Maciej Turski: Chciałeś zrobić walkę przed wakacjami, ale się nie udało. Co się wydarzyło?

 

Andrzej Grzebyk: Bardzo mi na tym zależało, ale nie było mi to dane. Menadżer rozmawiał z wieloma organizacjami, negocjował, ale nic z tego nie wyszło. Na szczęście udało się zorganizować walkę wieczoru na gali FEN i od lipca jestem w treningu. Forma jest całkiem niezła, a już na wagę wnoszę 85 kilogramów. Lecimy dalej, bo jeszcze wiele jest do zrobienia.

 

Mówiło się o pojedynku z Makhumdem Muradovem. Były spekulacje, ale nic z tego nie wyszło. Co poszło nie tak? On ostatecznie wystąpił dla organizacji Oktagon.

 

Rozmowy trwały naprawdę długo. My się zgodziliśmy, później on się wycofał. Dalej się staraliśmy o tę walkę, ale nic nie było dopięte do końca. Coś nie zagrało i teraz możemy tylko "gdybać". Myślę, że już nie będzie nam dane się spotkać, bo ja zamierzam zejść na stałe do kategorii półśredniej.

 

Wiemy, że Twój menadżer nawiązują coraz ściślejszą współpracę z organizacjami oraz zawodnikami z południa - Czech i Słowacji. Myślisz, że to będzie także kierunek szukania ewentualnych, kolejnych walk?

 

Bardzo byśmy chcieli też odwiedzać tamte rejony. Śledzę Słowację, Czechy oraz organizację Oktagon i naprawdę oni bardzo fajnie działają. Zresztą jeden z moich sponsorów również z nimi współpracuję. Wierzę, że menadżer będzie szukał dla nas optymalnych rozwiązań. Każdy z nas chce toczyć dwie, trzy walki w roku. Dla mnie dwie walki w tym roku to jest naprawdę mało i liczę, że w kolejnych latach będzie już lepiej i więcej występów.

 

Forma wakacyjna za Tobą, a teraz już forma plażowa. Wspomniałeś, że na wagę wnosisz 85 kilogramów, a więc do zbijania pozostaje do dywizji średniej naprawdę niewiele. Podczas najbliższej gali FEN stoczysz ostatni pojedynek w tej kategorii?

 

Walczyłem dość długo w tej dywizji będąc małym zawodnikiem. Sporo osób mówiło, że przy średnich wyglądam jak dzieciak. I taka jest prawda. Szedłem do toalety i mogłem wchodzić na wagę. Szkoda marnować zdrowie, aby siłować się ze zdecydowanie cięższymi rywalami. Kategoria półśrednia przychodzi mi z ogromną łatwością, więc nawet myślałem o tym, aby kiedyś "na sucho" spróbować zejść do jeszcze niższej, lekkiej dywizji i sprawdzić jak reaguje mój organizm. Z kategorią średnią będę się żegnał, witam się na razie z kategorią półśrednią.

 

Ten ostatni rozdział w kategorii średniej jeszcze trzeba zapisać. Zrobisz to w październiku podczas FEN 26, ale na razie obok nazwiska Grzebyk widnieje czarna plama. Czy są już jakieś propozycje od przedstawicieli organizacji, kto mógłby być ewentualnym rywalem? Czasu jeszcze jest całkiem sporo do wydarzenia.

 

Głowa jeszcze jest spokojna, a na razie skupiam się przede wszystkim na swojej pracy. Może i lepiej, że nie ma jeszcze rywala i nie znam jego nazwiska? Zwracałby moją uwagę, skupiałbym się na nim, a tak mogę spokojnie robić swoje. I tak dla przykładu wydolność i tak muszę zrobić sam, bez względu na rywala. Będziemy oczywiście chcieli rywala przynajmniej z półki ciut wyższej niż ostatnio. Z każdą walką musimy robić przynajmniej mały krok do przodu. Nie chcę od razu skakać na głęboką wodę, a chcę się sprawdzać na poziomie, na którym sie znajdują obecnie. Budujmy swoją markę w odpowiednim tempie. Jestem podwójnym mistrzem, ale znam swoje miejsce w szeregu. Nie będę nikogo wyzywał, ale liczę na równe, ciekawe starcie.

 

Przekonałeś mnie tymi słowami i to chyba odpowiedni moment na zakończenie tej rozmowy. Życzymy w takim razie spokojnych i owocnych przygotowań. Oczywiście także pełnych zdrowia.

 

Dziękuję. Najważniejsze są teraz przygotowania. Trzymajcie kciuki, bo wracam już 12 października. Skradnę wasze serca i dam świetny pojedynek. Pozdrawiam was, double champ!