Historia wielu siatkarskich turniejów, niezależnie od tego, czy grają kobiety, czy też mężczyźni, pokazuje, że wygranie meczu otwarcia - szczególnie w przypadku gospodarzy - praktycznie daje gwarancje... udanej imprezy. Dlatego też ten pierwszy mecz jest tak bardzo istotny. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego faktu trener Jacek Nawrocki, który pytany o najważniejszy i najtrudniejszy mecz w grupie, bez mrugnięcia okiem odpowiada, że to ten pierwszy, inauguracyjny mecz ze Słowenią właśnie, a nie te z wyżej notowanymi Włochami, czy Belgią.


Zapowiadając tegoroczne mistrzostwa często odwołujemy się do turnieju sprzed dekady, kiedy to też w Łodzi, też w Atlas Arenie odbywał się Eurovolley 2009. Wówczas na inaugurację Polki mierzyły się z Hiszpankami, teoretycznie najsłabszą drużyną naszej ówczesnej grupy, której skład uzupełniały jeszcze Holandia i Chorwacja. Ostatecznie Biało-Czerwone wygrały ten mecz, ale nie był to żaden spacerek, tylko prawdziwa, blisko trzygodzinna droga przez mękę, zakończona dopiero w tie-breaku. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że lepszej inauguracji nie można sobie było wtedy wymarzyć, bo zespół solidnie się zahartował i ostatecznie zakończył turniej na trzecim stopniu podium.


W czwartek w łodzkiej Atlas Arenie trenowały wszystkie zespoły, odbyła się też tradycyjna dwugodzinna „klinika”, czyli taka na swój sposób próba generalna z udziałem wszystkich osób funkcyjnych uczestniczących w turnieju, począwszy od supervisiorów i arbitrów, a skończywszy na podawaczach piłek i moppersach. Z ramienia CEV opiekę nad łódzką częścią rywalizacji sprawuje była świetna siatkarka Maja Poljak, która pełni funkcję evant managera turnieju i odpowiada za oficjalny protokół.

 

Poljak zna Polskę doskonale. Gościła u nas wielokrotnie przy okazji meczów w europejskich pucharach (grała m.in. wspólnie z Małgorzatą Glinką w VakifBanku Stambuł, kiedy zespół ten triumfował w Lidze Mistrzyń), reprezentowała też swój kraj - Chorwację - na mistrzostwach Europy rozegranych w Atlas Arenie 10 lat temu. 


- Doskonale to pamiętam - mówiła wczoraj w hali. - Fantastyczna impreza, fantastyczni kibice. Czy pamiętam wynik meczu z Polską? (Śmiech) Tak, oczywiście, tylko co tu pamiętać, szybko przegrałyśmy 0:3. Pamiętam za to, że trybuny były pełne i że było tu biało-czerwono.


Oby w tym roku też tak było. Na razie w Atlas Arenie dominuje czerwień i granat. Takie kolory przybrała łódzka hala, bo takie oficjalne barwy mają tegoroczne mistrzostwa Europy.