 i tym razem nie pozwoliła sobie na zniweczenie tego dorobku. O losach seta decydował tie-break.

 

W decydującym momencie Kontaveit zagrała po profesorsku. Dało o sobie znać jej duże doświadczenie. Mimo dobrej gry Polce w najważniejszych momentach zabrakło zimnej głowy i dokładności. Świątek zmarnowała dużo doskonałych sytuacji, w tie breaku od stanu 2:2 zaczęła popełniać błąd za błędem i nie wygrała już żadnej piłki. Mecz z taką rywalką na pewno da cenny materiał do analizy i pracy nad słabościami obnażonymi przez Estonkę.   

 

Wynik meczu 2. rundy gry pojedynczej:

 

Iga Świątek (Polska) - Anett Kontaveit (Estonia) 4:6, 6:7(2-7) 

 

WYNIKI, TERMINARZ I DRABINKA TURNIEJU WTA W CINCINNATI