MŚ w badmintonie. Transmisja w Polscie Sport Extra

Inne
MŚ w badmintonie. Transmisja w Polscie Sport Extra
Fot. PAP

Przed nami finisz mistrzostw świata w badmintonie rozgrywanych w Bazylei. Wiele gwiazd już się z nimi pożegnało. Ale i tak walka o medale na rok przed igrzyskami w Tokio zapowiada się pasjonująco. Transmisje od piątku na sportowych antenach Polsatu Sport.

Niespodzianki jak zawsze mile widziane i z góry można zakładać, że ich nie zabraknie. Z turniejem pożegnała się już rozstawiona z nr 1 Akane Yamaguchi, znów bez medalu MŚ wracają znakomici indonezyjscy debliści, Marcus Fernaldi Gideon i Kevin Sanjaya Sukamuljo, liderzy światowego rankingu.

 

Ci, którzy liczyli na dobry występ legendarnego Lin Dana też przeżyli zawód, gdyż pięciokrotny mistrz świata i dwukrotny złoty medalista olimpijski odpadł w drugiej rundzie. Ale to nie jest sensacja, bo Chińczyk najlepsze czasy ma już za sobą.

 

W singlu męskim Chińczycy wciąż czekają na jego następcę. Był nim w pewnym sensie rozstawiony z nr 3 Chen Long, mistrz olimpijski z Rio de Janeiro, ale to też nie jest już ten sam gracz co trzy lata temu. Wydawało się, że w Bazylei o pierwszy tytuł może powalczyć srebrny medalista MŚ sprzed roku, najmłodszy z Chińczyków Shi Yuqi, ale z przyczyn zdrowotnych nie ma go w Szwajcarii.

 

W tej sytuacji obrońca tytułu i lider światowego rankingu, Japończyk Momota zapewne powalczy o kolejny tytuł, ale w badmintonie, na tym poziomie, nie ma dziś żelaznych faworytów. Nawet genialny chiński mikst, Zheng Siwei – Huang Yaqiong potrafi przegrać ważną imprezę, choć gdybym miał wskazać najpewniejszego kandydata do złota wskazałbym właśnie ich.

 

Podobna sytuacja jest w deblu pań. Japonia ma trzy piekielnie mocne pary z których każda może wygrać te mistrzostwa, ale mogę sobie wyobrazić, że żadnej z nich nie zobaczymy w finale, choć są w tym gronie złote medalistki z Rio, są aktualne mistrzynie świata i  niedawne jeszcze liderki światowego rankingu. Jedna z tych trzech par powinna stanąć na najwyższym stopniu podium w Bazylei, ale inny scenariusz zakładający, że wygrają np. Chinki,  też jest realny. W tamtym roku wydawało się to niemożliwe, w tym już się zdarzało.

 

W singlu pań pod nieobecność Hiszpanki Caroliny Marin, trzykrotnej mistrzyni świata i złotej medalistki z Rio de Janeiro jest kilka kandydatek do zwycięstwa. Japończykom po porażce Yamaguchi została jeszcze była mistrzyni świata Nozomi Okuhara, Chinki mają Chen Yufei, jest Tajwanka Tai Tzu Ying czy Hinduska Pusarla Sindhu. I nie są to jedyne kandydatki do medali.

 

Podobnie wygląda sytuacja w deblu panów. Teraz, gdy nie ma już Giudeona i Sukamuljo rosną szanse obrońców tytułu, chińskich wieżowców, pary LI Junhui i LIU Yu Chena, którzy jak się okazuje najlepiej grają wtedy, kiedy trzeba. Tak było w Nankinie, gdy wygrywali ubiegłoroczne mistrzostwa świata czy w Kantonie, gdzie finałowym, najlepiej płatnym turniejem  kończył  się cykl Superseries. Wtedy właśnie pokazali, że nie zżera ich trema, gdy przychodzi grać o najwyższą stawkę. Stawiam, że w Bazylei też zobaczymy ich w grze o złoto.

Finałowa faza mistrzostw świata zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Na rok przed igrzyskami w Tokio poznamy bowiem odpowiedzi na wiele pytań. Chociażby na takie, czy Japonia może z optymizmem oczekiwać turnieju olimpijskiego.

 

Polacy niestety byli w Bazylei tłem dla najlepszych, ale to nie jest zaskoczeniem. Do Bazylei pojechali tylko Magdalena Świerczyńska i Paweł Śmiłowski, którzy już w pierwszej rundzie miksta przegrali z Wietnamczykami, podobnie jak Michał Rogalski z Chorwatem Zvonimirem Burkinjakiem w singlu, choć to on był faworytem tego pojedynku.

 

Wygląda na to, że na lepsze czasy rodzimego badmintona przyjdzie nam trochę poczekać. Pierwsi w kolejce po sławę w Bazylei stoją  Azjaci na czele z Japonią i Chinami, tak jak rok temu w Nankinie, gdzie oba te kraje zdobyły po dwa złote medale.

 

Na razie twardą walczą  też Duńczycy, choć nie mają w swych szeregach mającego problemy zdrowotne Victora Axelsena, mistrza świata sprzed dwóch. Sensację sprawił niemiecki debel Mark Lamsfuss- Marvin Seidel eliminując faworyzowanych, rozstawionych z nr 5  Japończyków, Hiroyukiego Endo i Yutę Watanabe,  dobrze spisują się Koreańczycy, ale najciekawsze rozstrzygnięcia dopiero przed nami. Prawdziwe mistrzostwa zaczynają się od ćwierćfinałów.

 

Decydującą fazę mistrzostw świata zobaczymy na antenach Polsatu.

 

Mistrzowie świata z Nankinu (2018)

Gra pojedyncza mężczyzn  - Kento Momota (Japonia)

Gra pojedyncza kobiet  -  Carolina Marin (Hiszpania)

Debel mężczyzn  - LI Junhui, LIU Yuchen (Chiny)

Debel kobiet  - Mayu Matsumoto, Wakana Nagahara (Japonia)

Mikst – Zheng Siwei, Huang Yaqiong (Chiny). 

 

Transmisja pierwszych meczów ćwierćfinałowych w piątek od 11 na Polsat Sport Extra

 

 

  

 

 

 

 

 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze