Adrian Brzozowski: Trener Jacek Nawrocki określa Paulinę Maj jako "łączniczkę" pomiędzy starszymi zawodniczkami a młodszymi, ale także jako łączniczkę ze sztabem szkoleniowym. Czy czujesz się łączniczką ?

 

Paulina Maj-Erwardt: Nie, czuję się normalnie. Chciałabym wrócić do sukcesu sprzed dziesięciu lat. Może taka rola łączniczki, powrotu do sukcesu byłaby fajna. Myślę, że jest szansa, żeby to zrobić. Uważam, że drugie miejsce w grupie jest osiągalne plus korzystnie ułożona drabinka i możemy pojechać do Turcji. Jest to do osiągnięcia.

 

Jak wiele zależy od pierwszego meczu i dobrego wejścia w turniej?

 

To zależy, jak zawodniczka będzie odbierała ten turniej. Ja na przykład cieszę się, że to jest w Polsce, bo pamiętam, że kibice nam bardzo dużo dawali od siebie i to jest wartość dodana tego turnieju. Myślę, że będziemy grać bez presji, o ile jej sobie same nie narzucimy. Nikt nam tej presji nie narzuca, jeśli chodzi o trenerów i związek. Dlatego, jeśli my sobie same nie wytworzymy presji to będzie się nam lepiej grało. Na pewno dobrze wejdziemy w ten pierwszy mecz, może w tym jednym secie ręce mogą drżeć niektórym, ale myślę, że będzie dobrze.

 

Wspomniałaś, że być może jesteś tą łączniczką pomiędzy sukcesami 2009 i 2019. Jak się zmieniłaś na przełomie dziesięciu lat?

 

Jestem spokojniejsza i wyważona. Teraz nie ma takiego stresu jak kiedyś. Mam zupełnie inne nastawienie do pewnych rzecz. Teraz jestem mamą, więc to też zmieniło pewne proporcje na świat. Mogę dać trochę spokoju drużynie i na tym muszę się skupić.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Pauliną Maj-Erwadt.