Już w najbliższy weekend wraca La Liga, czyli zdaniem wielu jedna z dwóch najlepszych lig na świecie. Od wielu lat rywalizuje ona z Premier League o miano tej pierwszej. Tradycyjnie do gry przystąpi 20 drużyn, ale grono tych, które powalczą o mistrzostwo, z reguły zamyka się w trzech. W dwóch poprzednich edycjach triumfowała Barcelona, która ma na swoim koncie już 26 mistrzostw Hiszpanii. Siedem więcej uzbierał Real Madryt. Na podium w tej klasyfikacji jest również Atletico Madryt z dziesięcioma triumfami. Zapewne pomiędzy tymi trzema zespołami rozegra się walka w kampanii 2019/2020.

Poprzedni sezon był dla Realu Madryt jednym wielkim koszmarem. Wydawać by się mogło, że lekką czkawką odbiło się odejście Cristiano Ronaldo, który przez lata stanowił o sile zespołu. Problem leżał jednak głębiej. Przypomnijmy, że w latach 2016, 2017 i 2018 "Królewscy" sięgali po Ligę Mistrzów. Jako pierwsi w historii obronili ten tytuł i idąc dalej, jako pierwsi wygrali to trofeum trzy razy z rzędu. W poprzednim sezonie dopadło ich lekkie zmęczenie materiału. Real przez lata, w których święcił triumfy, praktycznie nie zmieniał składu. Trzon był na pewno ten sam, ale dopóki to działało, nikt nic nie mówił. Nawet gdy zespół notował słaby początek sezonu, nie podejmowano nagłych decyzji i dawano Zidane'owi pracować.

W końcu jednak musiał przyjść kryzys. Francuz po wygraniu trzeciej Ligi Mistrzów odszedł, a powodem były sprawy związane z transferami. Zidane chciał większej decyzyjności w tej kwestii. Kadencje Julena Lopeteguiego oraz Santiago Solariego okazały się wielką klapą i w marcu 2019 roku "Zizou" wrócił na stanowisko. Dokończył bardzo nieudany sezon (dopiero trzecie miejsce w La Liga i porażka w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Ajaksem Amsterdam) i od razu zaczął budowanie drużyny od nowa. W końcu dla klubu pokroju Realu Madryt już jeden słaby sezon jest tragedią.

Za "Los Blancos" udane okienko transferowe. W końcu udało się wyciągnąć z Chelsea Edena Hazarda. Ponadto suma 100 mln euro nie wydaje się tak ogromna, kiedy zobaczy się jak duży wpływ na ekipę "The Blues" miał Belg. W Madrycie wszyscy liczą, że będzie godnym następcą Ronaldo, przejął nawet numer "7" po Portugalczyku. Hazard nie jest jedynym wzmocnieniem. Za 60 mln euro przyszedł Luka Jovic, jednak on jak na razie zawodzi. Serb w poprzednim sezonie zachwycał w Eintrachcie Frankfurt, ale w sparingach nic ciekawego nie pokazał. Z lepszej strony pokazał się Mariano Diaz. Numerem "1" na środku ataku wydaje się w dalszym ciągu Karim Benzema, który nie oddaje miejsca w pierwszym składzie od kilku ładnych sezonów.

Powiewem świeżości w defensywie mają być Eder Militao oraz Ferland Mendy. Razem kosztowali prawie 100 mln, ale tu pojawia się pytanie, czy będą grali? Przed sezonem Zidane próbował m.in. ustawienia z trzema środkowymi obrońcami. Wielu pozytywnych skutków jednak nie uzyskał. Linia defensywna nie popisała się w spotkaniach towarzyskich. Real stracił 19 bramek w siedmiu meczach, co nie wróży dobrze przed rozpoczynającymi się rozgrywkami. Dodatkowy Mendy szybko nabawił się kontuzji...

Problemem jest również druga linia. Żelazny środek z Casemiro, Luką Modriciem oraz Tonim Kroosem w niczym nie przypomina tego, który stanowił o sile ekipy z Madrytu w poprzednich latach. "Królewscy" zapowiadają co prawda, że szukają jeszcze środkowego pomocnika, a w kręgu zainteresowań byli Paul Pogba, Christian Eriksen oraz Donny van de Beek. Ponadto jest jeszcze niekończący się temat Neymara, o którego Real ma walczyć z Barceloną.

Na papierze wydawać by się mogło, że Real ma szeroką kadrę, gdzie młodość miesza się z doświadczeniem. Z drugiej strony cały czas coś nie działa. Na pewno trzeba zauważyć, że przed sezonem zespół Zidane'a dopadło kilka kontuzji i nie mógł on przetestować wielu wariantów. Ponadto pamiętajmy, że w ostatnich latach Real lubił się rozkręcać powoli.

To jednak może być zgubne. Barcelona już w sparingach pokazała siłę. Ernesto Valverde ma wręcz problem z bogactwem w linii ofensywnej. Dobrze do drużyny wkomponował się Antoine Griezmann. W świetnej formie strzeleckiej jest Luis Suarez. Do tego dobrze przed sezonem spisywał się Ousmane Dembele i chyba na razie odłożono temat jego sprzedaży. Ponadto jest jeszcze Philippe Coutinho, którego "Duma Katalonii" chciała się pozbyć, czego w przypadku pozyskania Neymara zapewne jeszcze raz spróbuje. Oczywiście do tego dochodzi, kontuzjowany na razie Lionel Messi. Co najmniej pięciu zawodników, a miejsca zaledwie trzy.

Ofensywa Barcelony to jednak "pewniak" od wielu lat. Dlatego też baczniej należy przyjrzeć się linii pomocy. Być może ważniejszym zakupem niż Griezmann może się okazać Frenkie de Jong. Młody Holender ma za sobą świetny sezon w Ajaksie Amsterdam i już pierwsze mecze w brawach "Blaugrany" pokazały, że wreszcie pojawił się ktoś ze zmysłem regulowania tempa gry. Coś, czym przed laty zachwycał Xavi i na co od kilku sezonów czekano w Barcelonie. W środku również robi się tłoczno. Obok Sergio Busquetsa, Ivana Rakiticia i Arthura są młodzi zawodnicy pukający do pierwszej kadry m.in. Riqui Puig czy też Carles Alena.

Barcelona przed kolejnym sezonem znowu wydaje się faworytem do zdobycia mistrzostwa. To dla "Dumy Katalonii" jednak za mało. Messi przed poprzednimi rozgrywkami zapowiadał, że bardzo chce znowu wznieść puchar Ligi Mistrzów. Rozczarowanie, jakie przyszło w półfinale i porażka 0:4 z Liverpoolem spowodowały, że w tym sezonie chęć wygrania najważniejszych europejskich rozgrywek będzie jeszcze większa. Co za tym idzie, większa będzie również presja. Czy to oznacza, że Barca odpuści nieco w La Liga? Mało prawdopodobne, zwłaszcza patrząc na szeroką ławkę. Co prawda być może trzeba będzie jeszcze zrobić miejsce dla Neymara, co może oznaczać sprzedanie dwóch lub trzech piłkarzy. Inną opcją jest wymiana, w mediach co chwilę pojawiają się różne konfiguracje transakcji z Paris Saint-Germain. To jednak nie powinno bardzo nadszarpnąć kadry Valverde.

Zapewne do walki o mistrzostwo włączy się również przemeblowane Atletico. Diego Simeone z reguły nie lubił wydawać dużych pieniędzy, a raczej nie mógł za bardzo tego robić. W obecnym okienku za czterech piłkarzy (Griezmanna, Lucasa Hernandeza, Rodriego i Gelsona Martinsa) otrzymał 300 mln euro. Argentyńczyk mógł więc sobie poszaleć. Prawie połowę wydał na młodziutkiego Joao Felixa i trzeba przyznać, że zaryzykował. W sparingach młody Portugalczyk zachwyca, ale pytanie, czy będzie potrafił wytrzymać presję związaną z meczami o stawkę?

Reszta transferów w wykonaniu Atletico to przemyślane i bardzo korzystne zakupy. Nieco ponad 20 mln kosztował Kieran Trippier, który w poprzednim sezonie szalał na boku obrony w Tottenhamie. Z Realu przyszedł Marcos Llorente, który ma załatać lukę po Rodrim. Na dniach ogłoszony może zostać transfer Rodrigo Moreno z Valencii. Wydaje się, że Atletico, jak to ostatnio bywa, startuje z pozycji numer "3". Pamiętać należy jednak, że w poprzednim sezonie ekipa Simeone wyprzedziła rywala zza miedzy. Do Barcelony jednak brakowało wiele.  

 

"Rojiblancos" stracili ostoje każdej formacji (poza bramkarzem), bo oprócz Griezmanna i Rodriego odszedł również Diego Godin. Charakterny szkoleniowiec radził sobie jednak z większymi problemami, więc i tym razem zapewne znajdzie rozwiązanie.

Na koniec należy wspomnieć, że ekscytująco może wyglądać również rywalizacja za plecami wielkiej trójki. Bardzo ciekawie zapowiada się ekipa Realu Betis, który mimo straty Giovaniego Lo Celso (wypożyczenie z opcją wykupu do Tottenhamu) może postraszyć nawet gigantów La Liga. Nabil FekirJuanmi czy Borja Iglesias to może nie piłkarze z pierwszych stron gazet, ale na pewno zawodnicy zapewniający jakość. Dodajmy do tego zawsze nieprzewidywalne ekipy Sevilli czy Valencii i mamy zapowiedź niezwykle interesującego sezonu.

TERMINARZ LA LIGA 2019/2020