24-letni dziś Emanuel „Kowboj” Navarrete (27-1, 23 KO), pierwszy zawodowy pojedynek stoczył zaledwie miesiąc po swych 17 urodzinach. Nie był jednak nowicjuszem, miał przecież za sobą 115 walk amatorskich, z których 108 wygrał i tylko siedem przegrał. Dość wysoki (170 cm) jak na tę kategorię, z imponującym zasięgiem ramion (183 cm) długo był jednak w cieniu prawdziwych gwiazd i prawdę mówiąc niewielu ekspertów wróżyło mu wielką karierę.

 

Wygrywał wprawdzie kolejne walki, ale trafiła się też porażka z Danielem Arquetą w 2012 roku, w finale turnieju „O Złoty Pas” w Polanco. Historia tej porażki jest o tyle ciekawa, że Navarrete przegrał wprawdzie nieznacznie, na punkty, ale wygrał cały turniej dla młodych zawodowców, gdyż rywal nie stawił się wcześniej na oficjalnym ważeniu. Pozwolono mu wprawdzie walczyć, ale w tej sytuacji był pozbawiony szans na ostateczny sukces.

 

Przegrana z Arquetą jak na razie jest jedyną w zawodowej karierze „Vaquero” (Kowboja) Navarrete. A obie wygrane z Dogboe jeszcze jednym przykładem, że nikogo nie można skreślać w zawodowym boksie przed pierwszym gongiem. Zdecydowanym faworytem ich pierwszej walki w nowojorskiej Madison Square Garden, w grudniu ubiegłego roku, był przecież niepokonany Dogboe, który wcześniej znokautował niepokonanego Jessiego Magdaleno odbierając mu pas WBO.

 

Inna sprawa, że Dogboe, choć wiele zmienił w przygotowaniach do drugiej walki z Navarrete w Tuscon, to podobnie jak w pierwszej nie miał wiele do powiedzenia. Tyle że pierwszą przegrał na punkty, a rewanż przed czasem, w 12 rundzie. A Navarrete uwierzył, że pas mistrzowski, który zdobył  może z nim zostać na dłużej. Ma wokół siebie sprawdzony sztab oddanych mu ludzi, oraz solidnych sparingpartnerów. Przed walkami z Dogboe pomagali mu Martin Jimenez, Miguel Angel Bautista oraz Martin Navarrete, jego brat.

 

Teraz jednym z jego sparingpartnerów podczas przygotowań w Tijuanie był Rafael „Big Bang” Rivera (27-3-2, 18 KO), który na gali w LA zmierzy się z byłym mistrzem świata Jessie Magdaleno (26-1, 18 KO), teraz już w wadze piórkowej, i to może być równie ciekawy pojedynek. 

 

Ale wracając jeszcze do głównego bohatera tej gali. „Kowboj” boks ma we krwi. Wujek Pedro Navarrete Sr z dwójką synów Pedro Navarrete Jr i Johnnym Navarrete  też wiedzą na czym ten sport polega. Wujek, który jest jego menedżerem swoją karierę zakończył dopiero trzy lata temu z bilansem" 30 zwycięstw, 22 porażki i 3 remisy. Ostatnią, przegraną walkę stoczył w Liverpoolu z Anglikiem Stephenem Smithem Jr .

Pierwszą miłością aktualnego mistrza świata była jednak piłka nożna, ale gdy po raz pierwszy, mając 8 lat zajrzał na bokserską salę, szybko zmienił zainteresowania.

 

W życiu miał ciężkie chwile, by związać koniec z końcem pracował jako kamieniarz, ale nie trwało to długo. Dziś jest szczęśliwym człowiekiem, ma żonę Dianę Jimenz i syna Emanuela Navarrete - Jimeneza, ale wie też, że nic nie jest dane na zawsze.

 

Dlatego do kolejnej, drugiej już walki w obronie pasa WBO przygotował się bardzo solidnie. Jego rówieśnik, Francisco De Vaca (20-0, 6 KO), urodzony w Meksyku mieszkaniec Phoenix (Arizona) ma spore umiejętności, wzrost ten sam (170 cm) co Navarrete, ale zasięg (166 cm)  prawie 20 cm mniejszy. I to może być jego problem, bo Navarrete ze swojego (183 cm) potrafi umiejętnie korzystać. Tym bardziej, że De Vaca nie będzie miał czym go postraszyć, bo nie bije zbyt mocno. Ale to jest walka o pas mistrza świata, pierwsza w karierze pięściarza z Phoenix. Świadomość wielkiej szansy czasami sprawia, że nawet tacy jak De Vaca też nokautują.

 

Tyle że taki scenariusz jest mało prawdopodobny, jestem przekonany, że to „Kowboj” Navarrete wygra przez nokaut.

 

Transmisja gali z walką o pas WBO w wadze superkoguciej Emanuel Navarrete - Francisco De Vaca w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport Extra od godz. 4.00